Powszechność czy klasowość kooperacji [1923]

Zagadnienie klasowości czy bezklasowości kooperacji jest czysto teoretyczne i byłoby dość jałowe, gdyby zwolennicy kierunku tzw. klasowego nie wyciągali ze swego stanowiska konsekwencji praktycznych. Konsekwencje te polegają na wyodrębnianiu organizacyjnym kooperatyw robotniczych z ogólnej organizacji spożywców i na jawnym lub cichym podporządkowaniu ich tej czy innej partii politycznej robotniczej. I jakkolwiek jest rzeczą dla rozwoju ruchu spółdzielczego obojętną, czy kooperatywa jest instytucją klasową, czy bezklasową, to jednak nieobojętne są dlań te właśnie konsekwencje praktyczne, jakie ze swego stanowiska klasowego jego zwolennicy – nie wszędzie i nie wszyscy zresztą – wyciągają. I dlatego i zagadnienie teoretyczne nabiera większej wagi, gdyż oświetlenie jego wszechstronne może mieć wpływ na owe konsekwencje praktyczne o pierwszorzędnym dla ruchu spółdzielczego znaczeniu.

***

Przede wszystkim należy się porozumieć co do samego znaczenia wyrazu „klasowość”. W stosunku do pewnej instytucji społecznej będzie on oznaczał, że dana instytucja jednoczy członków tej czy innej klasy, jest organizacją danej klasy i wyraża jej klasowe interesy.

Z tego punktu widzenia można wysnuć bardzo daleko idące konsekwencje. Ponieważ wszyscy ludzie należą do jakiejś klasy społecznej, ponieważ instytucje społeczne składają się z ludzi – przeto zależnie od swego składu, lub też zależnie od przewagi w danej instytucji ludzi tej lub innej klasy społecznej – instytucje te są organizacjami danej klasy, organizacjami klasowymi. I tak państwo ma być organizacją klasową klasy kapitalistów (z wyjątkiem Rosji), którzy narzucają mu swoją przewagą nie tyle liczebną, ile materialną, tak samo gmina, tak samo nawet kościół takiego czy innego wyznania. Z takiego punktu widzenia, nie widzącego w życiu społecznym żadnych innych zjawisk poza walką klas – nie ma oczywiście instytucji bezklasowych: każda instytucja społeczna czy gospodarcza musi być wyrazem interesów tej czy innej klasy, musi być instytucją klasową. Rzecz jasna, że i spółdzielnia w świetle tych poglądów musi być instytucją klasową.

Pogląd jednak taki wyklucza ścisłe, naukowe określenie znamion „klasowości” danej instytucji. Nie skład osobowy decyduje bowiem w tych warunkach o tym charakterze, ani też przewaga liczebna członków pewnej klasy w danej instytucji; naówczas bowiem, dajmy na to państwo zachodnioeuropejskie, wbrew twierdzeniu zwolenników, nie byłoby instytucją klasową kapitalizmu, ponieważ posiada zaledwie znikomą mniejszość kapitalistów. Miarodajne byłoby zatem stanowisko, jakie dana instytucja zajmuje w walce klas. Ocena zaś roli instytucji o mieszanym składzie społecznym w walkach klasowych jest sprawą tak subiektywną, a sam jej stosunek do walk społecznych tak niesłychanie zmienny i skomplikowany, że budowanie na tej zasadzie naukowych znamion „klasowości” jest zupełnie wykluczone.

Dlatego to zaliczanie do „klasowych” instytucji o mieszanym składzie społecznym w warunkach, w których działalność ich wyraża zmienną wypadkową ścierania się sił poszczególnych klas społecznych, pragnących uczynić daną instytucję wykładnikiem swoich interesów, nie da się teoretycznie uzasadnić.

Do rzędu instytucji klasowych zgodnie z tym zaliczyć możemy instytucje o wyłącznie, albo prawie wyłącznie jednolitym klasowym składzie społecznym, mogące wyrażać jedynie klasowe interesy danej klasy, a co za tym idzie nie mogące być formą organizacyjną dla popierania interesów innej klasy.

Związki zawodowe robotników i organizacje zawodowe przedsiębiorców są bezwątpienia instytucjami klasowymi. Nie do pomyślenia jest fakt, ażeby wielcy właściciele ziemscy dla popierania swoich interesów klasowych posługiwali się formą organizacyjną zawodowego związku robotniczego z jego kasą strajkową, systemem organizacyjnym, a przede wszystkim zasadniczym celem. Na odwrót niemożliwe jest, ażeby robotnicy w formie karteli czy trustów organizowali zmowy w celu podnoszenia cen towarów.

Kooperatywy wytwórcze wszelkich typów są bezsprzecznie organizacjami klasowymi. Kooperatywy wytwórcze robotników przemysłowych wyrażają wyłącznie interesy proletariatu fabrycznego lub rzemieślniczego i przez żadną inną klasę jako forma organizacyjna użyte być nie mogą. Kooperatywy rzemieślnicze i rolnicze wszelkich typów stanowią specyficzne formy organizacyjne każda swojej klasy.

Inna rzecz z kooperatywami spożywców. Spożywcy nie stanowią klasy społecznej: rekrutują się oni ze wszystkich klas. Stąd też forma organizacyjna wyrażająca interesy spożywców nie jest formą właściwą jednej tylko jakiejś klasie społecznej, ale może być – i w rzeczywistości jest – używana przez członków wszelkich klas społecznych oddzielnie, albo nawet łącznie.

Jest rzeczą oczywistą, że interesy danej grupy społecznej jako spożywców i jako przedsiębiorców odgrywają w różnych klasach zupełnie nierównomierną rolę. Interesy przedsiębiorców nie odgrywają w klasie pracującej fizycznie czy umysłowo żadnej roli. Natomiast racjonalna organizacja interesów spożycia ma dla tej klasy znaczenie pierwszorzędne. Pośrednie miejsce w tej mierze zajmuje klasa włościańska i drobnorzemieślnicza, a całkiem przeciwległe klasa wielkich posiadaczy rolnych, przemysłowych i finansowych, czyli tzw. wielka burżuazja. Tym niemniej przeto interesy członków wszystkich tych klas jako spożywcówsą jednakowe i dadzą się zorganizować przy pomocy jednej i tej samej formy organizacyjnej – tj. stowarzyszenia spożywców.

Teoretycznie zatem na podstawie wyżej przytoczonego określenia istoty „klasowości” instytucji społecznych – stowarzyszenia spożywców nie są instytucjami klasowymi. Zresztą przyjmując za podstawę to teoretycznie słuszne określenie, niewiele znaleźlibyśmy instytucji ściśle klasowych.

Toteż istota sporu o „klasowość” kooperacji nie leży bynajmniej w płaszczyźnie teoretycznej. Chodzi o rolę kooperacji i jej praktyczne stanowisko wobec walki klasowej. Chodzi o to, czy kooperacja spożywców ma w tej walce pozostać „neutralna”, czy też ma wziąć w niej „czynny udział”. Dodatkowo powstaje kwestia, w czym się ma ten czynny udział wyrazić.

Zastanówmy się teraz nad samą istotą walki klasowej. Walka ta jest zmaganiem się wyrosłych na tle stosunków społeczno-gospodarczych ustroju kapitalistycznego klas społecznych o możliwie największy udział w dochodzie społecznym. Z punktu widzenia proletariatu walka klasowa prowadzona przezeń ma cel dwojaki: doraźny, polegający na uzyskaniu lepszych warunków pracy i płacy i w ogóle lepszych warunków bytu na gruncie istniejącego ustroju – i zasadniczy – obalenia istniejącego ustroju i zastąpienia go innym – lepiej odpowiadającym interesom proletariatu.

I w jednym, i w drugim wypadku walka klasowa jest dla proletariatu środkiem, a nie celem. Należy to specjalnie podkreślić, dlatego że w ujęciu pewnych teoretyków społecznych, a szczególniej pewnych publicystów, walka klas nabiera charakteru pewnego rodzaju celu, do którego urzeczywistnienia klasa robotnicza dążyć musi wszelkimi sposobami i na gruncie wszystkich swoich organizacji. Walka klas, czy walka społeczna w swoim charakterze dążenia do zmiany istniejącego ustroju społeczno-gospodarczego i do stworzenia społeczeństwa bezklasowego, jest jednocześnie walką o zniesienie samej siebie. Jest ona wynikiem klasowego ustroju kapitalistycznego i wraz z klasowym ustrojem zniknąć powinna.

Musimy rozpatrzeć teraz stosunek robotniczych spółdzielni spożywców do obu tych zadań walki klasowej: bezpośredniej poprawy bytu klasy robotniczej na gruncie istniejącego ustroju i zasadniczej zmiany tego ustroju.

Zauważmy, że i w kooperacji spożywców odnaleźć możemy te dwa zadania. Z jednej strony kooperacja spożywców daje swoim uczestnikom cały szereg natychmiastowych korzyści, wyrażających się w obniżaniu ceny rynkowej towaru, dobrym jego gatunku, sumiennej wadze i mierze, oszczędnościach przy zakupach itp. – z drugiej, rozwijając się i potężniejąc, usuwa stopniowo przedsiębiorstwa kapitalistyczne, stawiając na ich miejsce przedsiębiorstwa zbiorowe, społeczne. Bez względu na to, jak się będziemy zapatrywali na końcowy wynik tego procesu – jest to w każdym razie usuwanie ustroju kapitalistycznego, tworzenie komórek nowego bezklasowego ustroju.

Robotnicza spółdzielnia spożywców urzeczywistnia zatem dla robotnika pewne korzyści doraźne, sprowadzając przez to poprawę jego bytu na gruncie istniejących stosunków społecznych i to jest jej istotnym zadaniem. Usuwanie ustroju kapitalistycznego, budowanie nowych form społecznych, odbywa się niejako automatycznie, przez samo powstawanie i rozwój spółdzielni spożywców, najczęściej zupełnie nieświadomie. Ażeby spełniać to zadanie, spółdzielnia spożywców nie potrzebuje tworzyć specjalnych organów, ani też wysilać swej działalności w specjalnym jakimś kierunku. Wystarczy, że będzie rozwijała się sama i coraz intensywniej podejmowała swoje normalne czynności, gdyż ona sama jest komórką nowego ustroju i jej rozwój i wzrost jest jednocześnie rozwojem i wzrostem tego nowego ustroju. Dlatego też przy realizowaniu tego zadania świadomość celu ostatecznego u członków kooperatywy nie jest konieczna, jakkolwiek, jeśli jest, stanowi potężny motor rozwoju spółdzielni, a z tym i szybszej realizacji jej ostatecznych zadań. Rozwój spółdzielni spożywców jednak na ogół opiera się na świadomości wśród szerokich mas tych doraźnych korzyści, o jakich wspomnieliśmy wyżej i one to stanowią w pojęciu ogółu uczestników spółdzielni jej istotne i właściwe zadanie.

Poprawę bytu klasy pracującej na gruncie istniejących warunków społecznych realizują inne jeszcze organizacje proletariatu: przede wszystkim związki zawodowe, a po części organizacje polityczne.

Od razu jednak spostrzec możemy różnicę metod spółdzielni z jednej strony, a związków zawodowych i organizacji politycznych z drugiej strony. Związki zawodowe i organizacje polityczne dochodzą do swych zdobyczy w zakresie poprawy bytu klasy pracującej drogą walki czy to o wyższe płace, krótszy dzień roboczy, czy też o lepszą prawną ochronę pracy itp. Są to dla proletariatu typowe organy walki klasowej. Natomiast spółdzielnie działają nie drogą bezpośredniej walki o te czy inne zdobycze, ale drogą tworzenia lepszych warunków gospodarczych dla swych uczestników. Oczywiście, że tworzenie przez ogół spożywców swoich własnych instytucji na miejsce prowadzonych dla zysku przez prywatnych przedsiębiorców rodzi konflikt pomiędzy tymi instytucjami, a dotkniętymi bezpośrednio przedsiębiorstwami prywatnymi, ale jest to konflikt podobny do tego, jaki powstał w swoim czasie między woźnicami trudniącymi się przewozem, a pierwszymi kolejami żelaznymi i nie posiada on charakteru tej bezpośredniej walki klasowej, jaki ma działalność związków zawodowych i organizacji politycznych.

Mamy tu do czynienia z punktu widzenia proletariatu z pewnym racjonalnym podziałem pracy pomiędzy organy walki a organizacje gospodarcze.

Rozpatrzmy teraz z punktu widzenia interesów proletariatu, czy jest rzeczą słuszną i uzasadnioną ten racjonalny podział pracy łamać i ze spółdzielni spożywców tworzyć organy bezpośredniej walki klasowej.

Przede wszystkim czym by się ta bezpośredniość walki wyrazić mogła? Należy przypuszczać, że w dwóch kierunkach: l. odpowiedniej akcji społeczno-wychowawczej i organizacyjnej, 2. pomocy materialnej dla organów walki bezpośredniej.
Sprawa uświadamiania klasowego proletariatu jest oczywiście dla celów walki klasowej rzeczą niesłychanie ważną. Uświadomienie to jednak odbywać się może nie tylko na gruncie organizacji spółdzielczych: uświadomienie to przeprowadzają organizacje polityczne i organizacje kulturalno-oświatowe proletariatu, a ponieważ są do tego specjalnie przystosowane – przeprowadzają lepiej i skuteczniej, aniżeli spółdzielnie spożywców. Nie jest to zatem kwestia takiej wagi, aby przy innych danych przeciwnych mogła być decydująca.

Druga sprawa – pomocy materialnej ze strony spółdzielni dla organów bezpośredniej walki klasowej – jest teoretycznie większej wagi. Spółdzielnie mogą gromadzić w miarę swego rozwoju dość poważne fundusze. Przelanie tych funduszów na rzecz organów bezpośredniej walki – związków zawodowych i partii politycznych – mogłoby stanowić dla nich poważną podstawę dla wzmocnienia ich działalności. Faktycznie mówić należy o wspomaganiu partii politycznej, ponieważ związki zawodowe na ogół z wyjątkiem okresów długiego bezrobocia, strajków lub lokautu – rozporządzają dostatecznymi środkami dla swej działalności i w warunkach normalnych częstokroć wypożyczają swoje fundusze właśnie spółdzielniom.

Praktycznie jednak spółdzielnie stają tu wobec dylematu: albo przelewać swoje nadwyżki w całości lub częściowo na rzecz partii i nie rozwijać się – i w tym wypadku materialna pomoc okazywana partii jest mało znaczna, albo też nadwyżki swoje zużywać zgodnie ze swymi własnymi zadaniami i zasadami organizacyjnemu.

Dylemat ten wiąże się ściśle z całokształtem zagadnienia klasowości w praktycznym ujęciu. Zasada klasowości sprowadza bowiem za sobą zamknięcie spółdzielni spożywców do ram jednej tylko klasy, w przeciwieństwie do zasady powszechności, uznanej dotychczas za jedną z niewzruszonych podstaw kooperacji spożywców.

Z punktu widzenia klasy robotniczej zagadnienie sprowadza się zatem do tego, która zasada lepiej odpowiada interesom klasy robotniczej: zasadapowszechności czy też zasada zamkniętego stowarzyszenia klasowego?

Widzieliśmy już, że korzyści z bezpośredniego zaangażowania spółdzielni spożywców w sferę walki klasowej są faktycznie nikłe. Zobaczmy teraz, jakie są korzyści ze stosowania zasady przeciwnej.

Była już mowa o tym, że bezpośrednim i istotnym zadaniem spółdzielni spożywców, do którego jest przystosowana i urządzona, jest poprawa bytu materialnego swoich uczestników przez stwarzanie lepszych warunków zaopatrzenia w artykuły pierwszej potrzeby. Stąd też w interesie zorganizowanych w spółdzielniach takich robotników leży możliwie dobre spełnianie tych zadań przez spółdzielnię.

Również i z punktu widzenia dalszych zadań spółdzielni spożywców, spełnianych przez nie automatycznie – tj. zastępowania przedsiębiorstw kapitalistycznych – sprawne działanie spółdzielni spożywców, jako najważniejszy warunek takiego zastępowania, leży w najszerzej pojętym interesie klasy robotniczej.

A zatem rozwój samej instytucji stowarzyszenia spożywców ma przede wszystkim znaczenie dla klasy robotniczej i nic poza tym. Żadne uboczne cele i zadania nie są w stanie zrównoważyć tego zasadniczego znaczenia spółdzielni spożywców dla klasy robotniczej – zarówno w jej walce o poprawę codziennego bytu, jak też o najszerzej ujęte ideały społeczne.

Klasa robotnicza musi szukać zatem takich warunków dla spółdzielni spożywców, aby te umożliwiały ich najpełniejszy i najwszechstronniejszy rozwój w kierunku ich bezpośrednich i istotnych zadań.

Najważniejszym warunkiem tego rozwoju jest powszechność.

Nikt, zdaje się, nie może przeciwstawić się twierdzeniu, że powszechność jest warunkiem zdrowej i racjonalnej gospodarki stowarzyszenia. Racjonalne rozmieszczenie sklepów, duże obroty, korzystny stosunek kosztów administracyjnych, opanowanie rynku lokalnego, siła organizacji zakupów hurtowych – wszystko to może być urzeczywistnione tylko przy stosowaniu zasady powszechności, przy zasadzie jednego stowarzyszenia obejmującego całą ludność danego terytorium.

A ponieważ zdrowa i racjonalna gospodarka jest warunkiem rozwoju spółdzielni, a co za tym idzie i ich znaczenia dla klasy robotniczej – przeto w racjonalnie pojętym interesie tej klasy leży tworzenie powszechnych, a nie klasowych, czyli zamkniętych spółdzielni spożywców.

Obawy, czy przy powszechności spółdzielni spożywców interesy klasy robotniczej będą dostatecznie uwzględniane, są podwójnie nieuzasadnione: przede wszystkim sam gospodarczy rozwój spółdzielni dostatecznie uwzględnia interesy robotników jako spożywców, a następnie nawet przy powszechności spółdzielni spożywców nie ma mowy o hegemonii w nich innych warstw, jak tylko robotniczych i chłopskich, a to zarówno wskutek ich liczebności, jak i wskutek tego, że dla nich właśnie, jak już wyżej wspomniano, spółdzielczość spożywców ma największe znaczenie. Znaczenie to jest jeszcze większe dla robotników, niż dla chłopów, szczególniej w miarę powiększania się dochodowości gospodarstw rolnych. Stąd też nawet w krajach o wybitnie rolniczym charakterze, jak np. Polska, robotnicy pomimo swej mniejszej liczby, osiągają z ludnością wiejską równowagę liczbową, a dzięki swemu większemu wyrobieniu społecznemu i temperamentowi, najczęściej przewagę moralną.

Z tą przewagą moralną mamy do czynienia we wszystkich krajach, gdzie istnieje jedna, powszechna organizacja spółdzielcza i to bez względu na charakter społeczny tych krajów. Tu więc należy wymienić rolniczą Francję obok przemysłowej Anglii, Szwajcarię, Szwecję, a ostatnio i Holandię. Jedna może Dania stanowi wyjątek, ale i tam olbrzymia przewaga dobrze zorganizowanego i uspołecznionego włościaństwa bynajmniej nie przeszkadza zgodnej współpracy kooperacji spożywców chłopskiej i robotniczej, tak jak i na odwrót: przewaga robotników w tamtych krajach nie przeszkadza zgodnemu ich współżyciu z włościańskimi spółdzielniami spożywców.

Tej zgodnej współpracy nie przeszkadza bynajmniej różnica poglądów na ostateczne cele kooperacji spożywców zarówno pomiędzy włościanami i robotnikami, jak też i wewnątrz nawet tych ostatnich. Sporna kwestia pomiędzy marksistami z jednej, kooperatystami z drugiej, a ekonomistami liberalnymi z trzeciej strony, czy kooperatywy spożywców usuwają i czy są w stanie samodzielnie usunąć ustrój kapitalistyczny i zastąpić go innym – jest w tych warunkach sporem czysto teoretycznym, który rozstrzygnie się wedle prostej zasady: „Kto dożyje – zobaczy”. W niczym to jednak nie przeszkadza wzajemnej współpracy zwolenników różnych kierunków teoretycznych nad rozwojem organizacji spożywców, o ile je w ogóle uznają za pożyteczne.

Należy się w końcu w tym miejscu rozprawić z legendą, która – gdyby była prawdą – mogłaby utrudnić współpracę pomiędzy zwolennikami marksowskiego poglądu na kooperację a kooperatystami niezależnymi. Przypisuje się bowiem niesłusznie działaczom spółdzielczym tzw. neutralnym tendencje nazywane solidarystycznymi, mające jakoby na celu przeciwstawienie się walce klas i pogodzenie klas na gruncie istniejącego ustroju społecznego. Kooperatyści, nawet szkoły z Nimes, na czele swego programu umieszczają usuwanie ustroju kapitalistycznego przez kooperację spożywców i budowanie na jego miejsce nowego ustroju – fakt zaprzeczany właśnie przez zwolenników klasowości. Jeżeli mówią o społeczeństwie solidarystycznym, czyli bezklasowym, to o tym, które tworzy się przez kooperację jako społeczeństwo przyszłości. Nigdzie kooperatyści tego obozu nie przeciwstawiają się walce klasowej prowadzonej przez proletariat, przez powołane do tego organizacje; przeciwnie: częstokroć współdziałają z tymi organizacjami na odpowiedniej płaszczyźnie. Przeciwstawiają się tylko używaniu spółdzielni jako narzędzia w bezpośredniej walce klasowej, co jest niecelowe i z punktu widzenia samej klasy robotniczej – szkodliwe.

Stanowcze i energiczne wypowiedzenie się kooperatystów niezależnych przeciwko ustrojowi kapitalistycznemu i ich głęboka wiara w rolę kooperacji przy usuwaniu tego ustroju stawia ich w jednym obozie ze zwolennikami klasowej ideologii, którzy walkę o obalenie ustroju kapitalistycznego uznają za swe naczelne zadanie.

Tworzenie w tych warunkach oddzielnych organizacji „klasowej” kooperacji nie znajduje ani teoretycznego, ani praktycznego uzasadnienia, a z punktu widzenia klasy robotniczej, jak i w ogóle rozwoju społecznego – jest wysoce szkodliwe.


Powyższy tekst Mariana Rapackiego pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Rzeczpospolita Spółdzielcza” nr 10/1923. Od tamtej prawdopodobnie pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.