Robotnicza spółdzielczość mieszkaniowa [1936]

Kwestia mieszkania robotniczego jest w Polsce zagadnieniem stosunkowo nowym.

Robotnicy oczywiście zawsze musieli gdzieś mieszkać – ale dostarczano im po prostu „dach nad głową”, za który kazano bardzo słono płacić.

Przyjrzyjmy się domom zamieszkałym przez robotników. Są to z reguły rudery albo o typie wiejskim, albo kamienice czynszowe, podzielone na klitki mające po kilka lub kilkanaście metrów powierzchni użytkowej, zamieszkałe przez kilka lub kilkanaście, osób. W Śródmieściu i „lepszych” domach na przedmieściach robotnik ma prawo do zajęcia suteryny albo przewiewnego strychu.

Jakiegoś z góry przemyślanego rozplanowania mieszkania, tak aby dostosować go choćby, do jakiej takiej wygody lokatora, oczywiście nie było.

Kapitał włożony w budownictwo takich mieszkań robotniczych dawał bardzo wysokie dochody i w bardzo krótkim czasie się amortyzował.

Ale mieszkania te były piekłem udręki dla swoich lokatorów: oddawania znacznej części dochodu tytułem czynszu, niszczenia zdrowia i radości życia przez zaduch i brak powietrza nie tylko w pojedynczym lokalu, nie tylko w pojedynczym domu, ale w całych dzielnicach miast.

Po wojnie kapitał prywatny wycofał się prawie zupełnie z budownictwa małych mieszkań. W nowych domach budowanych z pożyczek z funduszów publicznych lub za ulgi podatkowe, powstawały mieszkania średnie i duże, dostępne wyłącznie dla sfer lepiej sytuowanych.

W takich oto warunkach powstaje robotnicza spółdzielczość mieszkaniowa. Założenia jej zostały sprecyzowane na specjalnej konferencji działaczy zawodowych 20 marca 1927 r.

Postulaty te są: mieszkanie robotnicze nie może być jednoizbowe, a musi być należycie naświetlone, dwustronnie przewietrzane, z własnym ustępem, zaopatrzone w wodę. Niezbędne są lokale wspólne (sale, pralnia i kąpiele). Poprawa warunków mieszkaniowych jest możliwa przez szeroką, planową akcję budowlaną, której celem będzie budowanie jak największej ilości małych mieszkań, higienicznie urządzonych. Budowa wyłączna tego rodzaju mieszkań, których koszt wynajmu nie będzie przekraczał możliwości płatniczych warstwy robotniczej, gwarantuje najbardziej celowe zużytkowanie szczupłych środków finansowych. Akcję budowlaną winny przeprowadzać samorządy miejskie i spółdzielnie o nieograniczonej liczbie członków, budujące mieszkania na własność społeczną. Na cele te muszą być przeznaczone duże fundusze (projekt ustawy zgłoszony przez Związek Parlamentarny Polskich Socjalistów w Sejmie), a oprocentowanie pożyczek na budowę najmniejszych mieszkań nie może przekraczać 1% w stosunku rocznym (2 do 2,75% łącznie z amortyzacją).

Dziś, po wielu doświadczeniach i zmianach koniunkturalnych w państwie, z dużym zadowoleniem stwierdzamy, że wytyczne działalności w dziedzinie, walki o poprawę warunków mieszkaniowych klasy pracującej nie tylko wytrzymały próbę życia, ale zyskały również prawo obywatelstwa. I nic dziwnego – praktyczne wysiłki robotniczych spółdzielni mieszkaniowych, oparte właśnie na postulatach ruchu zawodowego, dały dodatnie rezultaty.

Najbardziej ruchliwą spośród nich i najwszechstronniej rozwijającą swą działalność jest Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa.

Architekt lub ich grupa otrzymując zamówienie projektu budowy, otrzymywali zawsze określone zadanie do rozwiązania: rodzaj mieszkań, rozplanowanie, przewietrzanie na przestrzał, należyte, nasłonecznienie itd. Projekty podlegały gruntownej analizie władz spółdzielni, instytucji współdziałających, komisji gospodarczych i samorządowych, a ostatnio przy projektowaniu III serii Rakowca zebrano nawet ankietę od lokatorów zamieszkałych w I i II serii, którzy wypowiedzieli się, co należy w mieszkaniu zmienić, aby było najbardziej poręczne.

Przepracowany projekt oddawany był do wykonania przedsiębiorcy, przy czym tylko dwie pierwsze kolonie wykonane zostały przez firmy prywatne, wszystkie inne zaś z zakończeniem II kolonii przez Społeczne Przedsiębiorstwo Budowlane, złożone z kilku spółdzielni mieszkaniowych i budowlanych oraz zainteresowanych związków zawodowych (Związek Pracowników Kolejowych i Związek Robotników Budowlanych). W miarę możności i posiadanych kwalifikacji na budowie zatrudnieni są przede wszystkim członkowie tych spółdzielni.

W odróżnieniu od spółdzielni budowlanych, spółdzielnie mieszkaniowe nie budują lokali dla z góry określonego użytkowania. Dopiero, gdy budowa się kończy, członkowie WSM zgłaszają się o mieszkania.

Kolejność kandydatur ustala się drogą zliczania punktów, które są bardzo różnorodne. Uwzględniają skrupulatne wypełnianie wziętych na siebie zobowiązań, braki w posiadanym mieszkaniu, sublokatorstwo, bezdomność, przeludnienie, utrzymywanie rodziców itp., wreszcie działalność z wyboru w organizacjach społecznych, należenie do spółdzielni spożywców, związku zawodowego itp. Kandydatów na mieszkania wybiera komisja, która bada prawdziwość podanych informacji i obliczenia punktów.

Członek, chcąc ubiegać się o mieszkanie, musi mieć wpłacony pełny udział (250 zł). Po przydzieleniu mu mieszkania, musi wpłacić 15-krotny miesięczny czynsz tytułem wkładu mieszkaniowego, na pokrycie brakującej części kosztów budowy; wkład w razie wyprowadzki członka jest zwracany. Część wkładu mieszkaniowego bardzo często bywa rozkładana na raty.

Mieszkania w WSM są bardzo różne, lecz coraz to lepiej pomyślane.

Osiedla Żoliborskie zajmują 54836 m kw. powierzchni, mamy w niej 51614 m kw. powierzchni użytkowej mieszkań w 15 budynkach, podzielonych na 8 kategorii, prócz tego 3 budynki gospodarcze. Ogólna kubatura budynków – 294839 m sześc. W 15 domach znajduje się 1237 mieszkań (521 – jedno i półtoraizbowych, 473 dwu i dwu i pół izbowych, 243 – trzy i czteroizbowych).  Wszystkie mieszkania mają wyodrębnioną część gospodarczą (kuchnię), zaopatrzone są w wodę, własny ustęp, elektryczność, gaz i centralne ogrzewanie.

Mieszkania są jednak ciasne. Rozszerzamy je więc w różny sposób: podwórza zamienione są w kwietniki z wydzielonymi miejscami dla dzieci, pranie przeniesiono do centralnej pralni, kąpiele do kąpieliska; a poza tym mamy bibliotekę, czytelnię, pokoje klubowe, sale zebrań, świetlice, przedszkole, szkołę powszechną, a nawet pierwszą klasę gimnazjalną, poradnię lekarską dla dzieci a z nią związana kuchnię mleczną i lampę kwarcową, ogród, 4 sklepy spółdzielcze, jatkę, jadłodajnię, sklep opałowy itd.

Osiedle Rakowieckie, zbudowane z funduszów Towarzystwa Osiedli Robotniczych, jest właściwie dopiero zapoczątkowane. Składa się ono tymczasem z 4 bloków, liczących po 48 mieszkań półtoraizbowych w każdym. Mieszkania te są wszystkie jednakowe, o powierzchni 30 m kw. Wyposażenie ich różni się o tyle, że nie mają jeszcze doprowadzonego gazu i nie będą miały centralnego ogrzewania.

Część społeczna już jest zaprojektowana i ma być wybudowana w tym roku. Dla zaspokojenia najniezbędniejszych potrzeb powstały tu: świetlica w jednym z mieszkań, biblioteka i czytelnia w lokalu administracji, sala przebudowana z szopy, i tymczasowa pralnia której budynek w przyszłości będzie czymś w rodzaju schronu przed deszczem dla młodzieży. Natomiast powstały tu na terenie, dzierżawionym od „Agrilu”, ogródki działkowe. Naturalnie funkcjonuje też sklep spożywczy i opałowy „Gospody Spółdzielczej”.

Na Rakowcu mogą mieszkać tylko tacy członkowie WSM, których zarobek nie przekracza 250 zł miesięcznie, przy czym w zasadzie winni to być pracownicy fizyczni.

Każdy lokator w zasadzie powinien należeć do Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Lokatorów „Szklane Domy”. Jest to organizacja samopomocowa, prowadząca poza tym całą pracę kulturalno-oświatową w Osiedlu.
Sklepy i jadłodajnię prowadzi „Gospoda Spółdzielcza”.

Należy jeszcze wspomnieć o Samorządzie Mieszkańców. Walne Zebrania Delegatów składają się z delegatów wybranych przez mieszkańców poszczególnych kolonii w zależności od liczby obecnych na zebraniu, na którym wszyscy członkowie WSM i członkowie „Szklanych Domów” wybierają ponadto opiekunkę i opiekuna danej kolonii. Wybrani opiekunowie i delegaci stanowią Delegację kolonijną, która obowiązana jest do współpracy z Administracją w kierunku stworzenia możliwie najlepszych warunków dla mieszkańców, a poza tym ma obowiązek brać w opiekę lokatora przed „zachłannością” władz spółdzielni. Opiekunowie wszystkich kolonii wraz z delegatami WSM, „Szklanych Domów” i Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, stanowią Komisję Samorządową, która czuwa nad dobrem całego Osiedla. Naturalnie jedna Komisja Samorządowa opiekuje się Osiedlem Żoliborskim, druga – Rakowieckim.

Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa obchodziła w grudniu ub. r. dziesięciolecie działalności budowlanej. W okresie tym zbudowano w dwu osiedlach 1400 mieszkań, zajętych przez 5000 mieszkańców.

Na tych samych zasadach i dążąc do tych samych celów, powstały i działają inne spółdzielnie, które jednak wskutek najróżnorodniejszych okoliczności nie osiągnęły takiego rozwoju jak WSM.

Na pierwsze może miejsce wysuwa się tu Gdyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Wybudowała ona 2 domy trzypoziomowe, w których jest 105 mieszkań 1, 2 i 3 izbowych, łącznie 201 izb o pojemności 27887 m sześc.

W projekcie od kilku lat są dalsze 3 domy o 255 mieszkaniach i 341 izbach; w domach tych ma się znaleźć również część społeczna.

Zahamowanie rozwoju Gdyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej odbija się ujemnie na możliwościach organizowania zbiorowej troski o możliwie najwygodniejsze urządzenie sobie życia.

Jeszcze gorzej wygląda inicjatywa Krakowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Spółdzielnia ta włożyła paręset tysięcy złotych w mury, których wykończyć i oddać do użytku ze względu na brak kredytów nie może.

Powszechna Robotnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa w Warszawie, zrzeszająca robotników żydowskich, wybudowała przy ul. Żeromskiego 40 mieszkań, w czym 8 jednoizbowych i 32 dwuizbowe, oraz zapoczątkowała dalszą budowę, która jednak na fundamentach utknęła.

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Lokator” w Łodzi powstała z inicjatywy towarzystwa ochrony lokatorów i dopiero stopniowo przekształciła się w robotniczą spółdzielnię mieszkaniową, hołdującą zasadom ustalonym przez ruch zawodowy. Spółdzielnia ta oddała do użytku szereg mieszkań 1, 2 i 3 izbowych.

Wszystkie te spółdzielnie, jak również nowo powstająca Piotrkowska Spółdzielnia Mieszkaniowa i założony ostatnio Spółdzielczy Instytut Budowy Tanich Mieszkań, mają wszelkie widoki pomyślnego rozwoju. Trzeba jeno, aby spółdzielnie te mogły korzystać z kredytów budowlanych na warunkach umożliwiających kalkulację komornego w granicach możliwości płatniczych robotników. A wtedy utworzą niewątpliwie nowe wysokie wartości społeczne.


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Spólnota Pracy” nr 12, 1936, numer specjalny pt. „Mieszkania przyszłości”, od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Dokonano niewielkiego uwspółcześnienia polszczyzny.

Marian Nowicki (1893-1960) – działacz społeczny, polityczny, związkowy i spółdzielczy. Jako 17-latek został członkiem PPS – Frakcja Rewolucyjna. Podczas I wojny światowej działał w PPS – Opozycja. Aresztowany i uwięziony przez władze carskie, uwolniony po trzech latach wskutek wybuchu rewolucji lutowej. Działał w Rosji w polskich strukturach socjalistycznych, wrócił do Polski jesienią 1918 r. Po odzyskaniu niepodległości działacz PPS, m.in. członek Rady Naczelnej przez całe międzywojnie, poseł na sejm, sekretarz utworzonego z inspiracji partii Związku Zawodowego Robotników Rolnych, redaktor naczelny PPS-owskiego dwutygodnika dla ludności wiejskiej – „Chłopska Prawda”, w roku 1933 współautor programu rolnego PPS. Działacz i teoretyk ruchu spółdzielczego, aktywny m.in. w robotniczej spółdzielczości spożywców, wybrany do 6-osobowej Sekcji Spółdzielczej Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego. Od roku 1932 prezes zarządu Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej – najbardziej znanego i udanego w międzywojniu projektu polskiej spółdzielczości mieszkaniowej, który łączył aspekt socjalno-bytowy z głęboką ideowością oraz konsekwentnym wcielaniem w życie idei demokratycznych i prospołecznych. Po zakończeniu okupacji hitlerowskiej zwolennik niezależności ruchu socjalistycznego od środowisk komunistycznych i sowieckich, współtwórca pomysłu Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej. Ostatecznie wstąpił jednak do „odrodzonej” PPS, został zastępcą przewodniczącego jej Rady Naczelnej. W latach 1947-1952 poseł na sejm. Na fali „odwilży” w 1956 r. został członkiem Komisji Gospodarki Komunalnej i Budownictwa przy KC PZPR oraz przewodniczącym Związku Spółdzielni Mieszkaniowych.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.