Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego [1930]

Naród polski ma jeszcze z czasu swego dawnego państwowego bytu wspaniale dorobki duchowe i przyjdzie czas, że świat należycie je oceni, głowę swoją przed nimi pochyli i o wzory z naszej przeszłości sięgnie.

Przodując niejednokrotnie dawniej – w ostatnim stuleciu pod wielu względami zostaliśmy w tyle. Już na to sobie wrogowie narodu naszego ponad naszymi głowami podali dłonie, aby nasze państwo polskie zniszczyć i naród polski znieść z powierzchni ziemi.

Długoletnia niewola poczyniła duże szczerby w naszym stanie posiadania ziemi, w ludziach, w rozwoju kultury w wielu dziedzinach. To, co było atakowane najgwałtowniej – duch polski – zachował się w pełnym blasku swych sił żywotnych. Potęga państwa i wielkość narodu muszą się jednak opierać i na pierwiastkach materialnych, na zamożności i powszechnym dobrobycie.

Pod tym względem naród nasz poniósł olbrzymie straty w niewoli. W drugiej połowie ubiegłego stulecia, wskutek rozmaitych wynalazków i postępu nauk, ogromnie rozwinęło się życie gospodarcze narodów, między innymi olbrzymiego rozwoju doznało rolnictwo. Nam na drodze rozwoju w tej podstawowej dla naszego dobrobytu dziedzinie stanęły warunki niewoli – i wynik był ten, że zostaliśmy bardzo w tyle poza innymi narodami.

Mamy dużo do odrobienia. W ciągu, ubiegłego dziesięciolecia od czasu odzyskania niepodległości wiele już wspólnym wysiłkiem rządu, samorządów i społeczeństwa rolniczego dokonano w kierunku rozwoju rolnictwa. Tempo tej pracy musi być jednak szybsze niż dotychczas, rozpęd wysiłku zbiorowego nad dźwignięciem naszego rolnictwa musi nabrać cech żywiołowości.

Nie można na lata rozkładać tej pracy, gdy widmo niedostatku ukazało się na widnokręgu rolniczym wskutek światowego, a zapowiadającego się na dłuższy okres czasu – kryzysu. Droga dla rolników jest jasna jak słońce. Trzeba sobie dokładnie zdać sprawę z położenia rolnictwa i stworzyć najwyższy wysiłek zbiorowy dla wielkiego celu – podniesienia dobrobytu i kultury wsi. Przygnębienie i bezradność – to pożywki, na których rozmnażają się i potęgują wszystkie biedy materialne.

Muszą więc na wsi zapanować: mocne przekonanie o konieczności walki z ciężkimi warunkami i wiara w lepszą przyszłość. Podstawę do przewidywania poprawy położenia w rolnictwie można wskazać w tym, że dziś już cały naród, wszystkie czynniki w państwie doceniają znaczenie dobrobytu wsi i że wskutek tego polityka gospodarcza rządu skierowana będzie na trwałe do potrzeb rolnictwa.

To wielka zdobycz, to wyraźna nadzieja rozkwitu rolnictwa. Na tym wyłącznie nie można się jednak opierać. Potrzebny jest najwyższy wysiłek wszystkich czynników, a między innymi samych rolników, całego społeczeństwa rolniczego.

***

Gdyby niezamożny rolnik, który ciężką pracą codzienną troskliwie zdobywa środki na zaspokojenie potrzeb rodziny i pomimo wysiłków nie jest w stanie poprawić jej bytu tak, jakby tego pragnął, usłyszał jakiś tajemniczy szept we śnie: „Bracie, słuchaj, za siódmą górą, za dziesiątą rzeką, tam a tam, pod dębem rozłożystym… leży skarb”… i tak dalej, i tak dalej, taki człowiek, jeżeliby dał wiarę temu, co sen-bajka prawi, nie szczędziłby wysiłków, by znaleźć to miejsce, nie skąpiłby potu, aby się dokopać, śpieszyłby się nieborak, by go kto nie ubiegł; oglądałby się wśród ciemnej nocy, czy kto nie nadchodzi, trwożyłby się myślą, czy tajemnica nie jest znana wielu innym, którzy, tylko patrzeć, przyjdą i podział wymuszą…

Ale gdzież jest ten twój prawdziwy skarb, niezamożny rolniku? Nie za górami on leży, nie we śnie się majaczy, bez lęku o podział można go brać na jawie i społem, dla wszystkich wystarczy!

Ten skarb dla ciebie – to spółdzielczość rolnicza.

***

Ludzie w dawnych czasach, dzicy jeszcze prawie i ciemni, rozumieli już dobrze wartość pomocy, jaką człowiek człowiekowi w życiu okazywać może, i stosowali ją też powszechnie w ówczesnych swoich zajęciach. Czy to kto dałby sobie wówczas w odosobnieniu radę z dzikim zwierzem, który nastawał na życie, albo choćby dostatek ryb nałowiłby sam jeden? Trzymali się ludzie gromady, choć im rozum nie bardzo świtał w głowach i wszelkie uczucia dobre nie były jeszcze rozbudzone w sercach. Tak już z instynktu ludzie współdziałali z sobą.

W późniejszych wiekach, w miarę rozradzania się ludów i ciągłego rozwoju życia gospodarczego, objawy zwykłego współdziałania w pracy wciąż wzmagały się.

Jest zupełnie jasnym, że nawet zwykłe współdziałanie ludzi przy wykonywaniu jakiejś pracy, oparte na podziale czynności, często, jak na przykład w przemyśle, stosownie do uzdolnienia lub szczególnej wprawy, sprowadza nieocenione korzyści. Toteż w dzisiejszym, tak już bardzo złożonym życiu gospodarczym społeczeństw, na każdym kroku widzimy objawy tego zwykłego współdziałania.

Zastanowienie się nad układem stosunków gospodarczych, panujących w dzisiejszej wytwórczości, w handlu, wskazuje, że więcej jest w tej dziedzinie złych objawów niż dobrych. Okazuje się, że takie zwyczajne współdziałanie nie ma w sobie siły potrzebnej do usunięcia z życia społeczeństw złego współzawodnictwa, płynącego z żądzy nadmiernych zysków. A to właśnie pożądanie pcha człowieka do wyzyskiwania bliźniego, do rozmaitych niesprawiedliwości, a nawet oszustwa. Ludzkość nie składa się z aniołów i nie narodziła się doskonałą. Człowiek w biegu dziejów, na wszelkim stopniu kultury, nie wyrzekał się zazwyczaj sposobności wyzyskania słabszego, o ile jego stanowisko dawało mu do tego potrzebną siłę. To samo dotyczy stosunków między narodami, jak i różnymi odłamami społeczeństw, lub między jednostkami.

Życie jednak ludzkie w każdej dziedzinie rozwija się w stronę dobra. Ku wytkniętemu przez Stwórcę doskonaleniu się dąży ludzkość nieraz ciernistymi drogami. Wciąż jeszcze tkwią w życiu rozmaite krzywdy wyrządzane sobie wzajem przez ludzi, wciąż jeszcze wilki w ludzkich skórach uwijają się po świecie, ale to nie zmienia pewności, że ludzkość skutecznie doskonali się.

Jeżeli, dla przykładu, porównamy dawne niewolnictwo ludzi z obecnymi sposobami wyzysku, musimy przyznać, że tak jest.

Jednym z największych braków w dzisiejszym życiu społeczeństw jest „zabagnienie” spraw gospodarczych, polegające na błędnej organizacji wytwórczości, handlu i spożycia.

Celem gospodarczych zabiegów społeczeństwa powinno być jak najlepsze zaspokojenie jego potrzeb życiowych. Człowiek, naród, ludzkość cała – wtedy jedynie mogą rozwijać należycie zasoby myśli i szlachetnych uczuć, dążyć skutecznie do rozwoju tych wszystkich objawów życia, które nazywamy kulturą duchową, gdy mają zapewniony „byt” codzienny. Zabiegi gospodarcze są więc środkiem do osiągnięcia dalszych celów ludzkości. Z tego wynika, że każde społeczeństwo powinno dążyć do tego, aby stosunkowo jak najmniejszym wysiłkiem, jak najtaniej, ale za to jak najlepiej zaspokoić życiowe potrzeby ogółu obywateli, to jest całej ludności kraju.

Aby to osiągnąć – należy odpowiednio przeprowadzić wielki dział pracy gospodarczej – wszelką wytwórczość, czy to w rolnictwie, czy w przemyśle, i następnie ułatwić udostępnienie wytworów ogółowi. Dzisiaj w wielkim przemyśle i w wielkim, i w małym handlu pośredniczącym – rządzi właściwie nie człowiek celowo zaspokajający jak najlepiej potrzeby ogółu spożywców, ale pieniądz. Uczciwi, godni powszechnego szacunku i zasłużeni ludzie są w każdym zawodzie, ale na ogół niepodobna zaprzeczyć, że chęć nadmiernych zysków góruje wśród wytwórców i pośredników handlowych. Ona rodzi rozmaite zmowy fabrykantów, mające na celu podniesienie cen na wytwory, ona obdarza ogół tandetnymi wyrobami, ona powoduje nierzadko złe warunki pracy robotników, ona to sprowadza człowieka z wyżyny prawdziwej godności, jaką daje wszelka uczciwa praca, na padół marności.

I właściwie w życiu gospodarczym mamy dziś takie stosunki, że na ogół wytwórczość i handel nie odpowiadają potrzebom spożywców. One gdzieś pędzą nieokiełznane, zapatrzone w swój bezpośredni cel – zysk. Rozhulało się tak to złe współzawodnictwo w życiu, że depce nieraz człowiek po człowieku, byle dogonić pieniądz, który mu zaćmił uczciwość i wyrzucił z serca bratnią miłość.

W tej oto właśnie dziedzinie potrzebną do poprawienia stosunków siłę wykazuje szeroko rozumiane społeczne współdziałanie, czyli idea spółdzielczości.

Cóż odróżnia spółdzielnię od wszelkiej innej wzajemnej pomocy ludzkiej? Ostatecznie nie można zaprzeczyć, że np. jeden złodziej pomagający drugiemu „zbadać” wnętrze cudzego mieszkania „współdziała” z nim. Albo jeszcze przy zdrożniejszych rzeczach ludzie sobie nieraz wzajemnie pomagają. Otóż pierwszą istotną cechą spółdzielczych stowarzyszeń jest to, że tu gromada zjednoczonych ludzi działa społem na swój pożytek, który nie tylko nie jest szkodą dla innych, ale przeciwnie – jest także pożytkiem dla ogółu. Dlatego zmowa kapitalistów, którzy w jakimś kraju starają się w swoich rękach skupić pewien odłam wytwórczości, dającej produkt codziennego użytku, aby potem przy pomocy bandy pośredników „śpiewać” zań ceny dowolne, choć jest zjednoczeniem ludzi w sprawach gospodarczych, nie jest spółdzielczością, nie ma nic z nią wspólnego – jest jej przeciwieństwem: działa dla dobra jednostek, ale na szkodę ogółu.

Drugą ważną właściwością spółdzielczych stowarzyszeń jest to, że są one zjednoczeniem dobrowolnym, a przy tym nie stawiającym ograniczeń przybywaniu nowych członków; jedyną przeszkodą do wstąpienia może być nieuczciwość lub jakiekolwiek inne łajdactwo ludzkie. Z pojęciem spółdzielczości związane są tylko dobre strony – i w kooperatywie nie może być cierpiany moralnie marny człowiek jako przyczyna lub zarodek wszelkiego złego. Ażeby współdziałanie spożywców zapewniło niezbędną siłę do odparcia wpadających łatwo w wyzysk fabrykantów i pośredników, którym o wiele jest łatwiej zmówić się, i żeby to współdziałanie było naprawdę skuteczne, muszą spożywcy po pierwsze: dobrze pojąć cele łączenia się i drogi działania, i po drugie: muszą działać naprawdę w wielkiej gromadzie. Przymus nie wdroży człowieka do spółdzielczego działania, robi to jedynie zrozumienie własnego interesu i dobra ogólnego, jakie z tego płynie; dlatego w krajach, gdzie kwitnie spółdzielczość, stowarzyszenia podejmują wiele wysiłków i wydają dużo pieniędzy na rozpowszechnienie wśród ogółu zrozumienia idei spółdzielczej.

Ograniczenie wstępu nowych uczestników od razu podetnie zamierzenia stowarzyszonych, bo cóż pomoże zjednoczenie nielicznych, gdy ogół będzie w rozproszeniu bezradnym, jak to drzewo pochyłe, na które „kozły” wyzysku powskakują?

Nie dopuszcza się więcej członków ponad przewidzianą w ustawach ilość właśnie w stowarzyszeniach kapitalistycznych, gdzie nie chodzi o zrzeszoną pracę dla poprawy bytu ogółu, lecz o wyrobienie – w wielu razach przez bardzo zresztą pożyteczną wytwórczość – zysku, dla którego najczęściej i przede wszystkim pieniądz jednoczy się. A zyskiem pieniężnym któżby się chętnie dzielił. W stowarzyszeniu spółdzielczym bezpośrednim zyskiem jest przede wszystkim codzienna życiowa korzyść ogółu – im więcej członków, tym i zysk obfitszy – jak w cudownym Chrystusowym rozmnożeniu chleba i wina.

Tedy tylko świadome, dobrowolne i nieograniczone współdziałanie może stworzyć, przez szlachetną drogę łącznej pracy, skuteczną przeciwwagę zamachom gospodarczym kapitalistów i pośredników.

Trzecią niesłychanie ważną cechą zrzeszeń spółdzielczych jest to, że łączą się tu naprawdę ludzie i ich praca, a nie ich pieniądze. Jak to rozumieć? W stowarzyszeniach, gdzie pieniądz ma przewagę, jest tak, że który członek złożył więcej pieniędzy, ten ma większy głos w zarządzie stowarzyszenia. Na przykład w akcyjnym towarzystwie, kto kupił jedną akcję, czyli papier wartościowy towarzystwa, o określonej przy założeniu spółki wartości – ten ma jeden głos, a kto kupił więcej akcji – ma więcej głosów, czyli że dziesięciu bogatych może przegłosować 100 mniej zamożnych. Czy to nie pieniądz rządzi? Człowiek jest jakby dodatkiem do kapitału, który jest przede wszystkim tu potrzebny. Dałeś pieniądze – to po wybraniu zarządu nie potrzebujesz wtrącać się do interesu, aby ci w końcu roku wypłacił dobry procent. Twój udział jako człowieka, jako zdolnego do codziennego współdziałania pracownika, jest tu zbyteczny: pieniądz, kierowany ręką zarządu, za ciebie robi, on przy pomocy ludzi stwarza i on jakby otrzymuje zysk, który o tyle się do twojej kieszeni dostanie, o ile i w jakim stopniu jesteś posiadaczem kapitału w stowarzyszeniu; jeden człowiek może więcej zysku otrzymać niż stu innych razem, choć niczym się więcej nie przysłużył rozwojowi stowarzyszenia i dobru ogólnemu od tamtych. Jedynie posiadany pieniądz dał mu do tego prawo.

W stowarzyszeniu spółdzielczym pieniądz jest niezbędnym środkiem; bez niego praca gospodarcza, która jest zakresem działania spółdzielczych spółek, jest oczywiście niemożliwa. Ale tu pieniądz jest tylko sługą, a człowiek prawdziwym gospodarzem i uczestnikiem, jego wyrobienie ważnym celem. Od udziału jest wypłacany umiarkowany procent, postanowiony przez ogół: to jakby „pensja” dla służącego, bez którego się tu obejść nie można. Zaś korzyść główna rozdzielana jest pośród uczestników inaczej – nie od udziałów pieniężnych, ale od uczestnictwa człowieka w rozwoju zrzeszenia, które tym lepiej spełnia swoje zadanie, im bliższą jest łączność codzienna członków ze stowarzyszeniem. Ten, na przykład, uczestnik stowarzyszenia spożywców przyczynia się bardziej do uniezależnienia szerokiego ogółu od wyzysku, który więcej kupuje we własnym spółkowym sklepie, więc każdy członek wszystko, co tylko można, powinien w sklepie stowarzyszenia nabywać; zysk w końcu roku rozdzielony jest w stosunku do ilości rocznych zakupów. Zachciało ci się odstąpić choćby na dni kilka od uczestnictwa w stowarzyszeniu, bo ktoś tam coś nagadał, zaraz ci się twój obrót w sklepie zmniejszył i mniej ci zaliczą potem zysku: jak gdyby za zdradę społecznej solidarności, która małą krzywdę i innym sprawiła.

W stowarzyszeniu spółdzielczym pieniężnym nie ten przede wszystkim otrzymuje pożyczkę, który może dać na nią dobre zabezpieczenie przez jakiś majątek lub przez dobrych poręczycieli, ale ten, kto jest uczciwym człowiekiem i pragnie zużytkować pieniądze na pożyteczną pracę.

Tak – wiele można by przytoczyć przykładów, że człowiek i jego uczestnictwo w działalności tych stowarzyszeń są tu na pierwszym miejscu.

A oto jeszcze inne właściwości stowarzyszeń spółdzielczych: zjednoczeni w nich, na podstawie ścisłej, przez ustawę przewidzianej organizacji, ludzie, mając zupełnie równe prawa, prowadzą sprawy na zasadach samorządności, z hasłem „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” – i odpowiadają, moralnie i majątkowo, za sprawy stowarzyszenia.

Każda większa zbiorowa robota ludzka musi być należycie obmyślana i uporządkowana, tedy dobra organizacja powinna być nieodłączną i od spółdzielczej działalności. W szerszym gronie członków stowarzyszenia zawsze niektórzy ludzie wyróżniają się zdolnościami, energią i większym zapałem – i ci będą niezawodnie wybrani przez ogół na głównych kierowników zbiorowej roboty. Ale to nie znaczy, że wszyscy członkowie po wybraniu zarządu mają „umyć ręce” od spraw stowarzyszenia. Przeciwnie, każdy ma nie tylko prawo, ale i obowiązek stać ciągle na straży dobra ogólnego, które w tym wypadku ma swój widomy wyraz w prawidłowym rozwoju stowarzyszenia. Zasada samorządności powinna być rozumianą w ten sposób, że istotnym kierownikiem zbiorowej działalności jest ogólne zgromadzenie członków – i każdy uczestnik, interesując się codziennym życiem stowarzyszenia, winien w miarę możności współdziałać w jego rozkwicie.

Członków spółdzielni jednoczy w społecznej pracy nie tylko myśl o korzyściach majątkowych, ale i świadomość tego, że bratnia miłość i współdziałanie w dobrym to droga prawdziwie godna człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boże, a nie rodzące wyzysk marne współzawodnictwo, nie liczące się z żadnym lepszym uczuciem ani z prawem słabszego.

Nie każdy dla siebie, lecz każdy dla wszystkich, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – oto hasło nieodłączne od spółdzielczych stowarzyszeń, a nie tylko piękne, ale i naprawdę korzystne dla najszerszego ogółu.

Kto działa, kto tworzy jakąś robotę – ten za nią odpowiada wobec wszelkich praw boskich i ludzkich. W stowarzyszeniu spółdzielczym działają wszyscy uczestnicy, każdy też z nich z osobna i wszyscy razem odpowiedzialni są za sprawy stowarzyszenia – ręczą za nie i sumieniem, i majątkiem.

I właśnie to, że wszyscy odpowiadają, daje pewność, że sprawy stowarzyszenia spółdzielczego pójdą zupełnie pomyślnie, jeżeli tylko jacyś marni ludzie go nie opanują.

Ale zły człowiek do dobrej roboty nie przystąpi, a jeżeli, podszywając się pod uczciwość, pcha się – wszyscy będą mieli go na oku lub, w razie dowodów jego szkodliwości, usuną go, bo odpowiadają przed światem za swoje dzieło zbiorowe – nikomu nie szkodzące, a dla wszystkich korzystne – i sumieniem, i majątkiem.

Oto są najważniejsze właściwości spółdzielczych stowarzyszeń. Niektóre z nich, ta lub inna, nie są obce i innemu współdziałaniu ludzkiemu, od spółdzielni są one wszystkie nieodłączne.

Ze wszystkiego, cośmy dotychczas mówili o rozmaitych stowarzyszeniach spółdzielczych, wypływa jasno, dlaczego spółdzielczość podnosi dobrobyt powszechny. W dziedzinie spożycia nie poprzestaje ona na ograniczeniu działalności lub zupełnym usunięciu pośrednictwa, sięga ona poprzez uporządkowanie handlu do samej wytwórczości, ujmuje w swoje ręce i samo przygotowanie, a nie tylko rozpowszechnianie przedmiotów spożycia i codziennego użytku. W rezultacie każdy spożywca, członek zjednoczenia, otrzymuje dostosowane do swych potrzeb przedmioty dobrej jakości, po cenie przystępnej. To, co nadpłaci ponad koszt wytworzenia i dostarczenia – zostaje gromadzone w stowarzyszeniu jako jego własna oszczędność, wypłacana w końcu roku, lub jako wspólny majątek stowarzyszenia, przeznaczany w następstwie na dobro ogółu członków.

Jeden z profesorów w Niemczech obliczył, że z każdych 100 marek wydatków spożywcy poza stowarzyszeniem spółdzielczym 33 idzie dla pośredników. Już ten przykład wskazuje, do jakich oszczędności dochodzi ogół przez ujęcie w społeczne ręce zaspokajania wspólnych potrzeb.

Ale stowarzyszenia spółdzielcze nie tylko zaoszczędzają niepotrzebnych wydatków – one wzmagają siły wytwórcze społeczeństwa, łącząc rozproszoną i niezdolną do większych wysiłków energię ludzką i drobne, bezużytecznie leżące oszczędności ludzkie w jedno łożysko, zapewniając zjednoczonym w wysiłkach drobnym wytwórcom korzystne warunki wielkiej wytwórczości.

Człowiek, widząc wysiłki wspólnej pracy społecznej, zapala się do niej, rozwija w sobie nowe siły i zdolności – stąd słusznie powiedzieć można, że spółdzielczość budzi nowe zasoby energii ludzkiej i kieruje je na pożyteczną drogę.

Czym jest dostępny i tani kredyt dla człowieka mającego już warsztat pracy lub zdolnego do pracy wytwórczej – to jest jasne. A społecznym celom najlepiej służą pieniądze idące nie z wielkich banków, nie od kapitalistów, ale ze źródeł drobnej oszczędności. Takie właśnie źródło zapewnia jedynie spółdzielcza Kasa Stefczyka.

Wzmożenie sił wytwórczych społeczeństwa zapewniają stowarzyszenia spółdzielcze, łącząc małe warsztaty pracy do wspólnych zadań. Ogromne to ma znaczenie zwłaszcza w wielkim dziale wytwórczości – w rolnictwie.

Tak więc i oszczędność w niepotrzebnych, a tak wysokich wydatkach na wybujałe i rozwydrzone pośrednictwo, i wzmożenie zdolności wytwórczej społeczeństwa – przyczyniają się zgodnie do podniesienia jego zamożności. Że tak jest, świadczą o tym przykłady z wielu krajów, gdzie robotnik, rzemieślnik, albo drobny rolnik żyją dziś zupełnie inaczej, a o wiele lepiej niż dawniej, zanim rozwinęły się spółdzielcze stowarzyszenia.

Spółdzielczość tedy poprawia bardzo gospodarstwo społeczne. A ma tę piękną osobliwość, że czyni to nie tylko skutecznie, ale w sposób szlachetny. Nie burzy starego układu, ale buduje lepszy porządek i przeciwstawia go dotychczasowemu, łączy ludzi dla wspólnej, na zaufaniu wzajemnym i bratniej miłości opartej pracy twórczej, a nie do walki, rozwijającej często uczucia nienawiści.

Jeden z wielkich myślicieli angielskich powiedział, że nie zasada największej osobistej szczęśliwości, lecz zasada najwyższej szlachetności powinna być podstawą i praktycznego życia jednostki, i ustroju społecznego. I to jest piękne powiedzenie. Szlachetność wszystkich da sama przez się szczęśliwość ogółu. A właśnie spółdzielczość wprowadza zasadę szlachetności do stosunków gospodarczych. Kres wilczym apetytom człowieka gdzieś być musi. Spółdzielczość go widzi. Ona dzień w dzień swoją mrówczą pracą przybliża go – i ta świadomość ciągłego tworzenia dobra dodaje jej siły, wytrwałości i zapału.

Prawdziwa wielkość idei spółdzielczej, ta siła, która do niej przyciąga wielu najlepszych ludzi w społeczeństwach, leży nie w tym, że ona umożliwia dostatniejsze życie ludziom mniej zamożnym. Dostatek nie jest celem zabiegów gospodarczych, on jest środkiem do podniesienia życia ludzkiego na wyższy poziom moralny i umysłowy. Spółdzielczość prowadzi do dobrobytu przez zużytkowanie najlepszych sił umysłu i serca ludzkiego – i to jest najgłębsze jej znaczenie. Ona wysuwa człowieka z jego pracą, godnością ludzką, z jego duchowymi wartościami – na prawdziwego gospodarza spraw ogółu, a sprowadza pieniądz, obecnie panujący, do roli pożytecznego sługi. Ona jest dowodem, że nie potrzeba deptać po innych, by samemu pozyskać powodzenie materialne. Ona wykazuje, że oszczędność wysiłków ludzkich w kierunku walki i niechlujnego moralnie współzawodnictwa umożliwia żywotniejszy rozwój tych wszystkich dziedzin życia, które duszę ludzką doskonalą i prowadzą ją wzwyż, ku dziedzinom przez Stwórcę zakreślonym.

Czasy powojenne spotęgować tylko mogą bardzo znacznie ruch spółdzielczy w całym świecie.

Społeczeństwa ludzkie nie zechcą być nadal pod biczem kapitału, który i w wojnie światowej wykazał, że nie zna granicy w dążeniu do swoich celów.

Zjednoczą się najlepsze siły ludzkie – i wznosić będą zbiorowo wspaniałą budowę pomyślności powszechnej.


Powyższy tekst to cała broszura, oryginalnie zatytułowana „Co to jest spółdzielczość rolnicza?”, Nakładem Centralnego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych w Warszawie,, wydane z zasiłku Instytutu Szerzenia Praktycznej Wiedzy Rolniczej w Warszawie, wydanie III, przejrzane i uzupełnione, Warszawa 1930. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Wersję elektroniczną przygotowali Aleksandra Zarzeczańska i Remigiusz Okraska. Nowy tytuł pochodzi od redakcji Kooperatyzm.pl.