Znaczenie kooperatyw dla przyszłości Polski [1919]

Bez względu na to, jak ułożą się warunki i formy bytu politycznego Polski po wojnie, wielkiego wysiłku zbiorowego potrzeba będzie, aby dźwignąć i uruchomić życie gospodarcze narodu, znajdujące się dziś w stanie upadku całkowitego i bezwładu. Bezmiar klęski wyrządzonej przez wojnę i bezmiar potrzeb są tak wielkie, że ani poczynania poszczególnych jednostek, ani opieka i inicjatywa choćby najenergiczniejsza rządu państwowego nie są w stanie całkowicie złemu zaradzić, pchnąć życie narodu na nowe i przystosowane do zmienionych warunków tory. Same masy ludowe, prześwietlone przez wiedzę i zorganizowane na zasadach spółdzielczych, muszą przystąpić czynnie do budowania swego bytu od podstaw.

Podstawą bytu wszelkiego społeczeństwa jest wytwarzanie dóbr i zaspakajanie przez nie swych potrzeb. Na wytwarzanie dóbr składa się praca rolnika, który dostarcza produktów, niezbędnych do życia, i praca przemysłowca, który przerabia produkty rolne, a zarazem dostarcza wszelkich innych przedmiotów i narzędzi, potrzebnych człowiekowi. Rolę pośrednika w zaspakajaniu naszych potrzeb wypełnia dotąd przeważnie handel prywatny i częściowo kooperatywa.

Stan wytwórczości w Polsce kongresowej – poza rolnictwem – jest rozpaczliwy. Węgla nam brak; huty żelazne są nieczynne, fabryki maszyn i narzędzi rolniczych – również; Łódź, Pabianice, Zgierz, ogniska wytwórczości włókienniczej, są martwe; Żyrardów stoi, i tak dziedzina przemysłu za dziedziną, miejscowość za miejscowością.

Przemysł rolny, znajdujący się, zdawałoby się, w szczęśliwszych warunkach, a więc w pierwszym rzędzie cukrowniczy, wytwarza dziś część zaledwie tego, co dawał przed wojną. Młyny, maślarnie, fabryki krochmalu i suszarnie cykorii nie tylko nie rozwijają się ilościowo i jakościowo, lecz wiele z nich przerwało swą czynność. A i samo rolnictwo, choć prosperuje, bo musi zaspakajać głód życia, nie tylko nie podnosi się, lecz upada z rokiem każdym wojny. Brak inwentarza żywego, maszyn i nawozów sztucznych powodują wyjałowienie ziemi, niedostateczną jej uprawę, a w skutkach sprowadzają zubożenie rolnictwa i kraju, pomimo wielkiej ilości papierów pieniężnych, tkwiących w kieszeniach rolników.

Dzięki takiemu stanowi wytwórczości liczba i jakość dóbr wytwarzanych, które stanowią główne bogactwo narodu i decydują o zaspokojeniu jego potrzeb, zmniejsza się stale. Na tle braku artykułów spożywczych i przedmiotów niezbędnej potrzeby wytworzyła się potworna spekulacja, tzw. paskarstwo, tj. skupywanie towarów niezbędnej potrzeby przez kapitalistów w celu podnoszenia na nie cen i ciągnienia stąd zysków kosztem nędzy i głodu uboższej ludności. Ludność kraju z jednej strony nie może znaleźć pracy wobec upadku zupełnego wytwórczości, z drugiej zaś nie może zaspakajać elementarnych potrzeb życia wobec niesłychanej i sztucznie wywoływanej przez nieuczciwych spekulantów drożyzny. Pomiędzy wytwórcą a spożywcą staje kapitalista i kupiec prywatny, którzy ciężkie niezmiernie warunki bytu ludności wyzyskują dla otrzymania bajecznych zysków. Kapitały, które nie mogą być dziś użyte do celów wytwórczych, zużywane są na lichwę i spekulację.

Jak widzimy przeto, podstawy bytu narodu, a więc wytwarzanie dóbr i zaspakajanie potrzeb – są zachwiane. I jakkolwiek składają się na to w pierwszym rzędzie okropne warunki z wojną związane, trudno oczekiwać, że z chwilą zawarcia pokoju powszechnego zmienią się one od razu na lepsze. Ani surowców, a więc węgla, żelaza, bawełny itp., nie ma nigdzie na świecie, bo wojna wszelkie zapasy zużyła, a wytwórczość wobec oderwania robotników od pracy – zmniejszyła się znacznie. Aby zdobyć surowiec, trzeba uruchomić wszystkie kopalnie, huty, fabryki maszyn; aby otrzymać dostateczną ilość inwentarza żywego, trzeba czekać lata i zająć się prawidłową hodowlą; aby otrzymać tanie i dobre towary, trzeba rozwinąć przemysł i zorganizować społeczne zapotrzebowanie przez kooperatywy, trzeba usunąć handel prywatny.

Wytężona i wzmożona praca czeka narody po wojnie. Od tego, jak doskonale i celowo będzie zorganizowana ta praca, a więc od tego, jakie będzie uświadomienie i ustrój społeczny narodów, zależy w znacznej mierze ich przyszłość. O tym powinniśmy nade wszystko pamiętać i dlatego organizować się już dziś sami od dołu, od podstaw. Powinniśmy pamiętać o tym i dlatego, że dzięki długiej niewoli i kulturze historycznej, szlacheckiej tkwią w naszym charakterze narodowym pewne cechy szkodliwe i niebezpieczne. Indywidualizm nadmierny i sobkostwo, streszczające się w przysłowiu: każdy sobie rzepkę skrobie – czynią z nas organizm mało spójny i niezdolny do zbiorowego a trwałego wysiłku. Wprawdzie nauczyliśmy się wołać: w jedności siła! w kupie! społem! – lecz są to tymczasem jedynie hasła i słowa zdolne zagrzać do biernego oporu, niezobowiązujące przecież do twardego czynu. A tymczasem dziś nie na słowa czas, lecz na czyny, nie na hasła, lecz na wytężoną pracę, na współdziałanie, kooperację.

Poza kooperacją, współdziałaniem nie ma dziś innej drogi do zbiorowego, społecznego budowania podstaw bytu narodu. Bo kooperacja ma na celu nie tylko interes prywatny jednostki, lecz i dobro ogółu; bo ona wiąże jednostkę z całością; bo ona uczy, że dobro jednostki jest z dobrem ogółu związane i dobro jednostki tylko przez dobro ogółu może być trwałe i mocne. Kooperacja nie obiecuje cudów, nie każe liczyć na coś, czy na kogoś, lecz wskazuje, jak dziś w gromadzie tworzyć można i należy życie nowe oraz zapewnić rozwój wszechstronny jednostek.

Naród istnieje i rozwija się tylko wtedy, gdy wytęża wszechstronną wytwórczość i zaspokaja możliwie wszechstronnie potrzeby swoje. Wykreślać drogi wytwórczości i regulować ją nie sposób inaczej niż za pomocą organizowania zapotrzebowania. Jedyną zaś organizacją społeczną, która określić jest w stanie zapotrzebowanie ludności, jest kooperatywa spożywcza, jest łączenie się spożywców w celu zaspokajania potrzeb, a więc nabywania towarów bezpośrednio od wytwórcy, wchodzenia z nim w styczność i przejmowania stopniowego w swoje ręce całej wytwórczości.

Dla Polski biednej i wyniszczonej pokrycie kraju całego siecią stowarzyszeń spożywców, połączonych w związek potężny, ożywionych duchem społecznym i zorganizowanych należycie a uczciwie – to jedyna droga do zbudowania trwałych i mocnych podwalin bytu gospodarczego narodu, przeciwstawienia się zakusom szkodliwym zarówno kapitałów obcych, jak i pasożytniczego pośrednictwa. Tylko zorganizowany społecznie i świadomy swych potrzeb spożywca może oddziaływać na wytwórczość krajową oraz zaoszczędzać i gromadzić kapitał społeczny, który da mu z czasem możność tę wytwórczość organizować.

Dlatego powinniśmy nie tylko organizować się, lecz i kształcić, szerzyć wiedzę o zasadach i praktyce kooperacji. Nasze szkoły handlowe powinny przekształcić się w szkoły wytwórczości i spożycia narodowego. Członkowie stowarzyszeń spożywczych powinni znać zasady elementarne gospodarki narodowej. Bo tylko wtedy kooperacja będzie w stanie podnieść się szybko i rozwijać prawidłowo. Nie będzie wtedy ani krzyczących nadużyć, jakie dziś często w stowarzyszeniach naszych mają miejsce, ani tych wszystkich operacji handlowych, które nic wspólnego z kooperacją, a więc dobrem społecznym, nie mają. Kapitał wspólny, społeczny, który obecnie w kooperatywach naszych jest mały, będzie wtedy rosnąć i da możność im nie tylko rozszerzać swą działalność, lecz i rozwijać wytwórczość: zakładać piekarnie, młyny, rzeźnie, mydlarnie, warsztaty szewskie, krawieckie, stolarskie itp.

Oprócz kooperatyw spożywczych i równorzędnie z nimi winny rozwijać się kooperatywy rolne. Większość ziemi w Królestwie i w Galicji znajduje się już dziś w rękach drobnych rolników. Proces przechodzenia ziemi do włościan musi iść dalej, bo głód ziemi i gęstość zaludnienia tego wymagają. Wprawdzie gospodarstwa kilkumorgowe nie potrzebują dużej ilości rąk roboczych i włościanin z rodziną jest w stanie załatwić się pomyślnie z uprawą roli, lecz za to nie jest w stanie samodzielnie zakupić maszyn rolniczych, dostatecznej ilości nawozów sztucznych, prowadzić racjonalnej hodowli inwentarza żywego. Zakup nasion i zbyt zboża również jest dla poszczególnego gospodarza utrudniony. Przy nabywaniu małej ilości i przy sprzedaży przez pośredników małomiasteczkowych włościanin traci. Dlatego łączenie się włościan w kółka rolnicze i stowarzyszenia mające na celu zakup wspólny narzędzi rolniczych, nawozów sztucznych, nasion, hodowlę racjonalną bydła, zbyt płodów rolnych, utrzymujące przez połączenie w związek instruktorów rolnych, wskazujących jak uprawiać rolę i co siać, sadzić, urządzających sady i ogrody warzywne, pasieki, jest niezbędne, konieczne. Kółka te i stowarzyszenia winny rozwijać i wspólną działalność przetwórczą, organizować maślarnie, chmielarnie, fabryki krochmalu, suszarnie cykorii etc. Związki kółek rolniczych danej okolicy czy powiatu powinny nawiązać bezpośredni stosunek z miejscowymi stowarzyszeniami spożywców i przez nie organizować zbyt swych produktów.

Dotąd, póki stowarzyszenia spożywców nie rozwiną się należycie, kółka rolnicze mogą sprzedawać do nich część swych produktów: masło, mleko, słoninę, jaja, mięsa itp. Z chwilą przecież, gdy stowarzyszenia te staną mocno na nogach, kapitał ich wspólny dosięgnie większych rozmiarów, a łączyć je będzie jeden potężny związek krajowy, posiadający własne składy, elewatory, natenczas cała produkcja rolna, a więc i zboża, winna być skierowywana do nich i przez nie nabywana. Same związki kółek rolnych winny zlać się wtedy i zleją się ze związkiem stowarzyszeń spożywczych w jeden ogromny związek narodowy wytwórców rolnych i spożywców. Pomiędzy wsią i miastem, pomiędzy wytwórcą rolnym i spożywcą przemysłowym nawiązane będą nici tak silne, demokratyczne i żywe, że wpłyną i przeobrażą do gruntu całą gospodarkę narodową. Wielki przemysł miejski, mający do czynienia ze zorganizowanym w potężne stowarzyszenia spożywcze i związki zawodowe spożywcą robotnikiem z jednej strony, a zorganizowanym w tenże sposób wytwórcą rolnym z drugiej, będzie musiał poddać się kontroli i regulacji, przystosować się do potrzeb ogółu, a więc unarodowić się.

Naród budujący od podstaw swój byt i nabywający kulturę wszechstronną w bogatym i samodzielnym życiu gospodarczym i społecznym, stanie się wtedy nie niewolnikiem wypadków i warunków, lecz ich panem. A że budowniczymi tego nowego życia będą nie jednostki poszczególne, nie warstwy, lecz miliony, nie będzie przeto miejsca dla wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Poczucie własnej siły, zdobyte nie w walce krwawej, nie kosztem krzywdy bliźnich, lecz w wysiłku społecznym, prześwietlonym przez wiedzę, opromieni naród pogodą, natchnie go miłością braterską, usunie brudną zawiść i dziką nienawiść. Naród ukocha własną pracę i własne instytucje, które stworzył. Aby dać wyraz temu ukochaniu i przekazać je potomstwu, będzie budował domy ludowe po wsiach i miastach, które będą rywalizować z sobą pod względem piękności i przepychu.

Tylko miłość i ukochanie zdolne są tworzyć rzeczy piękne i wieczne. Tak spojonego mocą twórczą narodu nie zmogą żadne moce piekielne. I wstąpi on z godnością do wielkiego grona bratnich i, jak on, pracujących około własnego rozwoju wszechstronnego narodów.

Tak mi się widzi, pomimo krwawych oparów wojny i rozpętania złych chuci ludzkich, przyszłość Polski i innych narodów. Wielkie, choć bolesne, lekcje historii muszą dać wielkie rezultaty. Ja tak wierzę.


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kalendarzu spółdzielczym na 1919 rok”, Wydawnictwo Związku Stowarzyszeń Spożywców, Warszawa 1919. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Poprawiono pisownię według obecnych reguł. Wersję elektroniczną przygotowali Aleksandra Zarzeczańska i Remigiusz Okraska.