Przemówienie ws. spółdzielczości na walnym zgromadzeniu Związku Równouprawnienia Kobiet [22 czerwca 1911 r.]

Szanowne zgromadzenie dzisiejsze, do którego mam zaszczyt zwrócić tych słów parę, liczy już wśród siebie dużo członków kooperatywy; ze względu jednak na wielkość i piękno idei współdzielczej – należeć do kooperatywy powinni wszyscy. Kooperatywa – to solidarne zrzeszenie słabych, celem wspólnego wytworzenia potęgi. Kooperatywa nie pomija najsłabszej ze słabych, nie pomija kobiety, a dąży do jej wyzwolenia ekonomicznego, dopuszczając ją do swoich zrzeszeń na równych prawach z mężczyzną.

Najbardziej czynny udział w ruchu spółdzielczym biorą kobiety angielskie; głośną jest angielska liga kooperatystek, których działalność wydaje ogromnie dodatnie rezultaty, a przykład ich i nas tu do czynu rozpłomienić winien. Skoro chodzi o kooperatywę spożywczą – to los jej spoczywa prawie wyłącznie w ręku gospodyni. Trzeba tylko, aby ta gospodyni pojęła, że kooperatywa nie wymaga od niej poświęcenia – przeciwnie, przychodzi jej z pomocą, dostarczając towaru pierwszorzędnej jakości, dając rzetelną miarę i wagę, ceny możliwie najniższe, chociaż zastosowane do cen miejscowych; w końcu roku – dochodów nie zabiera kupiec – za potrąceniem oznaczonego procentu na instytucje szerszego znaczenia społecznego jak domy kultury, biblioteki itd.

W krajach, gdzie się kooperatywa rozwija należycie – zaspakaja ona prawie wszystkie potrzeby stowarzyszonych: dostarcza wiktuałów, ma swoje restauracje i hotele, buduje i mebluje domy, oświetla je i opala; dostarcza ubrania; zakłada szkoły dla dzieci, kształci dorosłych, dostarczając im książek, pism, zakładając uniwersytety ludowe; pośredniczy w szukaniu zarobku, spieszy z pomocą, gdy zarobku brak; chorym daje opiekę i lekarstwo; w razie potrzeby wysyła ich do własnych sanatoriów nad morzem, w górach, w stacjach klimatycznych; kooperatywy mają własne kolonie letnie dla dzieci; w salach domów ludowych, wzniesionych przez kooperatywę, odbywają się przedstawienia teatralne, koncerty, bale.

Do takich rezultatów dążymy i my, pionierzy kooperatywy na bruku lwowskim! Mamy już kooperatywę spożywczą, która liczy 3 sklepy: 1) przy ulicy Szeptyckich 48, 2) przy ulicy Piekarskiej 18, 3) na Persakówce; istnieje kooperatywa budowlana „Dom własny”, której celem jest budowanie domów dla robotników; przy ulicy Akademickiej 11 jest kooperatywa krawców; w ostatnich czasach powstała myśl założenia kooperatywy ślusarzy.

Staraniem kooperatywy odbyło się kilkanaście odczytów i wieczorów dyskusyjnych, założono biblioteczkę z dzieł poświęconym sprawom kooperatywy, a nawet w przeszłym karnawale odbył się bal kooperatystów, udał się bardzo i zostawił po sobie nadzwyczaj miłe wspomnienia. Wszystkie te nasze zdobycze – to dopiero początek początków, a jednak bez zuchwalstwa marzyć możemy o takich rezultatach, jakie osiągnęły kooperatywy angielskie, włoskie, belgijskie.

Bo i one nie od wielkich rzeczy zaczynały: pierwsi kooperatyści, biedni tkacze (Anglia), zakładali kooperatywę w [nieczytelne] członków; miało to miejsce w r. 1844, zamysł podał im Owen, twórca kooperacji: a dzisiaj kooperatywy angielskie mają swoje olbrzymie domy handlowe, fabryki, kolonie własne, gdzie mają plantacje kawy, herbaty, towary kolonialne sprowadzają własnymi okrętami; kapitały ich liczą się na miliony.

Cel nasz daleki, ale wielki! Podajmy sobie ręce wszyscy, a zwłaszcza my, kobiety, i idźmy tam, gdzie przepiękne pole pracy nas czeka; i niech nie będzie powiedziane, że kobiety nie zrozumiały głosów społeczeństwa, domagającego się wydatnej pracy kobiecej, i że za głosem nie podążyły.


Powyższy tekst to zapis przemówienia wygłoszonego 22 czerwca 1911 r. na walnym zgromadzeniu Związku Równouprawnienia Kobiet we Lwowie. Pierwotnie opublikowano go w „Gazecie Porannej” nr 162/1911. Przedruk za wyborem tekstów autorki, zamieszczonym w: Anna Habrat – Jadwiga Petrażycka-Tomicka. Życie i działalność”, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 2001.

Warto przeczytać także: