Etyczna strona kooperatyzmu [1909]

Potęga Kościoła katolickiego tkwi w jego katolickości, czyli w powszechności – to znaczy w tym fakcie, że każdy ksiądz, bez względu na swą rangę, jest obywatelem rzymskim w pierwszym rzędzie, niezależnie od tego, jakiej jest narodowości lub w skład którego wchodzi państwa. Całą organizację kościelną przenika jedna spójna idea i jedna wspólna, wszystkich obowiązująca, dążność; w tym charakterze Kościół katolicki był pierwszą międzynarodówką w całym znaczeniu tego wyrazu, międzynarodówką, która dla utrzymania swej potęgi i swego znaczenia stara się usilnie o wstrzymanie powstania i rozwoju każdej innej międzynarodówki bez względu na jej zabarwienie, jako niebezpiecznej dla siebie współzawodniczki.

Lecz rozwijająca się poza Kościołem świecka solidarność rodzaju ludzkiego, oparta na wspólności interesów ekonomicznych, społecznych lub ogólnokulturalnych, przełamuje w swym zwycięskim pochodzie zarówno egoizmy państwowe i klasowe, jak egoizm Kościoła katolickiego i usuwając wszystkie piętrzące się na jej drodze przeszkody, zdąża w szybkim tempie do zrealizowania swego pięknego ideału braterstwa wszystkich ludzi, kulę ziemską zamieszkujących.

Przejawy tej solidarności są bardzo rozmaite: ludzie pracujący na tym samym polu wiedzy wymieniają pomiędzy sobą swe zdobycze i wydawnictwa, a nadto w regularnych odstępach czasu odbywają międzynarodowe zjazdy i konferencje, udzielając sobie nie tylko wiadomości o osiągniętych oddzielnie wynikach badań, lecz co ważniejsza, nakreślając wspólny plan prac i dociekań na przyszłość.

Działacze społeczni i reformatorzy pragnący wprowadzić jedność roboty do swych dążności, tak dla postępu ludzkiego wprost niezbędnych, zjeżdżają się również co czas jakiś dla policzenia się, dla zdania rachunku z tego, co już zostało dokonane, dla poddania krytyce popełnionych może błędów, dla nakreślenia wspólnego programu pracy, dla nawiązania stosunków w celu nieustannego wzajemnego popierania się.

I tak, odbywają się periodycznie kongresy abstynentów, abolicjonistów, wolnomyślicieli, zwolenników pokoju powszechnego i tak dalej, a dzięki osobistemu poznaniu się, dzięki nawiązaniu stałych stosunków i popieraniu się wzajemnemu w pracy, dzięki wytwarzaniu się pojęcia wspólności interesów oraz ideałów bez względu na narodowość, wyznanie lub przynależność państwową, wyrabia się cenne poczucie solidarności i pragnienie zwalczania wszystkich sztucznych przeszkód, stawianych przez czynniki egoistyczne ogólnemu zbrataniu się ludów.

Jednym z potężnych objawów solidarności międzynarodowej jest bez zaprzeczenia socjalizm, jakkolwiek wskutek bardzo głębokich różnic, nie tylko taktycznych, ale nawet zasadniczych, socjaliści wszystkich krajów nie stanowią tak solidarnego zrzeszenia, jak by się na pozór zdawać mogło; i nie należy się temu dziwić, skoro nawet socjaliści jednego kraju na tyle różnych i wzajemnie sobie wrogich rozpadają się odłamów.

Obok solidarności zupełnie świadomej i celowej, a z planem przeprowadzanej, rozwija się coraz jaskrawiej występująca solidarność, że tak powiem, utajona, ukryta, nieuświadomiona, niezorganizowana, a jednakże mimo to istniejąca i na życie nasze potężny wpływ wywierająca. Wobec ścisłych i nieustannych stosunków handlowych i ogólnokulturalnych pomiędzy wszystkimi bez wyjątku ludami i narodami świata, wobec niezmiernie ułatwionej komunikacji i możności porozumiewania się ze sobą całej ludzkości, wszystko, co się dzieje w jednym kraju, musi odbić się echem w każdym innym z nim w bezpośrednich stosunkach zostającym, a nawet wszędzie zresztą, gdzie, chociażby daleko zaszłe wypadki, znajdą oddźwięk i wywołają reakcję.

Jako najświeższy przykład może posłużyć sekularyzacja Kościoła we Francji i zerwanie przez Rzeczpospolitą Konkordatu, który to doniosły fakt w dziejach świata pociągnął za sobą wszędzie obudzenie się ducha wolnomyślicielskiego, dodając energii i otuchy wszystkim szermierzom o wolność sumienia, myśli, badania naukowego, postępu etycznego i kulturalnego.

Dzięki ogromnemu rozpowszechnieniu się taniej prasy i literatury oryginalnej lub tłumaczonej, wytwarza się coraz potężniejsza solidarność myślowa oraz ideowa, a nawet uczuciowa, powodująca, że ludzie, którzy nigdy się w życiu nie widzieli, nigdy dwóch słów ze sobą nie zamienili, rozumieją się doskonale, sympatyzują ze sobą, pracują razem dla realizacji tych samych ideałów, i więcej mają ze sobą wspólnego od tych, którzy nieustannie o siebie ocierają się i mimo to są sobie zupełnie obcy, a nawet nieprzychylnie lub wrogo dla siebie usposobieni.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że, dajmy na to, dwaj wolnomyśliciele, których jeden mieszka w Japonii a drugi w Polsce, czują się bardziej bliscy sobie, niżeli dwaj rodowici warszawianie, zapijający czarną kawę co dzień w tej samej ulubionej przez siebie kawiarni, których jeden jest wolnomyślicielem, drugi zaś zaciekłym klerykałem i wstecznikiem.

Coraz silniej rozwijająca się solidarność ideowa i duchowa znosi różnice klasowe i majątkowe, boć więcej będą ze sobą sympatyzować dwaj ludzie, dążący do obalenia monopolów i przywilejów, chociażby urodzenie daleko ich od siebie na drabinie hierarchii społecznej postawiło, niżeli dwaj inni, którzy wprawdzie znaleźli się przypadkiem obok siebie, lecz nie sympatyzują ze sobą, stanowiąc dwa odrębne i nie znoszące się wzajemnie typy społeczne i kulturalne.

Do niedawna interesy ekonomiczne stanowiły jedną, interesy zaś społeczne i kulturalne drugą sferę solidarności powszechnej; lecz w ostatniej dobie rozwojowej ludzkości wyłoniła się nowa forma czy nowa sfera solidarności, obejmująca wszystkie bez wyjątku dziedziny życia ludzkiego, a nowa ta forma, stanowiąca obecnie najwyższy i najszczytniejszy ideał dla bardzo licznego, a ciągle rosnącego zastępu ludzi, nosi miano współdziałania, czyli z cudzoziemska kooperatyzmu. Nowa ta forma solidarności obejmuje dlatego wszystkie dziedziny życia ludzkiego, ponieważ nie tylko (bodajby milcząco) nie wyłącza żadnej, lecz nawet zgoła wyraźnie i konkretnie obejmuje całokształt ekonomicznego, społecznego i duchowego życia ludzkości, wyciskając na nim swe niezatarte piętno.

Współdziałanie, czyli kooperatyzm, to nie jest sklepikarstwo po amatorsku traktowane, to nie jest nawet potężny i skuteczny środek do jakiegoś celu wyższego rzędu; wyraźnie zrozumieć należy, że współdziałanie jest celem samo w sobie, jest nowym typem kulturalnego bytowania ludzkiego, jest konkretną realizacją ideału ekonomicznego, społecznego, politycznego i duchowego, ideału, obejmującego całą ludzkość bez różnicy narodowości, koloru skóry, wyznania, klasy społecznej, płci, wieku i rozwoju umysłowego. Współdziałanie jest najdoskonalszym wcieleniem solidarności wszechludzkiej, najlepszym jej narzędziem, najdzielniejszym środkiem stałej poprawy zarówno materialnego, jak i etycznego bytu ludzkości.

Pragnę, aby każdy czytelnik tej książki dokładnie zrozumiał, że w przekonaniu piszącego te słowa kooperatyzm jest szerokim ideałem najbliższej przyszłości, ideałem nie abstrakcyjnym, jak, dajmy na to, kolektywizm, który nigdzie jeszcze w realne kształty nie obleczony musi przedstawiać się mglisto i nieuchwytnie, lecz ideałem bardzo konkretnym i bardzo realnym, który już dzisiaj w warunkach gospodarki kapitalistycznej dąży praktycznie i skutecznie do radykalnego zreformowania stosunków ludzkich i do zastąpienia współzawodnictwa kapitalistycznego współdziałaniem kooperatystycznym, przy czym jako ideał na wskroś humanitarny dąży do przekształcenia systemu gospodarki na drodze ewolucyjnej, a nie rewolucyjnej (mam na myśli rewolucję ekonomiczną, a nie polityczną), ta droga bowiem jedynie może zapewnić trwałe nabytki bez gwałtownych przewrotów i całkiem niepotrzebnych ofiar, bez powiększania i tak już nad wszelką miarę wielkiego cierpienia ludzkiego.

Celem niniejszej książeczki jest wyłożenie wszystkich kierowniczych zasad i praktycznych metod ruchu spółdzielczego, obejmującego coraz szersze kręgi i czyniącego niekrwawe zdobycze na wszystkich polach życia ludzkiego tam szczególniej, gdzie uświadomienie celów i środków doszło już do tego pożądanego stopnia, iż ludzie zdają sobie dokładnie sprawę z tego, czego chcą i w jaki sposób do osiągnięcia swych celów dążyć mają; gdzie tego uświadomienia jeszcze brak, jak w naszym społeczeństwie, tam najbardziej awanturnicze pomysły znajdują zwolenników, a propaganda kończy się przegraną i masowym nieszczęściem łatwowiernych, którzy sobie na tak smutny los niczym zresztą nie zasłużyli.
Współdziałanie jest wrogiem wszelkich nagłych wstrząśnień i przewrotów, nie zapewniających wcale utrwalenia zdobyczy, a natomiast stanowi ewangelię pokojowego rozwoju stosunków w kierunku stałej poprawy życia ludzkiego i rzetelnego braterstwa ludów.

***

Moralność, stanowiąca istotną treść i rdzeń stosunków ludzkich, zwietrzała i zapleśniała w swych konwencjonalnych i ożywczego ducha pozbawionych formach, zaczyna w ostatnich dziesiątkach lat naszej epoki rozwojowej odradzać się i coraz obfitsze, bujniejsze wydawać owoce.

Przestarzałe i do gruntu puste formułki naszej oficjalnej pseudomoralności zostały przez szczupłą wprawdzie, ale za to uświadomioną garstkę ludzi odrzucone, a wszystkie pojęcia i przepisy moralne poddane rewizji i drobiazgowemu zbadaniu; odrodzona i nowym duchem przejęta moralność zaczyna wciskać się we wszystkie dziedziny życia ludzkiego i odgrywać poważną rolę tam, gdzie jej wpływu do niedawna jeszcze wcale nie odczuwano, gdzie się o nią wcale nie troszczono, gdzie jej dostępu zgoła nie dawano.

Teoretykom klasycznej ekonomii politycznej, tej typowej nauki robienia majątku za wszelką godziwą czy niegodziwą cenę, nigdy na myśl nie przychodziło, żeby w procesie wytwarzania i podziału bogactw materialnych doszukiwać się jakichkolwiek pobudek i przepisów etycznych. Zdawało się im widocznie, i nawet głęboko byli o tym przekonani, że sprawy materialne nie są moralne, tylko wprost amoralne, czyli że z moralnością żadnego nie mają związku.

Wytwórcy z całą otwartością i całym cynizmem teorię tę wyznawali i głosili; tylko narzędzia podziału wytworzonych bogactw materialnych pomiędzy spożywców – czyli pośrednicy handlowi – udawali, że posiadają jakąś etykę, mówiąc o etyce handlowej albo kupieckiej. Co ta etyka handlowa albo kupiecka warta, wiemy aż nadto dobrze z własnego codziennego doświadczenia, kto by się zaś łudził na tym punkcie, że to może tylko nasze mało kulturalne społeczeństwo tak niemoralne posiada kupiectwo, niechaj odczyta uważnie jeden ze szkiców filozoficznych Herberta Spencera, traktujący właśnie o moralności kupiectwa angielskiego, jako też dane zgromadzone w tym kierunku przez kooperatystów całego świata, polskiego nie wyłączając.

Takie usunięcie całej wielkiej dziedziny życia ludzkiego spod wpływów etycznych dłużej atoli trwać nie mogło, i oto powstała silna przeciwko niemoralnemu stanowi rzeczy opozycja, która najpotężniejszy i najbardziej typowy wyraz znalazła właśnie w ruchu spółdzielczym, stanowiącym protest przeciwko wszechwładnie panującemu stanowi współzawodnictwa, jako najwyższego wykwitu niemoralności ludzkiej w stosunkach materialnych.

Zanim powiem słów kilka o etycznym wpływie kooperacji na społeczeństwo ludzkie, muszę, rzecz prosta, naszkicować bodaj pobieżnie etyczne podwaliny tej teorii i praktyki gospodarczej; uczynić zaś to nietrudno, ponieważ występują one w rysach wyraźnych i żadnej nie nastręczających wątpliwości.

Samolubstwo, w jakiejkolwiek ze swych licznych i różnorodnych postaci, jest obok ciemnoty i braku charakteru najsilniejszą dźwignią zwyczajnej życiowej niemoralności rodzaju ludzkiego. Tam, gdzie w mniejszym lub większym stopniu działają pobudki egoistyczne, żadnym hamulcem nie powściągane, niemoralność musi z konieczności wspaniale święcić triumfy; żądza bogactw, ta najniższa i najordynarniejsza z żądz, tak krzepko serca i umysły ludzkie w swych szponach trzymająca, zagłusza w człowieku wszelkie szlachetniejsze popędy, zabija w nim poczucie moralności lub wytwarza dziwną połowiczność, dając nam obraz człowieka w konwencjonalnym pojęciu uczciwego i honorowego, w gruncie rzeczy zaś wszelkiej etyki zasadniczo pozbawionego.

Nieokiełznana żądza bogactw jest tedy przyczyną zażartego współzawodnictwa, czyli czynów najwyższej niemoralności w zakresie wytwarzania i podziału bogactw materialnych; aby tej żądzy kres położyć, aby ją z umysłów i serc ludzkich wyplenić, trzeba wpłynąć na zmianę celu życia ludzkiego, trzeba inne ludziom przed oczy postawić ideały, trzeba zaprzestać czcić złotego cielca, należy w każdym szukać i cenić człowieka, jego umysł, jego serce, jego charakter, jego prace i zasługi obywatelskie, a nie posiadany przez niego majątek, przed którym obecnie niskie oddajemy pokłony.

Tytułem do szacunku, poważania i wpływów powinny stać się czyny społeczne, czyli pożytek społeczeństwa całego na oku mające, a więc duchowe i moralne bogactwo, a nie bogactwo materialne, najbardziej ze wszystkich nieistotne i znikome, najmniej wartości rzetelnej posiadające; wytwarzanie bogactw materialnych, jako też ich podział, powinien być uważany jako środek do celu wyższego rzędu, a nigdy jako cel życia ludzkiego, powinien zejść na plan dalszy, najdalszy nawet, nabierając charakteru narzędzia w ręku ludzkim do osiągnięcia rozwoju społecznego i etycznego.

Taką właśnie teorią i praktyką ekonomiczno-społeczną jest ruch spółdzielczy, który stawia sobie za zadanie zaspokojenie elementarnych potrzeb życiowych wszystkich ludzi bez wyjątku na podwalinie samopomocy, wzajemnego popierania się i współdziałania na wszystkich polach pracy ludzkiej. W obliczu kooperacji każdy człowiek przez sam fakt istnienia swego ma już prawo do bytu i w imię żadnej teorii prawa tego odmawiać mu nie można; w obliczu kooperacji wszyscy ludzie są na równi powołani do walki z przyrodą o byt ludzkości, a nie do walki pomiędzy sobą, i stanowią jedną solidarną armię, mającą na celu zwalczanie wspólnego wszystkim  wroga, to jest ślepych sił przyrody, wiecznie i zawsze na człowieka czyhających.

Kooperacja, od podziału bogactw zaczynając, stawia sobie jako cel społeczną organizację handlową, wyłączającą wobec ścisłej kontroli możność robienia interesu na zdrowiu i mieniu bliźniego, co stanowi przecie główną cechę współczesnego, na konkurencji opartego handlu; kooperacja wyłącza wyzysk spożywcy ze strony przekupnia, usuwając go zupełnie z widowni świata i zniewalając go do wykonywania jakiejś produkcyjnej pracy z pożytkiem całego bez wyjątku społeczeństwa.

Sama handlowa organizacja kooperatywna pouczałaby ludzi zupełnie dostatecznie o tym, że człowiekowi nie wolno uważać bliźniego swego za źródło korzyści własnej z jego wyraźną stratą, a już to jedno byłoby ogromnym zyskiem, musiałoby bowiem zmienić do gruntu nasze pojęcia etyczne, musiałoby znacznie ograniczyć nasze samolubstwo i przygłuszyć żądzę bogactw materialnych. Przy pomocy samej organizacji handlowej, na zasadach spółdzielczych opartej, ludzie nauczyliby się solidarnego wspierania się w celu podtrzymania swego życia i dostarczania sobie wszelkich potrzeb życiowych, wskutek czego wspaniałą tę i prawdziwie etyczną zasadę życiową dałoby się już z łatwością przenieść do dziedziny wytwarzania bogactw materialnych, czyli do dziedziny przemysłu, w którym orgia bezlitosnego współzawodnictwa sroży się najsilniej, największe idei solidarności ludzkiej i wzajemnego popierania się w walce o byt przynosząc szkody.

Jak z jednej strony kooperacja dąży do zniesienia antagonizmu pomiędzy spożywcą a pośrednikiem, tak z drugiej strony dąży do tego samego celu odnośnie do spożywcy i wytwórcy, kapitalisty i robotnika; wszystkie dzisiejsze straszne wstrząsy, jakie ludzkość przeżywa, są wynikiem ścierania się antagonizmów klasowych, na różnicy interesów opartych. Gdy wskutek solidarności znikną różnice klasowe, ponieważ znikną klasy same, a wytworzy się jednolite społeczeństwo, wspólnymi silami i solidarnie do osiągnięcia celów życiowych zmierzające, znikną też wszelkie antagonizmy, znikną wszelkie starcia i przesilenia, ludzie zamiast być dla siebie wrogami – staną się przyjaciółmi, a miłość bliźniego, od której jesteśmy tak samo dalecy, jak byliśmy od niej dwa tysiące lat temu, stanie się faktem rzeczywistym, a nie tylko czymś upragnionym, lecz nigdy niedościgłym.

Organizacja kooperatywna, przez zupełne zniesienie współzawodnictwa i zażartej walki o byt rozwinie poczucie solidarności, wypleni w znacznej mierze złość ludzką, ugasi ognie nienawiści, nieufności i niechęci, rozpali wielkie słońce uczuć i cnót społecznych, zespoli rozproszone dziś i neutralizujące się siły społeczne, uszlachetni umysły, przepoi serca pożądaniem szczęścia i dobrobytu całej ludzkości, pogłębi i umocni charaktery, i całą dzisiaj tak marniejącą energię ludzką skieruje w stronę rozwoju nie przemysłowo-handlowego, nie militarno-rozbójniczego, lecz etycznego, umysłowego i społecznego.

Gdy zważymy, że kooperacja, zarówno w teorii jak i praktyce, nie czyni żadnej różnicy pomiędzy dzieckiem a człowiekiem dorosłym, pomiędzy kobietą a mężczyzną, pomiędzy wytwórcą a spożywcą, pomiędzy kapitalistą a robotnikiem, lecz stara się o zaspokojenie życiowych potrzeb wszystkich ludzi bez wyjątku i to nie tylko potrzeb materialnych, ale przede wszystkim duchowych i społecznych, pojmiemy, jak wielkim jest ona postępem wobec dzisiejszego porządku rzeczy, stanowiącego wojnę wszystkich przeciwko wszystkim razem i każdemu z osobna.

Ludzkość sztucznie podzieliła się na dwa wielkie odłamy, z których jeden stanowi przemysł i handel, drugi zaś rolnictwo; dwa te działy nie tylko w ramach własnych ciągłe ze sobą toczą spory, ale występują przeciwko sobie wrogo, a sprawy agrarne należą do najpoważniejszych zagadnień ekonomicznych. Otóż organizacja kooperatywna dąży do zniesienia i tego antagonizmu, do zaprowadzenia bezpośrednich stosunków pomiędzy wsią i miastem, dopóki jeszcze te sztuczne wytwory kultury ludzkiej istnieją, dąży do sprowadzenia wszystkich interesów do jednego mianownika przez skupienie wszystkich sił dla wspólnego dobra.

Solidarność kooperatystów nie zamyka się atoli w granicach narodowych, politycznych lub gospodarczych, lecz obejmuje sobą całą kulę ziemską, starając się ogarnąć całą ludzkość jedną wspólną organizacją, znosząc wszystkie nieszczęsne współzawodnictwa, dzielące nas na tyle wrogich sobie obozów; wyrazem tej międzynarodowej solidarności kooperatystów są z jednej strony periodyczne kongresy międzynarodowe; z drugiej zaś strony, i to rzecz najważniejsza, popieranie się w celach propagandy, jako też nawiązywanie stosunków handlowych i kulturalnych.

Pamiętać bowiem należy, że kooperatyści, wierni swej podstawowej zasadzie, uważają organizację gospodarczą jedynie za środek a nie za cel, za drogę do dobrobytu zarówno materialnego, jak (i to głównie) moralnego oraz społecznego, i dlatego to znaczną część swego, drogą kooperacji zdobytego, zasobu materialnego obracają na cele edukacyjne, zakładając szkoły, czytelnie, biblioteki, stawiając domy spółdzielcze i tworząc wszelkiego rodzaju instytucje użyteczności publicznej. Istnieją kooperatywy dążące do tego, aby cały przez nie wypracowany fundusz nabierał z wolna charakteru społecznego i służył wyłącznie do celów społecznych, a nie osobistych, tym mniej – samolubnych.

Czyż potrzebuję teraz odkrywać przed okiem Czytelnika te szerokie horyzonty, jakie w ten sposób przedstawia nam kooperacja właściwie pojęta i przeprowadzona? Wszak obszerne te perspektywy odsłaniają się same przez się dla każdego, kto wzrokiem ducha w przyszłość choć odrobinę wybiegać umie! Jakież to wspaniałe skutki dla umoralnienia stosunków ludzkich musi pociągnąć za sobą usunięcie tej nieufności, jaką żywimy względem licznej klasy pośredników handlowych? Zniszczenie tego przeciwieństwa, jakie panuje pomiędzy wytwórcami a spożywcami? Zniszczenie tej nienawiści, jaka dzieli kapitalistę od robotnika? Wrogie dzisiaj względem siebie zastępy ludzkie zamieniają się na szczerych i prawdziwych przyjaciół i sojuszników, uczucie sympatii i solidarności wzrośnie ogromnie, wzrośnie wzajemna ufność i prawdziwa miłość bliźniego, zniknie wyzysk jednego przez drugiego i całe tak wielkie zło nieuczciwej i bezwzględnej konkurencji, stojącej dzisiaj na drodze do dobrych wzajemnych między ludźmi stosunków.

Organizacja kooperatywna tak szeroko pojęta i przeprowadzona, że obejmie sobą wszystkie dziedziny życia ludzkiego w zakresie stosunków prywatnych i publicznych, stworzy wyborne warunki do kształcenia serca i umysłu ludzkiego, do wyrobienia charakteru wszystkich jednostek ludzkich, a nie tylko garstki uprzywilejowanych, jak się niestety obecnie dzieje, wskutek czego moralność, tak dzisiaj jeszcze do osiągnięcia w życiu trudna, stanie się właściwością powszechną, po pierwsze dlatego, że niemoralność przestanie popłacać i straci swą ponętę, po drugie zaś dlatego, że jednostki moralne, jako warunkom życia więcej odpowiadające, będą miały większe szanse przeżycia i zapewnienia swemu typowi przewagi.

Praktyka kooperatywna nie tylko wprowadzi bezpośrednio stosunki etyczne w pewną ściśle określoną dziedzinę działalności ludzkiej, mianowicie W dziedzinę wytwarzania, podziału i spożywania bogactw materialnych, lecz ponadto stworzy warunki dla pomyślnego rozwoju rzetelnej moralności we wszystkich kierunkach życia ludzkiego, i dlatego to stanowi niewątpliwie potężną dźwignię moralnego odrodzenia i rozwoju ludzkości, a z tego powodu powinna cieszyć się poparciem nie tylko ekonomistów i społeczników, ale wszystkich tych ludzi także, którzy w etyczne odrodzenie się rodzaju ludzkiego wierzą i dla tego odrodzenia pracują lub pracować postanawiają.

Kooperacja nie jest jedynie teorią i praktyką ściśle ekonomiczną, lecz przeciwnie, w istocie swej społeczną i humanitarną, a wskazane przeze mnie pierwiastki etyczne, głęboko w kooperacji tkwiące i stanowiące jej oś i rdzeń, dają jej w procesie moralnego odrodzenia się ludzkości taką rolę, jakiej żaden inny system ekonomiczno-społeczny do tej pory nie ma i mieć nie może.

Toteż sprawami kooperacji powinni żywo zająć się nie tylko ekonomiści i społecznicy, ale wszyscy ludzie etyczni i uczciwi, kooperacja bowiem nie jest niczym innym, jak jednym z działów etyki stosowanej w życiu praktycznym, czyli etyki żywej i prawdziwie na ukształtowanie się stosunków ludzkich wpływającej.

W imię tej prawdy kooperatyści wzywają w swe szeregi wszystkich ludzi dobrej woli, dla których odrodzenie moralne ludzkości nie jest mrzonką jedynie, lecz dającą się osiągnąć rzeczywistością, gdy się go szczerze zapragnie i dla jego realizacji popracuje.

Dla kogo etyczne odrodzenie naszego społeczeństwa nie jest rzeczą obojętną, ten powinien zapisać się w poczet kooperatystów polskich, stanowiących zastęp bojowników o lepszą dolę ludzkości.

***

Probierzem doniosłości i sprawdzianem rzetelności każdego systemu ekonomiczno-społecznego naszych czasów jest stanowisko, jakie zajmuje względem klasy robotniczej z jednej, a kobiety z drugiej strony; dzisiejsze prądy emancypacyjne i solidarystyczne wtedy tylko na swą nazwę istotnie zasługują, kiedy zajmują wyraźne i przychylne stanowisko wobec zagadnienia feministycznego, zaczynającego na równi z ruchem robotniczym odgrywać pierwszorzędną, a niezmiernie doniosłą rolę w życiu społeczeństw kulturalnych. Ruch spółdzielczy wtedy tylko, wedle mego zdania, na sympatię i na poparcie zasługuje, jeżeli w kwestii kobiecej oświadczy się po stronie wyzwolenia i całkowitego równouprawnienia kobiety jako obywatela. Zobaczmy tedy, czy ruch spółdzielczy odpowiada temu warunkowi i w jakiej czyni to mierze.

Wszystkie zrzeszenia spółdzielcze, na zasadach roczdelskich oparte, dopuszczają kobiety na swych członków bez żadnych zgoła zastrzeżeń prawnych, uważając je za ludzi fizycznie, umysłowo, i moralnie zupełnie dojrzałych; samowolnych i zdolnych do stanowienia nie tylko o sobie samych, ale i o sprawach zrzeszenia. Kobieta posiada w zrzeszeniu spółdzielczym pełne prawo członkowskie, bez względu na to, czy mąż jej, o ile jest zamężna, należy do zrzeszenia, czy też nie należy lub może nieprzychylne wobec tegoż zajmuje stanowisko; może przemawiać, głosować i wpływać na ważne i obowiązujące postanowienia, na koniec, i to bodaj sprawa najważniejsza, otrzymuje czysty udział w zyskach, jako swoją osobistą własność bez względu na to, czy prawo czyni męża posiadaczem i zarządcą mienia żony, czy też ją pod tym względem usamowolnia.

Z tego już widzimy, że kooperatyści są pierwszymi szczerymi i rzetelnymi demokratami i feministami w najistotniejszym tego słowa znaczeniu, a fakt ten powinien zjednać ruchowi gorące poparcie wszystkich kobiet, dobrze interes swój rozumiejących, powinien je skłaniać do tego, aby licznie zapisywały się w poczet instytucji i zrzeszeń spółdzielczych, przyjmując bardzo czynny udział w ich życiu oraz w ich sprawach, kandydując do zarządów, pełniąc w nich najrozmaitsze funkcje i zaprawiając się w ten sposób do życia na szerokiej arenie społecznej i politycznej.

Niechaj mi wolno będzie na tym miejscu dotknąć innej jeszcze bolączki życia kobiety współczesnej, a mianowicie tak zwanej gospodarki domowej, która domaga się reformy i zmiany; otóż zrzeszenia spółdzielcze, należycie poprowadzone i kierowane, pozwolą oprzeć całe gospodarstwo domowe na zgoła innych, aniżeli dotychczasowe, zasadach, wyzwalając współczesną kobietę z niewoli gospodarki indywidualnej w dzisiejszym jej ciasnym i dla intelektualnego rozwoju kobiety wrogim kształcie.

Dzisiejsze gospodarstwo domowe, przygniatające kobietę tysiącem najprzeróżniejszych i najbezmyślniejszych drobiazgów, odciąga jej energię od spraw życiowych pierwszorzędnej wagi, i o kobiecie to, pomimo jej woli, powiedzieć można, że nie po to je, aby żyć, ale po to żyje, aby jeść, a raczej, aby nieustannie myśleć o jedzeniu dla innych, mianowicie dla męża i dzieci. Odnosi się to w równej mierze do wszystkich kobiet, z wyjątkiem szczupłej garstki bardzo zamożnych, szczególniej zaś przygniata swym ciężarem kobiety biedne i na kawałek chleba pracować zniewolone, one bowiem cały czas od pracy zawodowej wolny – na drobiazgi życia domowego obrócić są zmuszone; postawienie tedy gospodarki domowej na zasadach kooperatywnych leży przede wszystkim w interesie kobiet pracujących, a ich ilość jest największa i nieustannie wzrasta.

Przez wyzwolenie się z więzów gospodarki domowej, jako też przez zyskanie drogą kooperacji pewnej dodatkowej niezależności materialnej wcale poważnych rozmiarów, kobieta zdoła też zmienić swoje stanowisko żony i towarzyszki życia, niezależnie od wpływu, jaki na to jej stanowisko musi wywrzeć zmiana pojęć w przedmiocie moralności, jako też reforma prawa małżeńskiego.

Kobieta ekonomicznie i gospodarczo niezależna stanie się samodzielna i uwolni się zarówno od tyranii społecznej, jak i od mężowskiej, życie jej nabierze większej wartości i uroku, bo więcej da jej samej, a nie tylko jej mężowi i dzieciom, przywykłym do tego, że żona i matka przeznaczona jest jedynie i wyłącznie do wyrzekania się wszystkiego w życiu i do nigdy nie kończących się ofiar na wszelkich możliwych ołtarzach, od domowego zacząwszy, a na społecznym i narodowym skończywszy.

Istnieje inna jeszcze strona zrzeszeń spółdzielczych, która dla kobiety niezmiernie doniosłe posiada znaczenie; wszak obok zrzeszeń spożywczych istnieją także wytwórcze, zatrudniające zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Kobiety, zasiadając w zarządach wszelkich zrzeszeń spółdzielczych, a więc i wytwórczych także, mogą i powinny dążyć do tego, aby usunąć panującą dzisiaj krzywdę, która polega na tym, że praca kobiety, chociażby dorównywała pod względem wartości pracy mężczyzny, lub nawet może przewyższała ją, jest jednakże stale i systematycznie gorzej materialnie wynagrodzona, uważa się bowiem za coś gorszego, a dopuszczanie kobiety do pracy na równi z mężczyzną za jakiś osobliwy przywilej, za który kobieta tak wdzięczna być powinna, aby nie rościć sobie już pretensji do takiego samego, jak mężczyzna, wynagrodzenia. Otóż ta krzywda musi być z czasem usunięta, a właśnie zrzeszenia spółdzielcze mogą się do tego w bardzo poważnym stopniu przyczynić.

Zarządzając i kierując zrzeszeniem, kobiety przekonają się dalej, że nie święci garnki lepią i że potrafią one czynić to samo, co obecnie czynią mężczyźni, tak samo, a może nieraz i lepiej jeszcze. Nabiorą przy pomocy zrzeszenia samodzielności w prowadzeniu interesu, co się przyczyni w znacznym stopniu do wyrobienia samodzielności kobiety w życiu w ogóle, czego kobiecie naszej ogromnie potrzeba, bo jej tego wyrobienia w wysokim stopniu brak.

Im dłużej zastanawiać się nad znaczeniem i doniosłością kooperacji dla ruchu kobiecego, tym więcej zalet jej występuje na jaw, tym więcej objawia się ona w postaci organizacji ekonomiczno-społecznej, potrzebnej wprawdzie dla mężczyzny, ale o wiele potrzebniejszej dla kobiety, co z każdego postulatu kooperacji wyziera. O korzyściach kooperacji można by bodaj pisać i mówić godzinami całymi, bo coraz nowe odkrywają się zalety tego ruchu do pewnego stopnia nawet feministycznego, jeżeli można użyć takiego określenia mimo niebezpieczeństwa kpin i drwin, na jakie mnie tego rodzaju postawienie kwestii ze strony mężczyzn narazić może.

Tak, ruch spółdzielczy nazwałbym bez wahania feministycznym, nikt bowiem w głębi natury swej nie jest tak wrogo dla współzawodnictwa usposobiony, jak właśnie kobieta od tysięcy lat na usługi mężczyzny i dziecka bezinteresownie oddana. Toteż nikt inny nie jest tak dobrze przygotowany do odczucia i ukochania spółdzielczości, jak właśnie kobieta, dzięki swej dotychczasowej roli dziejowej.

A moment to niezmiernie doniosły, nie ulega bowiem żadnej wątpliwości, że do powodzenia każdej sprawy trzeba przede wszystkim, aby ją ktoś ukochał i umiłował, aby ją ktoś wziął szczerze i głęboko do serca, aby przejął się nią gorąco i prawdziwie; co do mnie – ufam, że wystarczy, aby kobieta nasza zrozumiała całą doniosłość kooperacji dla siebie samej, a potem i dla całego społeczeństwa, a stanie się najgorliwszą jej wyznawczynią i kapłanką, pełną poświęceń, zapału i serdecznego umiłowania.

Nie można się dziwić, że mężczyźni u nas nie entuzjazmują się dostatecznie ruchem spółdzielczym, ponieważ stanowią przecie w porównaniu z kobietami klasę ekonomicznie, społecznie i kulturalnie uprzywilejowaną, dobrze im jest z tym, co jest, a więc nie czują tak gwałtownej potrzeby dążenia do szybkiej zmiany i reformy. Tymczasem kobieta zupełnie odmienne wobec ruchu spółdzielczego musi zajmować stanowisko: daje on jej możność szybkiego i radykalnego wyzwolenia się ekonomicznego i społecznego, a za tym pójdzie i wyzwolenie kulturalne, od którego w danej chwili dziejowej najdalej nawet w cywilizacji posunięte społeczeństwa oddzielone są jeszcze wieloma licznymi i trudnymi stopniami rozwojowymi.

Kobieta, walcząc o własne wyzwolenie na drodze kooperacji, będzie równocześnie walczyć o wyzwolenie całej ludzkości i podniesienie jej na wyższy szczebel rozwoju cywilizacyjnego.

Hasłem więc wszystkich szczerych i rzecz rozumiejących feministów powinno być: przez wyzwolenie kobiety do wyzwolenia ludzkości! Wyzwolenie kobiety zaś zostanie znacznie zbliżone, a panowanie jego przyspieszone przy pomocy wypróbowanych już metod kooperacji, tej moralnej i szczytnej polityki ekonomicznej i społecznej, otwierającej przed ludzkością zupełnie nowe, a tak obszerne i ponętne horyzonty!

Nie egoizm więc popchnie, a raczej powinien popchnąć kobietę do pracy kooperatywnej, lecz umiłowanie sprawiedliwości we wzajemnych stosunkach pomiędzy ludźmi, lecz pragnienie wprowadzenia wszystkich stosunków i spraw ludzkich na drogę rozwoju etycznego i prawdziwie kulturalnego, jedynie godnego człowieka.

W ruchu tym, rozpoczynającym nową epokę rozwoju naszego, nie może brakować kobiety polskiej, najwięcej może uświadomionej i uspołecznionej ze wszystkich kobiet na ziemi, lecz nie zdającej sobie jeszcze dokładnie sprawy, jak wyzyskać to swoje uświadomienie i jaki kierunek nadać swej pracy społecznej i kulturalnej.

Ufam, że kobieta polska stanie się najgorliwszą pionierką ruchu spółdzielczego, stworzonego przez rozumnych i uczciwych mężczyzn dla dobra całej ludzkości, ale w pierwszym rzędzie dla wydziedziczonych i najbardziej upośledzonych. Ufam, że kobieta polska ujmie w swe krzepkie dłonie sztandar ruchu spółdzielczego i poprowadzi społeczeństwo do odrodzenia ekonomicznego i społecznego, do wyzwolenia narodu przez wyzwolenie siebie samej!

Do osiągnięcia tego celu potrzebne jest powstanie kobiecych związków kooperatywnych, które szczególniej w Anglii od dawna istnieją i wielkie propagandzie kooperatyzmu oddają usługi; związkom tym należy się na tym miejscu bodaj pobieżna wzmianka.

Kobiecy związek kooperatywny ma przede wszystkim na celu prowadzenie propagandy, to znaczy odbywanie zebrań, na których czytano by rozmaite wykłady i pogadanki z zakresu ekonomii społecznej w ogólności, a kooperacji w szczególności; w pogadankach tych powinna uczestniczyć jak największa ilość kobiet, wszystkie powinny być zachęcane do uczestniczenia w dyskusji, do roztrząsania zagadnień ekonomicznych i społecznych, z ruchem spółdzielczym mniej lub więcej ściśle związanych.

Tego rodzaju zebrania nie tylko dają kobiecie możność przyjemnego i pożytecznego spędzenia czasu, ale zarazem zaprawiają kobietę do życia publicznego, przygotowują ją do uczestniczenia w tymże życiu, otwierają oczy na wiele potrzeb własnego społeczeństwa i dostarczają pożądanej sposobności do właściwej oceny spraw krajowych; związki kooperatywne stają się wszędzie tam, gdzie istnieją, szkołą życia dla swych członkiń, wstępem do działalności na szerszej arenie, polem popisu dla większych zdolności i szlachetniejszych ambicji, słowem – instytucją ze wszech miar pożyteczną, a nawet konieczną, jeżeli obecny brak wyrobienia u kobiety ma się skończyć i zostać zastąpiony wykształceniem właściwości i cnót obywatelskich.

Najmniejszej nie ulega wątpliwości, że bez bardzo wydatnego poparcia ze strony kobiet o należytym rozwoju instytucji spółdzielczych nigdzie na świecie mowy być nie może, ponieważ cała organizacja spółdzielcza zaczyna się, jak to dobrze wiadomo, od sklepu spożywczego, którego powodzenie zależy w pierwszym rzędzie od kobiety, jako gospodyni domu, czyniącej wszystkie zakupy artykułów spożywczych, a nieraz wszelkich w ogóle, potrzebnych w życiu rodziny, przedmiotów. Gdy kobieta przekona się o pożyteczności sklepu spółdzielczego, nie tylko sama będzie się starała być względem niego lojalną, lecz zachęci i męża do zajęcia się jego sprawami, a całe młode pokolenie, na które bezpośredni wpływ wywiera, postara się przepoić umiłowaniem organizacji spółdzielczej, jako etycznie od prywatnego handlu wyższej, jako wpływającej na poprawę obyczajów i uszlachetnienie charakteru przez usunięcie współzawodnictwa, które tak wiele spustoszenia moralnego ludzkości wyrządza.

Niechajby kobiety nasze zaczęły związek kooperatywny uważać za swe dzieło, za sposób prowadzący powoli do wyzwolenia, za narzędzie etycznej i społecznej poprawy całego społeczeństwa, niechajby umiłowały go serdecznie, jako zogniskowanie swych najszlachetniejszych dążności, wywarłby on niezawodnie wielki i dodatni wpływ na całe nasze życie.

Mógłby ktoś uczynić zarzut, że drobnych codziennych zabiegów gospodarskich nie należy podnosić do znaczenia „najszlachetniejszych dążności”, w ten sposób bowiem przynosi się ujmę innym, pozornie o wiele szlachetniejszym usiłowaniom; tymczasem jednakże w powiedzeniu tym nie ma profanacji, jeżeli przyjrzymy się bliżej działalności angielskich kobiecych związków kooperatywnych, która wszakże przez nasze kobiety naśladowana być może.

Dotarcie do klasy biednej i dostarczenie jej możności korzystania z dobrodziejstw kooperacji jest jedną z trudności najpoważniejszych, jakie na swej drodze napotyka ruch spółdzielczy. Wszyscy rzetelni kooperatyści dobrze sobie suszą głowy nad tym, jak zagadnienie to rozwiązać i niezupełnie jeszcze przyszli do zadowalających wyników. Dla naszego społeczeństwa zagadnienie to posiada znaczenie pierwszorzędne, toteż same kobiece związki kooperatywne powinny sobie właśnie na wzór angielskich postawić, jako jedno z głównych zadań, dotarcie do najbiedniejszej ludności miejskiej i uprzystępnienie jej dobrodziejstw kooperacji w jak najszerszym zakresie.

Zadanie to jest wprawdzie trudne, ale nie tak dalece, aby go przy dobrych chęciach spełnić nie było można. Nasze kobiece związki kooperatywne powinny sobie postawić przede wszystkim za cel zwalczanie filantropii, jako systemu nie tylko przestarzałego i do celu nie wiodącego, ale wprost jako rzeczy złej, szkodliwej i demoralizującej. Zadaniem naszym jest nie wspieranie kogokolwiek bądź, lecz dawanie mu sposobności do pracy uczciwej, bodajby ciężkiej, pomaganie mu w znalezieniu tej pracy, nauczenie go korzystania z owoców pracy, dzisiaj częstokroć idących na marne wskutek nieświadomości, niedołęstwa i ciemnoty; zadaniem naszym jest wyrabianie w każdym człowieku zmysłu samopomocy w chwilach ciężkich przejść życiowych, zarówno jak i w życiu codziennym, dla możliwego uniknięcia owych przejść życiowych, przeciwko którym wielekroć razy zabezpieczyć się można.

Kobiece związki kooperatywne powinny starać się tedy o zakładanie całego szeregu ludowych sklepów spożywczych, gdzie by biedna klasa miast naszych mogła zaopatrywać się w artykuły spożywcze najpierwszej potrzeby, otrzymując możliwie najlepszy gatunek po najprzystępniejszej cenie. Z góry powiedzieć należy, iż powinno się stanąć na gruncie praktycznym, a nie doktrynerskim i sentymentalnym, to znaczy w ludowym sklepie spożywczym posiadać te tylko artykuły, do których lud nasz jest przyzwyczajony, do których od lat przywykł, których poszukuje, i których tak łatwo nie porzuci. Artykuły te powinny być czyste, zdrowe i możliwie tanie, bo wtedy tylko sklep ludowy zdoła wytrzymać konkurencję z przekupniem prywatnym, który lud nasz w ręce swej trzyma. Stopniowo dopiero po przyzwyczajeniu sfer ludowych do sklepu spożywczego można by starać się wprowadzać w miarę możności lepsze towary dla podniesienia stopy życiowej naszej klasy pracującej, ale zaczynać od tego nie można, ponieważ zrobiłoby się na pewno całkowite fiasko.

Sklep taki powinien pociągać swym wyglądem, czystością, schludnością, wystawą, uprzejmością w traktowaniu klienteli, która by się czuła swobodnie i jak u siebie w domu, w przeciwnym bowiem razie, to znaczy gdyby klientelę traktowano nieuprzejmie i sztywno, iżby się czuła skrępowana, o powodzeniu sklepu mowy być nie może. Taki kooperatywny sklep ludowy powinien stać się miłym i drogim dla całego sąsiedztwa, aby każdy chętnie do niego zachodził i sprawunki swe w nim załatwiał.

Stopniowo zachęcać należy do zapisywania się na członków zrzeszenia, sklep utrzymującego, co wtedy zwłaszcza uczynić można, gdy sklep już pewną ilość grosza klientom swym w postaci udziału w czystych zyskach z obrotu zaoszczędzi, a w ten sposób z wolna uboga ludność zapozna się praktycznie z kooperacją i jej dobrodziejstwami, stając się na pewno jej wyznawcami i poplecznikami.

Razem ze sklepem należy także łączyć rodzaj kawiarni, gdzie by ludzie biedni mogli otrzymać szklankę kawy czy herbaty w dobrym gatunku i za tanie pieniądze, a w otoczeniu nie tylko czystym, ale nawet do pewnego stopnia estetycznym i pociągającym; takie kawiarnie kooperatywne stałyby się skuteczną konkurencją dla szeregu knajp, piwiarni, szynków i traktierni, gdzie wódka i wszelkie napoje gorące odgrywają pierwszą rolę; gdzie ludzie nie tylko nie pokrzepiają się, ale przeciwnie nawet grosz i zdrowie tracą, zdrowie fizyczne zarówno jak i moralne.

Na temat kobiecych związków kooperatywnych wiele jeszcze powiedzieć by można, ale pragnąc zachować proporcję w opracowaniu poszczególnych działów kooperatyzmu, zakończyć muszę i zachęcić tylko ciekawych do obszerniejszego przestudiowania tego ważnego przedmiotu.


Powyższy tekst Wojciecha Szukiewicza to wstęp oraz ostatni, czwarty rozdział (pt. „Etyczna strona kooperatyzmu”) książki „Spółdziałanie (kooperatyzm). Rozwinięcie zasady solidarności wszechludzkiej”, nakładem Księgarni St. Sadowskiego, Warszawa 1909. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. 

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl. Na potrzeby portalu udostępnił i przygotował Wojciech Goslar.