Stan i działalność Unii Związków Spółdzielczych w Polsce [1929]

1. Znaczenie spółdzielczości

Spółdzielczość w Polsce w ostatnich latach coraz bardziej zrasta i konsoliduje się, idąc za prądami myślowymi głównych typów i kierunków organizacyjnych. Przełamując dawne granice dzielnicowe, dociera spółdzielczość do wszystkich zakątków Polski; nie zostawia żadnej części państwa bez wyraźnych śladów swej działalności. Złożyła już dowody swej żywotności, przeszła próbę ogniową.

Okazało się, że spółdzielczość jest i pozostanie tak ważnym narzędziem w rękach ekonomicznie odradzających się społeczeństw, tak wyłącznym środkiem gospodarczego podniesienia się najszerszych warstw zarobkujących i drobnych warsztatów pracy, tak niezastąpioną studnią wielkich zasobów finansowych, tworzących się z okruchów rozproszonych i rozsianych w rękach tysięcy ludzi, tak dogodnym źródłem pożyczek dla tych, którym trudno dotrzeć do wielkich źródeł kredytu, tak znakomitym środkiem regulowania cen na rynku towarowym i tak dobrym sposobem zbiorowego władania tymi środkami produkcji, które dla jednostek biednych są nie do owładnięcia, że zastąpić spółdzielczości ani pod względem jej wszechstronności, ani pod względem jej użyteczności nie można żadną inną formą organizacji, jakąkolwiek dotąd stosowano w dziejach świata w dziedzinie spraw ekonomicznych.

Dlatego też proroctwa powojenne, wróżące zmierzch spółdzielczości i przepowiadające wygasanie ruchu spółdzielczego, nie sprawdziły się tak samo, jak zawiodły inne przepowiednie, opierane na przejściowych przejawach życia powojennego. Doświadczenia wielu państw wykazują, że spółdzielczość nie tylko nie zanika, lecz się odradza wszędzie tam, gdzie ją dotknęły kataklizmy wojenne i powojenne. Rozwój spółdzielczości w Polsce jest także żywym tego przykładem.

Fakt zdumiewająco szybkiego odrodzenia się spółdzielczości jest nie tylko dowodem olbrzymich sił żywotnych, ale zarazem świadectwem, że myśl spółdzielcza wyrasta z naturalnych tendencji i dążności rozwojowych społeczeństwa i jest najsilniejszym przejawem woli jego dźwigania się o własnych siłach.

Spółdzielczość zatem nie jest tworzywem sztucznym, zaszczepionym na obcym organizmie, lecz samoistnym, żywym objawem rozwoju, wyrasta z pnia gospodarczego społeczeństwa, jako gałąź rodzima.

2. Spółdzielczość w Polsce

Odbudowa i odrodzenie spółdzielczości postępują oczywiście krokiem nierównomiernym. Nie ulega wątpliwości, że organizacje zbudowane na mocnych fundamentach mogą w procesie odrodzenia wyprzedzić te, których podstawy słabiej były ufundowane, lub inne, które, wiążąc się ciasnymi zasadami, samochcąc potworzyły sobie w swej strukturze hamulce wstrzymujące rozwój. Postęp spółdzielczości jest jednak na ogół tak wielki, że dziś w Polsce nie ma bodaj człowieka, który by wątpił o jej użyteczności. Opinia publiczna naszego kraju zalicza spółdzielczość do rzędu najpotężniejszych dźwigni podniesienia poziomu ekonomicznego naszego państwa.

Niełatwo uzyskać dokładny i wyczerpujący materiał cyfrowy dotyczący spółdzielczości w całej Polsce. Ani bowiem sprawozdania Państwowej Rady Spółdzielczej, istniejącej przy Ministerstwie Skarbu, ani statystyki Głównego Urzędu Statystycznego, ani też sprawozdania związków rewizyjnych nie podają dokładnie najświeższych cyfr przedstawiających właściwy stan obecny spółdzielczości. Wszystkie sprawozdania podają cyfry najmniej o rok i więcej wstecz. Tymczasem spółdzielczość rozwija się tak szybko, że cyfry sprzed półtora roku już nie obrazują rzeczywistości dzisiejszej.

Zaciemnia pogląd na stan spółdzielczości w Polsce jeszcze ta okoliczność, że tylko 56% ogółu spółdzielni należy do związków rewizyjnych. Wedle sprawozdania Państwowej Rady Spółdzielczej za r. 1928 z 16,3 tys. spółdzielni zaledwie około 10,26 tys. należy do związków rewizyjnych, czyli stanowi materiał zorganizowany. O pozostałych niezorganizowanych spółdzielniach nie wiemy dokładnie, czy istnieją rzeczywiście, jak pracują, czy pracują pozytywnie, ile z nich istnieje tylko na papierze.

Przed wojną przecież w niektórych małopolskich miasteczkach było po 60-70 spółdzielni kredytowych, tzw. spółdzielni „rodzinnych” żydowskich, urządzanych na to, żeby po zebraniu jakichś 20 tysięcy koron wkładów zbankrutować.

Tego rodzaju spółdzielnie istnieją obecnie także, ale nie ma ich w związkach. Państwowa Rada Spółdzielcza przez te lasy i bagna życia spółdzielczego przedzierać się musi, żeby stwierdzić, co istnieje, a czego nie ma. W rejestrach sądów pełno jest jeszcze spółdzielni, które dawno już przestały istnieć.

Sprawozdania Państwowej Rady Spółdzielczej podają głównie materiał zestawiony przez związki rewizyjne. Materiał cyfrowy Rady, stwierdzony i dokonany, sięga końca 1927 roku, a więc prawie półtora roku wstecz. Sprawozdanie jej jednakowoż wykazuje, jak niezmiernie szybko rozwija się spółdzielczość w Polsce. Jeżeli sobie uprzytomnimy, że w ciągu 1924 r. pożyczek udzielono na 253 milionów złotych, a w trzy lata później na 787 milionów zł, że sumy bilansu z 133 milionów zł w 1924 r. wzrosły w końcu 1927 r. prawie do miliarda zł, że wkłady oszczędności z 18,6 milionów złotych w roku 1924 wzrosły do przeszło 225 milionów złotych w roku 1927, to możemy stwierdzić, że rozwój spółdzielczości jest wielki, że spółdzielczość polska w ciągu 1927 r. reprezentująca cyfry 787 milionów zł udzielonych pożyczek, 740 milionów zł sprzedanych towarów, już była w tym okresie bardzo poważnym czynnikiem gospodarczym w życiu całego państwa. Najważniejszym jest to, że z roku na rok cyfry wzrastają równomiernie i stale, co wskazuje na zdrową tendencję rozwoju spółdzielczości; sumy bilansowe podnoszą się o 50-100 proc. rocznie, a wkłady oszczędnościowe o circa 100 procent rocznie. Kapitalizacja zatem, o ile ją oceniać na podstawie wkładów w spółdzielniach, wykazuje postępy szybsze aniżeli przed wojną.

3. Unia Związków Spółdzielczych w Polsce

a) UZS na tle całej spółdzielczości w Polsce

Opierając się na statystyce Państwowej Rady Spółdzielczej, cała zorganizowana spółdzielczość w Polsce na koniec 1927 r. przedstawiała się następująco:

1. Kwoty bilansowe:

Spółdzielczość ogółem 992 milionów złotych, Unia Związków Spółdzielczych 538 milionów złotych, czyli 54% całej spółdzielczości.

2. Udziały i rezerwy:

Spółdzielczość ogółem 145,6 milionów złotych, Unia Związków Spółdzielczych 73,5 milionów złotych, czyli 51%.

3. Wkłady oszczędnościowe:

Spółdzielczość ogółem 251,1 milionów złotych, Unia Związków Spółdzielczych 168,4 milionów złotych, czyli 63%.

Unia Związków Spółdzielczych zatem obejmuje powyżej połowy kapitałów spółdzielczości w Polsce, zorganizowanej w związkach rewizyjnych.

b) UZS na tle spółdzielczości polskiej

Związki rewizyjne, łączące ludność chrześcijańską narodowości polskiej, podajemy w tabeli II według ugrupowań, w których się jednoczą, przytaczając cyfry za rok 1927 według statystyki Państwowej Rady Spółdzielczej.

Pośród tych Związków rewizyjnych udział UZS wyraża się w sposób następujący:

Jak widać z powyższego zestawienia, UZS bierze dominujący udział w pracy spółdzielczości polskiej.

Spółdzielczość polska objęta jest głównie przez trzy grupy większe; są nimi: Unia Związków Spółdzielczych w Polsce, Zjednoczenie Związków Spółdzielni Rolniczych Rzeczypospolitej Polskiej i Związek Spółdzielni Spożywców Rzeczypospolitej Polskiej.

Bliższe porównanie jednak jest celowe tylko z jedną grupą, która ma charakter podobny do ,,Unii”, tj. ze „Zjednoczeniem”.

„Zjednoczenie” obejmuje w swych Związkach rewizyjnych 2735 spółdzielni kredytowych, mleczarskich, rolniczo-handlowych i innych rolniczych. Udziałowcami spółdzielni tych są wyłącznie prawie rolnicy, i to przeważnie drobni, w ogólnej liczbie (na koniec roku 1927) 578 186.

Potrzeby gospodarcze spółdzielni zaspakaja 9 central handlowych i jedna finansowa – Centralna Kasa Spółek Rolniczych w Warszawie. Spółdzielnie „Zjednoczenia” tym się różnią od spółdzielni „Unii”, że są przeważnie drobne, działają na małym terenie i rozporządzają mniejszymi funduszami.

Ponieważ „Zjednoczenie” obejmuje przeważnie spółdzielnie mniejsze, działające w jednej parafii lub wsi, stosunek ilościowy spółdzielni wypada na korzyść „Zjednoczenia”. Członków wykazuje „Unia” ogółem 666 tys., w tym rolników 367 tys., kupców, rzemieślników i przemysłowców 98 tys., urzędników 125 tys., innych 76 tys. „Zjednoczenie” zaś 578 tys., w tym rolników 531 tys., innych 47 tys. Jeżeli natomiast chodzi o cyfry bilansowe za r. 1927, to wobec 538 milionów zł „Unii” wypada na „Zjednoczenie” 159 milionów zł; w takim samym stosunku mniej więcej układają się inne cyfry. „Unia” zatem jest bezsprzecznie najsilniejszą grupą spółdzielczą tak wśród spółdzielczości polskiej, jak i wśród spółdzielczości w całej Polsce.

Rozwój cyfr bilansowych „Unii” przybrał pewną stałość. Z roku na rok cyfry rosną w równej proporcji. Najsilniej, bo o 100% co roku, wzrastają dotąd wkłady oszczędnościowe, co uważać należy za objaw nader pocieszający.

c) UZS i jej centrale jako czynnik gospodarczy

Posiadając już przybliżone cyfry za rok 1928, możemy stwierdzić, że same spółdzielnie zorganizowane w ,,Unii” reprezentują w 1928 r. kapitał obrotowy mniej więcej 493 mil. zł. Cyfra 493 milionów złotych jednak znaczenia UZS jako poważnego, niezależnego czynnika w życiu gospodarczym Polski nie wyczerpuje. Chcąc określić ściśle czynnik gospodarczy UZS, należy do podanych cyfr spółdzielni dodać liczby central gospodarczych posiadających 330 mil. zł kapitału obrotowego, przez co ogólna suma podnosi się do cyfry 823 mil. zł.

Spółdzielnie UZS opierają się na dobrze zorganizowanym systemie central finansowych i handlowych.

Centralą finansową całej Unii Związków Spółdzielczych jest Bank Związku Spółek Zarobkowych w Poznaniu, jedyna w pełnym tego słowa znaczeniu powszechna centrala całej organizacji, gdyż obejmuje wszystkie związki terytorialne UZS, oraz pracuje ze wszystkimi ich spółdzielniami i centralami handlowymi bez względu na ich cel i charakter. Kredyty, jakie w r. 1928 za pośrednictwem Banku Związku Spółek Zarobkowych wpłynęły do naszych spółdzielni, przekroczyły już 42 mil. zł.

Na kilku ostatnich Walnych Zgromadzeniach związków rewizyjnych UZS żywo omawiano współpracę Banku Związku ze spółdzielniami i wyrażano w specjalnych rezolucjach uznanie dla pożytecznej działalności Banku na polu spółdzielczym. Również stwierdzono, że ujęcie organizacyjne Banku Związku Spółek Zarobkowych jest właściwe i dobre i odpowiada interesom spółdzielni. Uchwały te1 powzięto dlatego, że tu i ówdzie ludzie nieznający i niedoceniający wypróbowanego w długoletnich doświadczeniach ustroju centrali finansowej i jej stosunku do spółdzielczości, opierając się na teoretycznych tylko rozważaniach, niepokoili członków, posuwając się nawet do odmawiania Bankowi Związku charakteru właściwej spółdzielczej, dlatego tylko, że im się zdawało, iż centrala powinna być zorganizowana na innych zasadach.

Właśnie wobec takich nieproszonych doradców związki rewizyjne, które dopiero od lat pięciu weszły przez Unię w stosunki z Bankiem Związku Spółek Zarobkowych, uważały za wskazane z całą stanowczością wyrazić swoją aprobatę dla istniejącego ustroju centrali finansowej.

Zauważyć można bardzo ciekawą równoległość pomiędzy rozwojem spółdzielni, zorganizowanych w Unii, a rozwojem Banku Związku Spółek Zarobkowych; niemal w równym tempie rosną cyfry spółdzielni i Banku. Gdy spółdzielnie Unii reprezentują na koniec 1928 r. mniej więcej 493 mil. zł kapitału obrotowego, Bank Związku wykazuje sumę około 278 mil. złotych.

Co to znaczy? Znaczy to, że spółdzielnie UZS odgrywają w życiu gospodarczym Polski większą rolę niż największy bank prywatny w Polsce. Zespół UZS, a więc spółdzielnie i centrale razem, mając ogółem kapitału obrotowego 823 mil. złotych, reprezentują siłę dwóch wielkich banków. Zespół ten ma tę dodatnią cechę, że poza oddziałami banku posiada silną reprezentację spółdzielczą w przeszło 1300 punktach na obszarze całej Polski, dociera do najdrobniejszych warsztatów pracy i może uwzględnić jak najszerzej potrzeby wielu jednostek odciętych od innych źródeł kredytu.

Z pełnym prawem można tedy twierdzić, że organizacja, która rozporządza tak olbrzymim kapitałem obrotowym, jest jednym z najpotężniejszych czynników gospodarczych w Polsce oraz że swobodny i niekrępowany rozwój tej organizacji leży niewątpliwie w interesie całego kraju.

Wszyscy, którzy znają metody pracy spółdzielczej UZS, zdają sobie doskonale sprawę z siły, z którą przemawiają podane cyfry.

Propaganda spółdzielczości oparta na agitacji ustnej i piśmiennej bardzo jest ważną wśród ludności, nie znającej w ogóle korzyści spółdzielczej pracy. Wiemy jednak, że cyfry, wykazując pożyteczność gospodarczą i siłę organizacyjną, działają bardziej przekonująco aniżeli wszelka agitacja – której brak poparcia żywym, namacalnym czynem. Cyfry i rzeczywiste wyniki pracy to najlepsza propaganda spółdzielczości.

Wynika z nich, że pielęgnowany w Unii Związków Spółdzielczych typ spółdzielczości zdał egzamin w całej pełni, okazując się odporniejszym, łatwiej przezwyciężającym kryzys i dającym większe korzyści gospodarcze aniżeli spółdzielczość innego typu. Przeświadczenie to nie jest oparte na doktrynie, nie na zakorzenionym przyzwyczajeniu do swego typu spółdzielczego, lecz na cyfrach i na faktach przed- i powojennych, na pozytywnych, ściśle kontrolowanych wynikach gospodarczych.

Mówimy o dodatnich wynikach pracy UZS, bo wiemy, że z jednej strony są one doskonałą propagandą systemu organizacyjnego UZS, z drugiej strony otwierają oczy tym, którym się zdawało, że po wojnie przestały istnieć dawne zasady spółdzielcze i którzy gniewali się, iż nowych ich pomysłów stara spółdzielczość przyjąć nie chciała.

d) Kierunek UZS

Już na pierwszym zjeździe kierowników spółdzielczości polskiej w Lublinie w roku 1918, za czasów okupacji, zdawano sobie sprawę z konieczności konsolidacji ruchu spółdzielczego, dyskutowano tę kwestię bardzo długo i nabrano przekonania, że konsolidacja nie może dokonać się szybko, lecz tylko powoli, w miarę jak w umysłach wytwarzać się będą wspólne zasady i jednakowe pojęcia o spółdzielczości, co jest warunkiem nieodzownym wszelkiej współpracy. Po tej drodze idzie dotychczasowa ewolucja polskiego ruchu spółdzielczego, której wyrazem jest jej ugrupowanie się w wymienione już trzy zespoły polskich Związków Spółdzielczych.

O ile chodzi o UZS, dalsza jej ekspansja organizacyjna byłaby zapewne łatwiejsza i pozornie bardziej imponująca, gdyby naczelne władze UZS chciały zejść z utartych dróg i zgodzić się na zmianę zasad struktury i kierunku UZS. Uczynić tego jednak bynajmniej nie zamierzają, gdyż zauważają, że droga, po której spółdzielczość UZS kroczy od lat 70, jest właściwa, a stosowane przez nią zasady w próbie wieloletnich doświadczeń okazały się dobre i odporne. Nikt nie zechce narażać się na to, aby do zgodnego zespołu UZS weszły czynniki, które by chciały stosować jakiekolwiek metody i zasady pracy spółdzielczej, niezgodne z dotąd wypróbowanymi i ustalonymi. Łączenie się organizacji o różniących się poważnie zasadach i metodach pracy nie jest racjonalne. Tworzenie zespołów, które – jak to z góry można przewidzieć – zawierać będą zarzewie niezgody, jest organizacyjnym nonsensem, gdyż prowadzi do niepotrzebnego marnowania czasu, sił społecznych i funduszów. Po kilku latach niepotrzebnej szarpaniny doszłoby znów do rozbicia. Propozycje takich nieprzygotowanych związków władze UZS odrzucały, mimo że były one niekiedy poparte nawet i groźbą. Propozycje te płynęły przeważnie z pobudek niespółdzielczych, z przyczyn leżących poza obrębem interesów spółdzielczych.

Argumenty z takich źródeł pochodzące nie mogły kierownictwa UZS przekonać o konieczności narażenia ,,Unii” na krok lekkomyślny. Sprawiono tym zawód fanatykom łączenia i kojarzenia za wszelką cenę. Czas i doświadczenie życiowe przekona ich, po której stronie była słuszność. Organizacji głęboko ufundowanych w stosunkach gospodarczych i warunkach życiowych, posiadających tradycje i własne metody, nie można przekształcać dowolnie, o ile się nie chce narazić na rolę słonia w sklepie porcelany.

Z tego zasadniczego stanowiska nie wynika, aby tam, gdzie pokrewne zasady i interesy spółdzielcze zbliżeniu organizacyjnemu sprzyjają, uchylać się od współpracy, a nawet od porozumienia trwalszego. Uważamy, przeciwnie, że w spółdzielczości polskiej zdrowe tendencje łączności powinny istnieć, rozwijać się i dojrzewać.

4. Kapitalizacja i jej przeszkody

Żaden kapitał zagraniczny, żadna pożyczka zagraniczna nie oddadzą tej korzyści życiu gospodarczemu, co własny kapitał polski. Wydobywanie tego kapitału ze wszystkich skrytek i zakamarków jest jednym z najpoważniejszych naszych zadań. Na kapitalizację jednak składają się dwa czynniki:

  1. oszczędzanie samo i niewydawanie pieniędzy na rzeczy niepotrzebne,
  2. składanie zaoszczędzonych pieniędzy w instytucjach kredytowych.

Oszczędzanie samo nie wystarcza. Fakt, że gdzieś ktoś oszczędził paręset czy tysiąc złotych, dla danej jednostki ma duże osobiste znaczenie, ale nie posiada jeszcze znaczenia ogólnogospodarczego. Przeciwnie, oszczędność taka może wywrzeć wpływ ujemny. Cyfrowo bowiem obieg banknotów Banku Polskiego będzie dostateczny, a w praktyce zmniejsza się on o kwoty nie będące w obiegu i staje się niewystarczający. Im więcej pieniędzy wycofa się z obiegu, przechowując je w niewłaściwy sposób, tym więcej kurczy się zasób pieniądza będącego w obrocie gospodarczym. Dopiero więc gdy pieniądz zaoszczędzony złożony jest w instytucji kredytowej i wchodzi tą drogą do obrotu gospodarczego – dopiero wtedy oszczędność staje się produkcyjną. Wszelkimi przeto siłami dążyć trzeba do uruchomienia leżących kapitałów.

W zakresie pracy wielkich banków nie jest to rzeczą trudną, współpracują one bowiem z ludźmi, którzy rozumieją konieczność składania swych pieniędzy w bankach. Żaden fabrykant i kupiec wielki nie będzie przechowywał pieniędzy w domu, bo będzie się obawiał, że mu je ukradną nawet z żelaznej kasy ogniotrwałej. Lecz włościanin lub kobiecina, która zaoszczędzi sobie kilkadziesiąt złotych, inaczej na to patrzą. Nie chcą się zdradzić z tym, że coś mają, bo się boją, że ich sąsiad „nabierze” na pożyczkę lub że im ktoś pieniądze ukradnie. Zasadniczo panuje w tych umysłach niechęć do ujawniania i składania oszczędności w instytucjach kredytowych. Niechęć i brak wiary trzeba wpierw przezwyciężyć. My spółdzielcy dokonujemy pracy pionierskiej, przełamując tę niechęć do składania oszczędności w instytucjach kredytowych. Znamy sposób myślenia tych ludzi, nie finansistów, ale drobnych oszczędzających, i umiemy się z nimi liczyć.

Do wywołania wśród oszczędzających popłochu wystarczy najbałamutniejsza bodaj pogłoska. Obserwujemy nieraz wewnętrzną walkę kobieciny, która przyszła do spółdzielni z zamiarem złożenia pieniędzy, a jednak waha się jeszcze, ogląda każdego członka zarządu z osobna, próbuje, czy kasa jest dość mocna, i składa wreszcie dziesięć złotych i odchodzi, a po godzinie głębokiego namysłu wraca i dodaje jeszcze dwieście złotych, a może mimo to jeszcze z częścią pieniędzy wróci do domu! Trzeba wiedzieć, jak łatwo ludzi prostych odstraszyć można od składania oszczędności. Z tą psychologią nie liczy się niestety istniejący w Polsce system podatkowy. Potrzeba jego gruntownej reformy i rewizji uznana jest tak przez opinię powszechną, jak i przez najwyższe w Państwie czynniki. Oby zrealizowanie tych zamiarów i zapowiedzi nastąpiło jak najszybciej. Wiadomo, że niektóre podatki kosztują Skarb bodaj więcej niż same przynoszą, względnie że ich korzyści dla Skarbu są wątpliwe, gdy natomiast niewątpliwa jest ich szkodliwość dla ogólnej gospodarki narodowej. Do tego rodzaju podatków zaliczyć należy opodatkowanie wkładów przez tzw. podatek od kapitałów i rent.

Rezultat fiskalny tego podatku jest na ogół minimalny, a koszty wysokie. Powoduje on dwukrotną dodatkową pracę, raz w urzędach skarbowych, a po wtóre w instytucjach kredytowych, zmuszonych prowadzić księgowość dostosowaną specjalnie do tych podatków. Mówi się, że urzędnik załatwi to obok innych spraw; tak jednak nie jest. Rezultatem tej niepotrzebnej pisaniny jest zawsze opóźnienie i utrudnienie pracy w innych dziedzinach.

Na ludności zaś opodatkowanie oszczędności robi najgorsze wrażenie i odstrasza ją od oszczędzania. Wkładcy odczuwają bowiem podatek jako karę za to, że oszczędzali i odnieśli pieniądze do instytucji kredytowej.

Gdy Rząd nawołuje do oszczędzania i składania pieniędzy w bankach, gdy spółdzielnie kredytowe dokonują wysiłków, by pieniądze ze społeczeństwa wydobyć, to władze podatkowe – czyli tym samym Rząd – nie chcą oskarżać urzędów państwowych, które są tylko wykonawcami ustawy, postępują tak, jakby chciały człowieka niosącego do banku oszczędności ukarać, zamiast go za to wyróżnić.

Dlatego Unia zwróciła się do Ministerstwa Skarbu już dawniej i ponawia teraz prośbę, aby w imię doniosłej sprawy gromadzenia oszczędności zechciał uchylić podatki, które utrudniają kapitalizację. Jako dobrą odpowiedź uznać należy przywrócenie przez Ministra Skarbu tajemnicy i dyskrecji, na wzór prawodawstw zachodnioeuropejskich, kapitałom złożonym w bankach. Na szczęście mało wkładców spółdzielni wiedziało o tym, że władze skarbowe przeprowadzały w bankach kontrolę wkładów, żądając przedkładania im spisu wkładców sum przez nich złożonych. Mimo to kontrola ta niekorzystnie odbiła się na rozwoju kapitalizacji. Reskrypt Min. Skarbu z dnia 17 kwietnia 1929 r. położył kres tym nieznośnym stosunkom.

Być może, że teraz jeden lub drugi podatnik przemknie się przez oczko sieci podatkowej. Mniejsza o te drobne płotki, gdy grubsze ryby i tak przez nie się przemykają. Obecny system podatkowy, domagający się pilnej naprawy, powoduje niestety ucieczkę kapitalistów za granicę.

Uciec z większą sumą pieniędzy zagranicę nie jest rzeczą trudną. Gdańsk jest tak bliski. Czy nie dość tam pieniędzy polskich, czy za granicą nie ma kapitałów polskich, czy koniecznie potrzeba wypędzać z Polski kapitały polskie, by je potem przywozić jako kapitały zagraniczne, płacąc za nie wyższe odsetki przy zwolnieniu od wszystkich tych obciążeń, które ponosi kapitał krajowy?

Był czas, że powszechnie mniemano, że banki i spółdzielnie w czasie dewaluacji zrobiły wielkie majątki i pytano, gdzie się te majątki podziały? Przy przerachowaniu na bilanse złotowe okazało się, że tych majątków nie ma. Teraz myśli się, że wobec wysokiego procentu zarobki instytucji kredytowych są olbrzymie; tymczasem obrachunki zysków i strat wykazują nadwyżki niewielkie, a słabe dywidendy są dowodem, że zysków nie ma. Jeżeli nawet instytucje tak tanio i ofiarnie administrowane, jak spółdzielnie kredytowe, swoim udziałowcom minimalne tylko mogą płacić dywidendy, mimo pobieranych dużych procentów, jest to dowodem, że zarobki zjadają inne koszty.

Kto sprawę zbada, przekona się ze zdziwieniem, że obecnie koszty administracyjne w stosunku do zgromadzonych kapitałów wynoszą pięć razy więcej niż przed wojną, a to dlatego m.in., że podatki i świadczenia publiczne są znacznie większe i że nadto przepisy dodatkowe nakładają tyle obowiązków i roboty, że personelem przedwojennym wydołać nie można. W tym tkwi niewątpliwie jeden z powodów drożyzny kredytu.

Dlatego UZS popiera wszelkie wysiłki zmierzające w kierunku rewizji ustawodawstwa podatkowego i sądzimy, że ta dążność Unii spotka się z uznaniem wszystkich spółdzielców.

Jak wadliwy system podatkowy, tak i etatyzm podcina rozwój życia gospodarczego, zdolność podatkową jednostek gospodarczych i aglomerację prywatnego kapitału w kraju.

Były Minister Skarbu Czechowicz opowiedział się pod koniec swego urzędowania przeciw etatyzmowi w życiu gospodarczym. Życzyliśmy wówczas Panu Ministrowi dużo powodzenia na tym polu. Wiemy jednak, że to niełatwa będzie sprawa. Bakterie etatyzmu gnieżdżą się w zakamarkach ministerstw, w umysłach licznych urzędników, którzy zapominając o życiu i jego rozwoju i rozkoszując się potęgą państwa, sądzą, że Państwo wszystko potrafi i powinno wszystko robić. O tego rodzaju zapatrywaniach wśród urzędników wciąż się jeszcze słyszy. Zdrowa myśl Ministra Skarbu jeszcze nie dotarła do umysłów wszystkich podległych mu urzędników. Daleką bowiem jest droga od ust Ministra do ucha referenta!

5. Kupiectwo a ulgi podatkowe spółdzielni

W dyskusji o rewizję systemu podatkowego zupełnie niespodziewanie wyrósł spółdzielczości przeciwnik, w zorganizowanym kupiectwie. Naczelne organizacje kupiectwa spoczęły kampanię przeciwko ulgom podatkowym przyznanym spółdzielczości. Argumentacja jest bardzo prosta: spółdzielczość posiada ulgi podatkowe, których kupiectwo nie ma, a zatem kupiectwo jest w dziedzinie konkurencji postawione gorzej. Upadek przedsiębiorstw kupieckich przypisywać rzekomo należy niemożliwości konkurowania ze spółdzielniami. Państwo powinno wszystkich obywateli traktować równomiernie – udzielanie więc spółdzielczości ulg podatkowych jest niesprawiedliwością i nierównym traktowaniem obywateli, a zatem należy znieść ustępstwa, które państwo poczyniło spółdzielczości w dziedzinie podatkowej.

Sprawa nie jest jednak tak prostą, jak z powyższej argumentacji zdawałoby się wynikać. Zarówno prawa spółdzielczości do ulg podatkowych, jak i przyczyny, dla których państwo tych ulg udziela, wypływają ze źródeł o wiele głębszych. Państwo, jak i spółdzielczość sama nie pojmują spółdzielczości jako kupiectwa i nie stawiają jej na równi z kupiectwem prywatnym.

Spółdzielczość bowiem jest organizacją samopomocy zainteresowanych, załatwiających zbiorowo pewne gospodarcze czynności. Spółdzielnia jest zrzeszeniem jednostek zmierzających ku wspólnemu celowi i załatwia pewne sprawy gospodarcze w ich imieniu i na ich korzyść, a nie na korzyść spółdzielni jako takiej. Ani państwo, ani spółdzielczość nie wykluczają żadnej warstwy ludności ani żadnego stanu od udziału w korzyściach spółdzielczej organizacji samopomocy. Przeciwnie, czynią wszelkie ułatwienia, ażeby każdy stan mógł się posługiwać organizacją spółdzielczą celem ułatwienia sobie zbiorowej pracy.

Jeżeli zatem kupiectwo w doskonałym zrozumieniu swoich wspólnych interesów zorganizuje się i utworzy np. swe hurtownie w formie spółdzielczej, tym samym uzyska dostęp do wszelkich ulg, które spółdzielczości przyznaje państwo, i może ulgi te ekonomicznie wykorzystać dla swoich celów, tak samo jak mogłoby je wykorzystać w dziedzinie wspólnej produkcji sprzedawanych przez siebie towarów. Nie zgadza się zatem z prawdą, jakoby korzyści spółdzielcze nie były dostępne bezpośrednio także dla kupiectwa.

Państwa zaś i ustawodawstwa państwowe od dawien dawna opierają się na przeświadczeniu, że organizacja spółdzielcza zasadniczo się różni od prywatnego kupiectwa, gdyż jest formą samopomocy gospodarczej. Państwa też wszędzie zdecydowanie popierają spółdzielczość z powodów najzupełniej słusznych, mianowicie dlatego, że:

a) spółdzielczość w wysokim stopniu podnosi siłę i zdolność zarobkową poszczególnych obywateli i to w najtańszy dla nich sposób, a tym samym znakomicie wpływa na powiększenie siły podatkowej obywateli;

b) spółdzielczość w życiu gospodarczym państwa jest niczym niezastąpioną w swej roli zbiornika najdrobniejszych okruchów sił finansowych i ekonomicznych, tworząc z nich potęgę gospodarczą, która by bez spółdzielczości w przeważającej części nigdy nie została zbudzona do życia i uruchomiona;

c) spółdzielczość nie tylko tym sposobem ożywia, zasila i tworzy coraz to nowe warsztaty drobnej produkcji, ale zarazem, wprowadzając do obiegu gospodarczego drzemiące zasoby pieniężne i nieuruchomione siły gospodarcze, ułatwia bankowi emisyjnemu i Rządowi politykę gospodarczą;

d) spółdzielczość jest najtańszą i najskuteczniejszą szkołą ekonomiczną dla najszerszych warstw ludności, które dzięki niej zaznajamiają się z prawidłowym obrotem pieniężnym, ogólnymi zasadami handlowymi, znaczeniem i doniosłością oszczędności, otrzymują pobudkę do inicjatywy gospodarczej. W ten sposób spółdzielczość szkoli najszersze warstwy społeczeństwa i przygotowuje je do wyższych stopni rozwoju ekonomicznego.

Z tych, w ogólnych zarysach tylko naszkicowanych przyczyn każde państwo słusznie spółdzielczość zalicza do najpoważniejszych, państwowo-twórczych czynników samopomocy ekonomicznej swych obywateli.

W taki sposób rolę spółdzielczości pojmują państwa i spółdzielczość sama. Być może, że kupiectwo nie będzie chciało oceniać spółdzielczości z ogólnopaństwowego punktu widzenia. Możemy zatem przejść na pole rozważań czysto finansowych, zarobkowych.

Kupiectwo, zaprzeczając spółdzielczości prawa do ulg podatkowych, zapomina o tym, że to samo Państwo, które spółdzielczości daje pewne ulgi podatkowe, nakłada na spółdzielczość bardzo ciężkie i dotkliwe obowiązki finansowe.

Mocą ustawy o spółdzielniach państwo zniewala spółdzielnie do poddawania się rewizjom bądź to związków rewizyjnych, bądź też rewidentów Państwowej Rady Spółdzielczej, przy czym koszty rewizji ponoszą spółdzielnie. Związki rewizyjne, utworzone celem dokonywania przepisanych ustawą rewizji, przeprowadzają zazwyczaj ponadto w interesie udziałowców zrzeszonych w spółdzielni rewizje dodatkowe, byle tylko uniknąć błędów w prowadzeniu spółdzielni i uchronić je przed stratami. Związki rewizyjne, powstałe na mocy przepisów ustawy o spółdzielniach, utrzymują spółdzielnie własnym kosztem, swoimi składkami. Podatek ten, którego spółdzielczość uniknąć nie może i który na niej spoczywa mocą ustawy państwowej, jest bardzo poważny. Jest to podatek, którego kupiectwo nie płaci.

Ustawa o spółdzielniach i charakter przedsiębiorstw spółdzielczych nakłada na nie obowiązek prowadzenia książkowości szczegółowo i dokładnie, wystawiania faktur i pokwitowań bez wyjątku, nawet wtedy, gdy spółdzielnia ma obroty minimalne. Kupiectwo obowiązku prowadzenia książkowości itd. w takich rozmiarach nie ma; oszczędza sobie zatem wielu kosztów i pracować może z personelem mniej licznym i mniej wykształconym.

Spółdzielnie są obowiązane do publicznego składania rachunków bez względu na rozmiary prowadzonych interesów. I ten przepis nakłada na spółdzielnie zwiększony ciężar pracy i kosztów.

Na koniec: przepisy ustawy państwowej ograniczają spółdzielnie w dziedzinie rozporządzania zyskiem i nagromadzonym majątkiem. Ograniczeń tych prywatne kupiectwo nie zna.

Oto szereg przepisów prawnych, które ściśle obowiązują spółdzielnie, a które nie dotyczą wcale albo w mniejszej mierze kupiectwa prywatnego. Finansowy wynik wymienionych ciężarów i utrudnień bodaj przekracza ulgi, które państwo w dziedzinie podatkowej daje spółdzielniom.

Jeżeli mimo tych trudności spółdzielczość stałe czyni postępy i wykazuje rozwój potężny, przyczyn szukać należy w głębokim podłożu ideowym spółdzielczości, wielkiej liczbie ofiarnych i bezinteresownych współpracowników i niezmiernie pożytecznej działalności kontrolującej i doradczej związków rewizyjnych.

Jak na tym tle wygląda kwestia rzekomo zmniejszonej zdolności konkurencyjnej kupiectwa?

Gdyby zdolność konkurencyjna zależała tylko od ulg podatkowych, wszystkie spółdzielnie powinny by opływać w dochody i zyski, a wszyscy kupcy powinni znajdować się w złym położeniu materialnym. Rzeczywistość mówi inaczej. Są spółdzielnie, którym się wiedzie źle, a niemało kupcom wiedzie się wcale niezgorzej.

Nie przeczy się jednakowoż, że mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw kupieckich upada i że niektórzy kupcy przypisują winę swojego niepowodzenia konkurencji ze strony spółdzielni.

Stwierdzić jednak trzeba, że organizacje kupieckie, które podjęły kampanię przeciwko ulgom podatkowym w spółdzielczości, niestety nie mają nawet możliwości przekonania się, z jakich przyczyn poszczególne przedsiębiorstwo zginęło. Związki spółdzielcze dzięki rewizjom mają wgląd w wewnętrzne stosunki rozlicznych, poszczególnych spółdzielni, mogą na wypadek niepowodzenia spółdzielni stwierdzić, jaka tych niepowodzeń była przyczyna. Organizacje kupieckie nie mają możliwości stwierdzenia rzeczywistych przyczyn niepowodzenia poszczególnego kupca, ponieważ nie posiadają prawa rewizji i polegają zazwyczaj jedynie na gołosłownych żalach człowieka, który siebie samego z pewnością oskarżać nie będzie. Gdyby organizacje kupieckie w każdym wypadku mogły dokładnie zbadać stan interesów i sposób prowadzenia przedsiębiorstwa tych kupców, którzy popadli w bankructwo, niekiedy nie mając nawet konkurencji, przekonałyby się z łatwością, że przyczyną upadku nie były ulgi spółdzielniom dane, lecz brak fachowości, niedołęstwo w prowadzeniu interesu, rozrzutność, niedozór itd. Dlatego dopóki kupiectwo nie jest złączone w związki rewizyjne i dopóki organizacje kupieckie nie posiadają wglądu dokładnego w książkowość i sposób prowadzenia interesów poszczególnych kupców, dopóki kupiectwo samo nie ponosi tych co spółdzielczość ciężarów ustawą nałożonych – nie przysługuje mu prawo przypisywania niepowodzeń poszczególnych kupców ulgom podatkowym spółdzielni. Jeżeli jednakowoż kupiectwo przekonawszy się, jak wielką pomocą w życiu przedsiębiorstwa handlowego może być poddawanie się stałej i obowiązkowej rewizji, jak dalece obowiązek ten wpływa na podniesienie etyki życia kupieckiego – zdecyduje się na wprowadzenie podobnych organizacji lustracyjnych dla kupiectwa prywatnego – może być pewnym, że spółdzielczość w interesie podniesienia etyki handlowej i ułatwienia uczciwemu kupcowi walki konkurencyjnej całą siłą poprze usiłowania zorganizowanego kupiectwa.

Tyle o stosunku kupiectwa do spółdzielczości w ogóle. Kupiectwo zaś polskie zupełnie nie ma powodu do uskarżania się ani na spółdzielczość kredytową, ani na spółdzielczość handlową.

Zdaje się bowiem, że nie ma prawie kupca polskiego, który by sam nie korzystał lub nie pragnął korzystać z kredytów udzielanych przez spółdzielnie.

Sprawozdanie Państwowej Rady Spółdzielczej za rok 1927 podaje na 2164 tys. członków zorganizowanych w spółdzielniach w ogóle przeszło 256 tys. członków kupców i przemysłowców. W Unii Związków Spółdzielczych na blisko 666 tys. członków mamy około 15% kupców i przemysłowców.

Kupiectwo zatem nie ma najmniejszego powodu do utrudniania pracy spółdzielniom, w których samo tak wybitny bierze udział i które nie tylko zasilają je kredytami, ale podnoszą przede wszystkim zdolność nabywczą odbiorcy kupca polskiego, a tym samym przyczyniają się do wzrostu jego obrotów. Z drugiej zaś strony stwierdzić należy z całą stanowczością na podstawie długoletnich doświadczeń spółdzielczości, że bez silnej spółdzielczości kredytowej, wytwórczej i handlowej chrześcijański stan rzemieślniczy i kupiecki nie zdołałby się rozwinąć i wzmocnić tam, gdzie jest słaby lub gdzie go nie ma. Wykazać i udowadniać tej prawdy nie potrzeba.

Żale jednak kupiectwa zwracają się przede wszystkim w kierunku spółdzielni wytwórczych i handlowych. Kupiec, który na istnienie spółdzielczości wytwórczej i handlowej patrzy tylko wyłącznie z ciasnego punktu widzenia osobistego, myli się zasadniczo. Czyż kupiectwo chrześcijańskie, którego w niektórych częściach Polski prawie że nie ma, nie widzi, że handlowe spółdzielnie polskie torują drogę polskiemu kupiectwu prywatnemu i stwarzają z wielkim wysiłkiem i mozołem warunki, wśród których będzie mógł kupiec chrześcijański znaleźć samodzielną egzystencję?

Czyżby polskie kupiectwo zbożowe w zachodnich województwach Polski, które po zmartwychwstaniu Polski objęło placówki po obcych, istniało, gdyby spółdzielczość rolniczo-handlowa nie była wykształciła ludzi, nie była im dała możności uskładania sobie pewnego kapitału z corocznych uposażeń, nie była rozbudziła zaufania do kupieckich zdolności w Polaku i nie była wytworzyła przeświadczenia, że może być dobrym kupcem? Czy w czasach inflacji hurtownie spółdzielcze nie przyczyniły się w wysokim stopniu do uniknięcia zagłady mnóstwa polskich kupców prywatnych, którzy bez ich pomocy nie byliby się utrzymali? Czy wszędzie tam, gdzie spółdzielczość handlowa z wielkim trudem i mozołem przyzwyczaja ludność do kupowania u siebie, nie powstaje dopiero atmosfera, która kiedyś umożliwi chrześcijańskiemu kupcowi dogodną egzystencję obok spółdzielni?

Nie jesteśmy wrogami ani przeciwnikami zdrowego i uczciwego kupiectwa polskiego. Przeciwnie, ubolewamy nad tym, że niepotrzebnie szkody doznaje młoda gałąź kupiectwa polskiego, rozwijająca się zdrowo i pożytecznie. Nie wahaliśmy się interweniować u władz, gdyśmy spostrzegli, że dzięki wadliwemu ujęciu podatku obrotowego młode kupiectwo zbożowe w zachodnich województwach zostało pokrzywdzone w stosunku do firm zagranicznych. Choć interwencje w tej sprawie pozostały bez skutku i memoriały utkwiły gdzieś w przepaściach biurek, to kupiectwo polskie na brak poparcia ze strony spółdzielczości nie może się uskarżać.

Kupiectwo polskie powinno zrozumieć, że nawoływanie kupiectwa do walki ze spółdzielczością polską raczej wyrządzi szkodę tworzącemu się kupiectwu, rzemiosłu i przemysłowi chrześcijańskiemu, i niechaj uważa, by nie zostało użyte do rąbania dębu, który ocienia i osłania młode roślinki chrześcijańskiego kupiectwa.

6. Ogólne położenie gospodarcze

Ogólne położenie finansowe kraju krzepnie, mocna polityka Banku Polskiego robi swoje, plan stabilizacyjny przeprowadza się spokojnie, a mimo biernego bilansu handlowego waluta nasza utrzymuje się na parytecie. Muszą być chwile przypływów i odpływów w sytuacji gospodarczej, naprężenia i osłabienia finansowego – te rzeczy są zupełnie jasne.

Dziś przechodzimy okres naprężenia finansowego.

Przewyżka importu nad eksportem, która od długiego szeregu miesięcy charakteryzuje nasz bilans handlowy, nie jest na ogół spowodowana importem artykułów luksusowych, lecz raczej tym, że przemysł polski kupuje duże ilości maszyn i surowców za granicą.

Przemysł polski modernizuje się, musi się modernizować, by móc konkurować z przemysłem obcym i być przygotowanym do obrony rynku wewnętrznego przed importem artykułów zagranicznych wówczas, gdy padną cła ochronne. Społeczeństwo polskie jest już nieco zamożniejsze, kupuje więcej niż dawniej i konsumuje większą ilość towarów. Stąd wielką część towarów wyprodukowanych z surowca zagranicznego za pomocą maszyn sprowadzonych z zagranicy zużywa się w kraju; eksport towarów przemysłowych nie dorównuje importowi maszyn i surowców, natomiast rośnie eksport rolniczy, na którym w przyszłości oprze się nasz handel zagraniczny.

Nasz przemysł krajowy w większej części powinien dążyć wszelkimi siłami do tego, aby mocno opanować rynek wewnętrzny i móc sprostać na nim konkurencji zagranicy w okresie liberalnej polityki celnej w przyszłości.

Front przemysłu poza gałęziami wybitnie eksportowymi winien być przeważnie frontem wewnętrznym. Natomiast rolnictwu przypada front zewnętrzny – eksportowy. Nasza produkcja rolnicza jest źródłem eksportu i powinna ciągle się udoskonalać i starać się, by dobrocią swych wytworów sprostać współzawodnictwu światowemu. Możliwości wielkiego eksportu rolniczego są bardzo poważne.

Wzmożenie produkcji i konsumpcji wewnętrznej zawsze pociąga za sobą współzawodnictwo na rynku wewnętrznym, a z chwilą, gdy się rozpoczyna współzawodnictwo, zaczyna się udzielanie kredytów towarowych. Z tą chwilą potrzeba o wiele więcej kapitału obrotowego.

Liczyć można, że na każde tysiąc złotych, które płacimy zagranicy za surowiec i maszyny, potrzebujemy w kraju przynajmniej trzy razy tyle na kapitał obrotowy. W okresie ekspansji przemysłowej wzmagają się obroty handlowe i współzawodnictwo wewnętrzne, co wywołuje silniejsze napięcie kredytowe. Nabiera ono jeszcze specjalnie ostrego charakteru w związku z trudnościami realizacji zbiorów.

Każde korzystnie zrealizowane żniwa to przyrost kilkuset milionów złotych i ten przyrost sprawia, że stosunki finansowe rozluźniać się winny z roku na rok.

Na ogólne bolączki finansowe Polski nie pomogą kredyty zagraniczne; lekarstwem jest nasycenie społeczeństwa kapitałem własnym, czas, wytrwała praca i wprowadzenie w obieg wszystkich oszczędności.

Czas bieży na naszą korzyść, praca się rozwija, a oszczędności rosną.

Głosy przyjaciół zagranicznych, którzy z coraz większym uznaniem mówią o Polsce, że dokonała od czasu swego odrodzenia bardzo dużych wysiłków i że zdobyła sobie wywalczyć mocarstwowe stanowisko – nie są już czczym komplementem, lecz wyrażają szczerą prawdę.

Jesteśmy dziś na dobrej drodze, która prowadzi nas w pomyślną przyszłość.

A spółdzielczość polska, patrząc na wysiłek skuteczny całej Polski, na pracę swoją i innych, z głębi serca raduje się, że Bóg pozwolił jej być niepoślednim pracownikiem przy odbudowie Ojczyzny.


Powyższy tekst pierwotnie stanowił główną część broszury księdza Stanisława Adamskiego pt. „Unia Związków Spółdzielczych w Polsce”, Nakładem Unii Związków Spółdzielczych w Polsce, drukiem Spółdzielni Wydawniczej UZS z odp. udz. w Poznaniu, 1929. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Poprawiono pisownię według obecnych reguł. Wersję elektroniczną przygotowali Aleksandra Zarzeczańska i Remigiusz Okraska.

Przypisy:

1. „Zebrani na Walnym Zgromadzeniu Związku Rewizyjnego Spółdzielni Kółek Rolniczych delegaci stwierdzają na podstawie technicznej współpracy z Bankiem Związku Spółek Zarobkowych, że bank ten – jako centrala finansowa Związku – spełnia przez swe oddziały w Krakowie i inne swe zadanie ku pełnemu zadowoleniu spółdzielni, a rzeczowym i życzliwym traktowaniem interesów Spółdzielni oddaje im zawsze usługi.

Walne Zgromadzenie uznaje politykę Banku, polegającą na równoczesnej współpracy ze spółdzielczością oraz prywatną klientelą, za zdrową i odpowiadającą polskim stosunkom gospodarczym, a to tym więcej, że konstrukcją swą i przepisami statutu daje Bank Związku spółdzielczości pełną gwarancję, iż decydujący wpływ spółdzielczości jest w Banku trwale zabezpieczony”.

„Zebrani na Sejmiku Związku Spółdzielni Polskich w Warszawie delegaci spółdzielni uznają politykę Banki Związku Spółek Zarobkowych, jako centrali finansowej Związku, polegającą na równoczesnej współpracy ze spółdzielczością oraz prywatną klientelą, za zdrową i odpowiadającą polskim stosunkom gospodarczym, a to tym więcej, że przepisami statutu Bank Związku Spółek Zarobkowych daje gwarancję trwałego zabezpieczenia wpływu spółdzielczości na tę politykę.

Sejmik na podstawie czteroletniej współpracy spółdzielni związkowych z Bankiem Związku Spółek Zarobkowych stwierdza, że Bank ten, jako centrala finansowa Związku, spełnia swe zadanie ku zadowoleniu spółdzielni, a rzeczowym traktowaniem interesów spółdzielni oddaje im usługi”.