Program Teodora Toeplitza [1937]

221

„Gdyśmy dziesięć lat temu kładli kamień węgielny pod budowę pierwszych mieszkań Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, czyniliśmy to w pełnej świadomości, że kładziemy podwaliny pod nowy sposób zamieszkania” – pisał Teodor Toeplitz do jubileuszowego numeru „Życia WSM”.

Musimy sięgać w daleką przyszłość, obliczać i planować pracę na kilka pokoleń, część najlepsza naszej pracy zdobędzie stygmat wieczności.

Parę razy mówiłem już i pisałem w związku z odejściem od bezpośredniego warsztatu pracy Teodora Toeplitza, odejściem niesłychanie ciężkim i bolesnym, stratą niezastąpioną dla nas wszystkich, którzyśmy wspólnie z nim w tej samej instytucji, przy tym samym warsztacie, pracowali. Jednocześnie stwierdzaliśmy, my jego najbliżsi współpracownicy, że Teodor Toeplitz żyje i żyć będzie we wspólnie prowadzonym dziele, że pracę jego będziemy prowadzić dalej, że całą mocą na jaką nas stać, starać się będziemy, aby nic z tego bogatego dorobku życia, myśli i doświadczenia nie uronić i nie zaprzepaścić, aby nie dać zwiędnąć żadnej z kochanych przez niego i zapładnianych jego myślą instytucji. Teodor Toeplitz niech żyje! Tak zakończył przemówienie poświęcone jego pamięci towarzysz Marian Nowicki na Walnym Zgromadzeniu delegatów WSM.

Dlatego dzisiejsze swoje przemówienie do przyjaciół, do współtowarzyszy pracy, chcę poświęcić Programowi Teodora Toeplitza. Zebraliśmy się licznie: spółdzielcy, PTRM-owcy [Polskie Towarzystwo Reformy Mieszkaniowej], architekci i urbaniści, bojownicy ruchu robotniczego i działacze społeczni, nauczyciele i wychowawcy, samorządowcy, no i wreszcie wielka gromada aktywistów i mieszkańców WSM, wychowanków nowych osiedli. Staraliśmy się zaprosić możliwie wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób zetknęli się z pracą Teodora Toeplitza. Za małą, niestety, jest ta sala, serce WSM, aby wszystkich chcących wziąć udział w naszej uroczystości pomieścić. Od Waszej jednakże woli zależy, aby ją rozszerzyć łub wybudować nową, obliczoną na potrzeby spółdzielczego Żoliborza i gości spółdzielczej Warszawy. „Możliwości świadomych, planowych wysiłków są bowiem nieograniczone”…

Zebraliśmy się w dniu Święta Spółdzielczości.

Spółdzielczość jest kręgosłupem, pierwszą podstawą programu Teodora Toeplitza. Ugruntowana we wczesnej młodości, oparta na związkach przyjaźni z Abramowskim, Mielczarskim, Żeromskim… nie odstępuje działalności Teodora Toeplitza nigdy. Spółdzielczość posiada najwięcej cech twórczych ze wszystkich form ruchu robotniczego. Wnosi ona do tego ruchu podejście od strony potrzeb, których zaspokojenie musi mieć za cel każda działalność ludzka. Spółdzielczość burzy, tworząc jednocześnie. Spółdzielczość wykorzystuje wszystkie możliwości obecnych warunków ekonomicznych i społecznych, aby kształtować swą wewnętrzną siłę, na innych zupełnie, przeciwstawnych dzisiejszemu światu zasadach opartą; z pomocy wzajemnej, braterstwa wysiłku czerpiąc swą moc witalną.

Wszystkie możliwości, aż do kręcenia bicza z piasku… to bardzo znamienna dla Teodora Toeplitza cecha.

Muszę choć parę przykładów przytoczyć:

Nie ma zdrowych koni? Dla uprawy gruntów podmiejskich wykorzystać konie chore na nosaciznę, bo inne okupanci zmobilizowali dla wojska.

Kryzys? „Okres kryzysu i bezrobocia szczególnie dla tego rodzaju porządków (mowa o burzeniu ruder) w mieście się nadaje. Domy najgorsze zamieszkałe są przez najbiedniejszą, często bezrobotną ludność i wielki dochód kamienicznika wynikający z przeludnienia domu jest często tylko teoretyczny. Tym samym wykup domów skazanych na zagładę jest łatwiejszy niż kiedykolwiek, a praca, której źródłem będą roboty przy burzeniu i odbudowie, przyczyni się do łagodzenia kryzysu”.

Drogie kredyty budowlane? Brać i budować przy pomocy takich kredytów, jakie dają. Ale budować dobrze. W toku akcji przekonywać i walczyć, aby warunki kredytowania zostały zmienione.

Budować dobrze. Tu mamy drugą podstawę programową – wiedzę, studia, doświadczenie. Działalność musi być skierowana na zaspokojenie właściwej potrzeby, potrzeby społecznej, to znaczy posiadającej charakter masowy; odpowiadać najwyższemu poziomowi techniki wykonania; ciągle się doskonalić. Tę początkową cechę produkcji przemysłowej musimy przyjąć i rozwinąć, uzupełniając wiedzę techniczną – wiedzą społeczno-ekonomiczną. W dziedzinie, w której zaczynamy pracować, musimy nauczyć się robić jak najlepiej. Opanować doświadczenia obce, przerobić i przestudiować doświadczenie własne, posiąść możliwie pełną wiedzę. To czynnik siły, czynnik nie byle jaki. My wszyscy współpracownicy Teodora Toeplitza nauczyliśmy się ten czynnik cenić dostatecznie: jakże często ratowała WSM właśnie jakość jej pracy i osiągnięć, jak praktyczne znaczenie miała dla nas ocena pozytywna zagranicy, jak głęboko utorowała sobie u nas drogę metoda studiów i badań, współpracy architektów z użytkownikami, przedsiębiorstwa budowlanego ze spółdzielnią, racjonalizacja i usprawnienie administracji.

Wiedza oparta jest na znajomości i opanowaniu tradycji, doświadczenia naszych poprzedników. W myśli Teodora Toeplitza, w jego założeniach programowych mamy do czynienia z dwojaką tradycją. Pierwsza bierze początek z walk wyzwoleńczych proletariatu polskiego, walk o niepodległość i socjalizm, o wyzwolenie narodowe i wypracowanie podstaw wyzwolenia duchowego i gospodarczego na przestrzeni całego ubiegłego stulecia. Romantyzm dziwnie harmonijnie łączy się u Toeplitza z pozytywizmem.

Romantyzm kształtuje wewnętrzną siłę człowieka, przemawia do uczucia mas, daje natchnienie do roboty; pozytywizm kieruje codziennym wysiłkiem, daje plan pracy dostosowany do możliwości osiągalnych, opiera się na rozumie, argumentuje przemyślanym doświadczeniem, liczbą. Romantyzm nie daje z kolei ograniczyć codziennej pracy, nadaje jej perspektywę, nic że marzycielską; na praktycznym gruncie zaszczepione marzenie jest wielką siłą twórczą. ,,Mierz siły na zamiary”. Z wieszczów cytuje Teodor Toeplitz najczęściej Mickiewicza i Norwida, umysły wybitnie konstrukcyjne. On to wyszukał dla nas – spółdzielców mieszkaniowych – artykuł z „Trybuny Ludów” o osiedlach robotniczych, uzbroił nas w dewizę: „Los osiedli robotniczych zależy od samych robotników”. On to przeszczepił na pozór oderwane konstrukcje marzycielskie Żeromskiego z „Przedwiośnia” i Abramowskiego na grunt praktyczny, gdzie zaczynały żyć i rozwijać się bujnie. Obok zrozumienia dla walk powstańczych, bezpośredniej pomocy dla bojowników o niepodległość i socjalizm, rehabilitacja pozytywnych osiągnięć Rady Administracyjnej Królestwa Kongresowego, polityki ekonomicznej i finansowej Lubeckiego, przeciwstawienie szerszej myśli ówczesnych mężów stanu krótkowzrocznej polityce, małostkowości i prywacie współczesnych. Ale całą tradycję zarówno romantyczną, jak pozytywistyczną zaprząc do służby teraźniejszości.

Nie tylko jednak tradycję własną, tę co „podług nieba i zwyczaju polskiego” wyrosła. Dla budowania teraźniejszości posługujemy się tradycją całej pracującej ludzkości, osiągnięciami techniki i kultury. Czy trzeba przypominać artykuł Toeplitza z 1929 roku pt. ,,Kahun i Gdynia”, przeciwstawiający planowość faraonów, przystępujących do budowy piramid, chaotycznej i żywiołowej rozbudowie Gdyni, przy której zapomniano o potrzebach mieszkaniowych tysięcy robotników stwarzających swoim wysiłkiem polskie ,,okno na świat”.

Tradycja pracującej ludzkości – w określeniu tym mieści się podstawowe założenie materializmu filozoficznego, którego Toeplitz, jako marksista i socjalista, był szczerym wyznawcą. „Ziemia nie jest tworem ludzkim, ale może być pracą ludzką ulepszana”. Nie ma tu fatalizmu, niezależnego od człowieka procesu społecznego. Człowiek jest współtwórcą tego procesu, ale „wszystko się wiąże i wszystko płynie”.

„Zmieniają się warunki pracy i bytu, zmieniają się poglądy i upodobania, zmieniać się także musi najczęściej powtarzający się typ mieszkania”. „Mieszkanie odpowiada sposobowi życia i pracy”. Jednak my, ludzie, rozporządzając odpowiednią techniką budowy i odpowiednimi materiałami, budujemy nasze otoczenie.

Budujemy! W tym słowie mieści się nowy punkt, nowe założenie programu społecznego Teodora Toeplitza. Twórczość ludzka w budownictwie właśnie znajduje najpełniejszy wyraz. W budownictwie miast i osiedli, mieszkań i domów, fabryk i warsztatów pracy, nowych stosunków między ludźmi, nowej więzi społecznej, pomników i dzieł sztuki.

Sztukę rozumie Toeplitz po Norwidowsku, albo jeśli kto chce inaczej, architektonicznie, jako „chorągiew na prac ludzkich wieży”. Piękno łączy się harmonijnie z użytkownością, celowością zamierzonego, wybudowanego dzieła.

Budownictwo najbardziej uświadamia nam konieczność, potrzebę planowania. „Każda budowla musi się zaczynać od planu, a każdy plan musi być oparty na dokładnej świadomości potrzeb, którym budowla ma uczynić zadość”. „Zaczynamy coraz bardziej rozumieć, że w żadnej dziedzinie produkcyjnej działalności ludzkiej nie można się oprzeć na intuicji mistrzów, którzy, dzierżąc kij w ręku, każą produkować bez przerwy takie lub inne towary, by potem dopiero wyłamać drzwi i okna dla ich zbytu” – pisze Teodor Toeplitz w jednym ze swych artykułów. Zakres planowania coraz bardziej się rozszerza, w dzisiejszych warunkach związanej gospodarki społecznej nie ma powrotu do automatyzmu procesów gospodarczych. Opanować chaos, dźwignąć ludzkość na wyższy szczebel dobrobytu, może tylko gospodarka planowa. Socjalizm i planowość to dla Toeplitza niemal synonimy. Stąd tak wielka bliskość do zainteresowań urbanistycznych, tak głębokie odczucie zagadnień planowania regionalnego.

Budownictwo to kształtowanie przyrody zewnętrznej, otaczającej człowieka. Odbywa się ono w gromadzie społecznej, osiągającej dzięki postępowi technicznemu i społecznemu coraz większą skuteczność działania.

Postęp techniczny to rzecz dla wszystkich zrozumiała. Postęp społeczny natomiast wymaga równoległego, ale nie zawsze nadążającego wobec postępu technicznego, przekształcania człowieka. Termin budowania tutaj się nie nadaje. Chodzi raczej o hodowanie nowych typów ludzi, ich wychowywanie w środowisku i warunkach najbardziej odpowiednich, tak jak hoduje się i przekształca rośliny. Nowe osiedla mieszkalne, obok nowych odpowiednio urządzonych warsztatów pracy, mają tutaj wielkie zadanie do spełnienia. Ten punkt programu Teodora Toeplitza zasługuje na nieco szersze rozwinięcie. Hodowanie roślin to obok budownictwa druga pasja Toeplitza. Wiemy o tym wszyscy. Wiemy, jak dużo miejsca „Dom Osiedle Mieszkanie” udzielał roślinnemu otoczeniu siedzib ludzkich, jak bronił Toeplitz zawzięcie lasów, parków, drzew pojedynczych. Siedziby ludzkie muszą być zharmonizowane z otaczającą je przyrodą. Przyrody tej nie możemy oczywiście budować, ale możemy ją hodować i ulepszać. „Ludzkość może i powinna sobie dziś pozwolić nie tylko na zachowanie istniejących resztek dawnego bogactwa leśnego, ale nawet na rzekomy zbytek zalesienia znacznych przestrzeni. Las to nie tylko płuca miasta, ale zachowanie stałości gleby, brzegów i głębi wód, czystości źródeł. Las to zdrowie i bogactwo przyszłych pokoleń. Niechaj, gdy nas nie będzie – będzie las przez nas zachowany i posadzony”.

Słońce jest życiodajną siłą roślin. Jest tak samo niezbędne dla zdrowia i siły ludzi. Wprowadzenie słońca do mieszkań, walka zdecydowana z kradzieżą słońca, to podstawowy warunek wyhodowania nowych ludzi. W nowych osiedlach musi być dużo słońca i światła, domy muszą być ustawione frontem do słońca, a nie do przypadkowo przeprowadzonej ulicy.

Dalszy warunek racjonalnego hodowania ludzi to odpowiedni płodozmian w czasie. „Człowiek, dla którego praca jest nie tylko koniecznością, ale i potrzebą, nie może ciągle tej samej spełniać czynności”. „Jak roli płodozmian, tak człowiekowi obok pracy koniecznej dla życia, często narzuconej, zawsze prawie ujętej w żelazne karby przymusu, potrzebne jest dobrowolnie wybrane zajęcie, odpoczynkiem zwane”. Organizacja tego odpoczynku w warunkach odpowiadających potrzebom odbudowania i wzmocnienia organizmu jest koniecznym ogniwem organizacji społeczeństwa, jest wymogiem planowania domu, dziedzińca, osiedla, miasta, kraju. Dalszym warunkiem hodowania nowych ludzi jest rozwój więzi społecznej na spółdzielczych zasadach opartej, z pomocy wzajemnej czerpiącej swe siły, rozwijającej poczucie braterstwa i uczynności sąsiedzkiej – „Szklane Domy” wspólnoty ideowej i samopomocy.

W ten sposób starałem się możliwie najwierniej w moim rozumieniu uchwycić cechy charakterystyczne, najbardziej znamienne tego, co nazwałem Programem Teodora Toeplitza.

Program ten nie miał w najmniejszym stopniu cech papierowych, oderwanych, deklamatorskich.

Był i jest realizowany w licznych instytucjach społecznych, w których pracował Teodor Toeplitz.

Bowiem wierny metodzie realizmu historycznego, w instytucjach żywych widział Toeplitz jedyną możliwość wykonywania swego programu życiowego. Tym instytucjom był zawsze wierny, wkładał w nie cały swój zapał i energię, nie ograniczał się nigdy do zdawkowej, formalnej tylko roli. Nie umiał być reprezentantem, zawsze był pracownikiem, twórcą.

Stąd reformatorstwo jest podstawową metodą jego pracy. Lubił sam w rozmowach przyjacielskich nazywać się oportunistą. „Już taki największy z Was wszystkich jestem oportunistą, nic na to nie poradzicie”. Ale reformizm Toeplitza swoistego był rodzaju. Nie naruszał zasady spółdzielców angielskich, która brzmi: „W rzeczach zasadniczych jedność, w rzeczach mniej ważnych wolność, we wszystkich – braterstwo”. Wierność rzeczom zasadniczym, za co częstokroć nienawidzili T. Toeplitza ludzie mali, a ustępliwość w rzeczach mniej ważnych, otwierała mu możność współpracy i przeprowadzania swych zasad na szerokich terenach. Wiara w braterstwo sprzęgła Jego pracę z ruchem spółdzielczym.

Drugą cechą metody Toeplitza była ciągłość pracy i niezasklepianie się w szczegółach, które pozostawiał innym. Nie lubił i nie korzystał z długich urlopów, wiecznie żywy i ruchliwy, zorganizował sobie płodozmian wysiłku i odpoczynku, to znaczy dobrowolnie wybranego również zajęcia. Miał zdolność przerzucania pracy, zapalania do niej innych.

Trzecia wreszcie cecha metody to rzuty w przyszłość: dla architektów i urbanistów, dla samorządowców i działaczy społecznych, dla wychowawców i ogrodników, dla ekonomistów i spółdzielców, potrzebna, niezbędna jest daleka perspektywa pracy. Ta perspektywa właśnie niweluje ujemne strony oportunizmu. Nie mogę się powstrzymać od przytoczenia tutaj oceny wartości twórczej marzenia przez rosyjskiego krytyka końca ubiegłego stulecia, dziwnie dobrze ilustrującą omawianą cechę metody naszej pracy: „Gdyby człowiek był zupełnie pozbawiony zdolności marzenia – pisał Pisarew („Błędy niedojrzałej myśli”) – gdyby nie mógł od czasu do czasu wybiegać naprzód i w wyobraźni przyglądać się całkowitemu i wykończonemu obrazowi tego tworu, który dopiero zaczyna kształtować się w jego rękach – gdyby tak było, to absolutnie nie mogę wyobrazić sobie, co pobudzałoby człowieka do przedsiębrania i doprowadzania do końca wielkich i męczących prac w dziedzinie sztuki, nauki i życia praktycznego… Rozdźwięk między marzeniem a rzeczywistością nie wyrządza szkody, jeżeli tylko osoba marząca poważnie wierzy w swe marzenie, jeżeli uważnie przypatrując się życiu porównuje swe obserwacje ze swymi zamkami na lodzie i w ogóle sumiennie pracuje nad urzeczywistnieniem swego marzenia”.

Wszystkie rozmowy programowe, tak jak sobie je dziś przypominam, wszystkie „biesiady” odbywane przeważnie bądź w znanym tutaj wielu pokoju bibliotecznym w Otrębusach, bądź w siedzibie Polskiego Towarzystwa Reformy Mieszkaniowej na Krakowskim Przedmieściu, skąd obserwować można było przepływające obok życie Warszawy w jego smutkach i uroczystościach – miały taki właśnie charakter oscylacji pomiędzy marzeniem twórczym a rzeczywistością, pomiędzy konkretnymi posunięciami w tej czy innej instytucji, wykorzystaniem czy pociągnięciem do pracy tego czy innego człowieka, a daleko w przyszłość wybiegającą perspektywą osiągnięć. Osiągnięć! Czy to w dziedzinie budownictwa i planowania najlepiej urządzonych mieszkań pierwszej potrzeby, czy umasowienia tego budownictwa, oparcia go na szerokiej podstawie ustawowej i finansowej; czy w dziedzinie rozwoju spółdzielczości, wykorzystania wszystkich możliwości ekonomicznych naszego ruchu, konstrukcji wewnętrznego pieniądza, rozszerzenia działalności spółdzielczej centrali finansowej, Banku „Społem”; czy to w dziedzinie przyciągnięcia do twórczej spółdzielczej pracy robotników budowlanych zatrudnionych w Społecznym Przedsiębiorstwie Budowlanym, oparcia tej pracy na dobrej organizacji technicznej, usunięcia przyczyn konfliktów, z innej atmosfery przyniesionych uprzedzeń…; czy to w dziedzinie rozbudowy naszej demokracji wewnętrznej, demokracji istotnej, opartej na rozwoju świadomości, zwiększeniu istotnego uczestnictwa mieszkańców nowych osiedli w kształtowaniu otaczających ich warunków życia, współodpowiedzialności za dźwigane wspólnie dzieło; czy to w dziedzinie reformy mieszkaniowej, propagandy tej reformy na szerszym terenie, wymiany doświadczeń z zagranicą opartej na wzajemności, nie tylko na braniu, ale i na dawaniu tego, co przeszło u nas próbę życia, rozwinęło się, stało nowym, twórczym, budzącym zainteresowanie.

Mógłbym właściwie na tym zakończyć. Ale przecież przed nami wszystkimi zebranymi tutaj reprezentantami instytucji, w których pracował Teodor Toeplitz, jego najbliższymi i dalszymi współpracownikami stoi zadanie kontynuowania, wcielania w życie Programu Teodora Toeplitza. I w tej realizacji programu powinniśmy korzystać z jego metody, wykorzystania każdej możliwości, przekształcenia w czynnik naszej siły każdej nasuwającej się sposobności. Nie tylko 40-letnia praca twórcza Teodora Toeplitza, ale również i śmierć Jego, niezastąpionego Przyjaciela, musi służyć wielkiemu celowi społecznemu, który nam przyświeca.

I nie wystarczy tylko stworzenie Funduszu Jego Imienia, jako świadectwa solidarności i woli kontynuowania wysiłku Jego życia, wychowywania następców – społeczników, spółdzielców, urbanistów o szerokim tchnieniu.

Trzeba, żeby praca wszystkich naszych instytucji nie osłabła, żeby była prowadzona dalej, żebyśmy znaleźli w sobie dość siły, woli i szacunku dla Zmarłego, aby go zastąpić we wszystkich pracach. I nie dać upaść, zwiędnąć żadnej słusznej, twórczej inicjatywie.

W akcie erekcyjnym, który Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa wmurowała wczoraj w węgieł powstającej, nowej, dostępnej dla szerokich rzesz robotniczych IX kolonii na Żoliborzu, obiecaliśmy, że budowę tę, przygotowaną i zainicjowaną wspólnie z Teodorem Toeplitzem, doprowadzimy do końca. Że nie ustaniemy w swej pracy, dopóki potrzeby mieszkaniowe całej ludności pracującej Warszawy nie zostaną zaspokojone. Jestem pewny, że wszyscy tu obecni pomogą nam tej obietnicy dotrzymać.

Że spółdzielczy Żoliborz, wyrosły na gruzach dawnych fortów okalających Warszawę, trzymających ją w okowach niewoli i ucisku, omywany wodami „Wiernej Rzeki”, stanie się przykładem, Piemontem walki o Polskę „Szklanych Domów”.

Że uwolniona z oków Warszawa z szeroko przeprowadzonymi arteriami, rozplanowana świadomie przez architektów, techników, i ekonomistów; przebudowana rękami robotników przy zastosowaniu oręża wiedzy i postępu technicznego – stanie się prawdziwą macierzą i stolicą wolnego, urządzonego w myśl potrzeb mas pracujących, a także podług nieba i zwyczaju polskiego – planu.


Powyższy tekst to cała broszura zawierająca zapis przemówienia podczas akademii ku czci Teodora Toeplitza, urządzonej w Dzień Spółdzielczości, 13 czerwca 1937 roku przez Warszawską Spółdzielnię Mieszkaniową. Broszura została wydana nakładem Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Warszawa 1937. Od tamtej pory nie była wznawiana, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.

Teodor Toeplitz (1875-1937) – działacz spółdzielczy i samorządowy, urbanista. Na początku studiów politechnicznych w Niemczech związał się z ruchem socjalistycznym, po interwencji władz musiał je przerwać, ukończył Akademię Handlową w Antwerpii. Kontynuował aktywność polityczną w Polskiej Partii Socjalistycznej. Po studiach przez kilka lat pracował jako handlowiec w Charkowie. W roku 1910 powrócił do Warszawy, gdzie kontynuował nielegalną aktywność polityczną. Po wybuchu I wojny światowej działał w legalnych inicjatywach na rzecz pomocy uchodźcom wojennym oraz w warszawskim Uniwersytecie Ludowym – placówce kształceniowej dla mas robotniczych. W połowie roku 1916 został radnym Warszawy, zajmował się sprawami gruntowymi oraz tworzeniem zrębów nowoczesnego samorządu miejskiego. Należał do założycieli Związku Miast Polskich. Po odzyskaniu niepodległości ponownie został, w lutym 1919 r., radnym stolicy z listy PPS. Wybrano go przewodniczącym Wydziału Administracji Majątkiem Miejskim. Podejmował liczne działania na rzecz rozwoju terenów zielonych, utworzenia miejskich przedsiębiorstw oferujących usługi publiczne, jednak głównym obszarem jego zainteresowań była poprawa sytuacji mieszkaniowej warstw uboższych oraz planowy, prospołeczny rozwój przestrzeni miejskiej w Warszawie. Oprócz działań administracyjnych prowadził wówczas ożywioną aktywność publicystyczną, m.in. w PPS-owskim dzienniku „Robotnik”, szeroko omawiając problematykę samorządową. W pierwszej połowie lat 20. zetknął się ze środowiskiem niedawno utworzonej przez działaczy lewicowych Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, a po kilkuletniej współpracy został członkiem WSM w roku 1925. Wkrótce został wybrany do zarządu spółdzielni, a ostatecznie objął funkcję jego przewodniczącego. Brał aktywny udział w pracach inwestycyjnych, które doprowadziły do powstania nowoczesnego osiedla WSM na Żoliborzu, stanowiącego wzorcowy eksperyment kooperacji mieszkaniowej w Polsce. Dzięki jego osobistym staraniom uzyskano we Włoszech kredyt w wysokości 500 tys. dolarów, który pozwolił znacznie przyspieszyć prace budowlane. Należał do inicjatorów powołania stowarzyszenia lokatorów WSM „Szklane Domy”. W roku 1931 zrezygnował z udziału w zarządzie WSM, nadal jednak wspierał spółdzielnię, koordynował wybrane projekty inwestycyjne oraz pozyskał kolejny kredyt we Włoszech. Był pomysłodawcą Społecznego Przedsiębiorstwa Budowalnego, założonego w roku 1928, a po jego utworzeniu został wybrany prezesem zarządu. Ustąpił z tej funkcji w roku 1934, gdy przedsiębiorstwo miało już stabilną pozycję jako wykonawca robót budowlanych dla spółdzielczości mieszkaniowej; wybrano go wówczas prezesem rady nadzorczej. Należał do założycieli Krakowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, wybrano go do rady nadzorczej. Angażował się także w działalność innych form spółdzielczości, m.in. należał w roku 1930 do inicjatorów utworzenia Banku Spółdzielczego „Społem”, związanego z kooperacją spożywców – pełnił w nim stanowisko prezesa rady nadzorczej. W roku 1928 był współautorem projektu ustawy dotyczącej państwowego programu budowy tanich mieszkań dla robotników, złożonego przez posłów PPS. W 1929 r. pomysłodawca i współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Reformy Mieszkaniowej, którego został wiceprezesem. W ramach aktywności PTRM był inicjatorem utworzenia czasopisma „Dom – Osiedle – Mieszkanie” – jednego z najważniejszych w II RP periodyków poświęconych kwestiom mieszkaniowym, urbanistyce, architekturze, planowaniu przestrzennemu itp. Brał udział w pracach Towarzystwa Urbanistów Polskich, w którym pełnił funkcje członka zarządu oraz wiceprezesa. Z jego inicjatywy Polskie Towarzystwo Reformy Mieszkaniowej zorganizowało w 1937 r. pierwszy Polski Kongres Mieszkaniowy. Przygotowywał na jego potrzeby referat programowy, jednak nie zdążył go wygłosić – po ciężkiej chorobie zmarł kilka miesięcy przed kongresem. Autor wielu publikacji fachowych i popularyzatorskich, poświęconych spółdzielczości mieszkaniowej, aspektom socjalno-bytowym mieszkalnictwa robotniczego, problemom urbanistycznym itp. Po jego śmierci WSM utworzyła Fundusz Stypendialny im. Teodora Toeplitza.