Międzynarodowy Związek Spółdzielczy [1937]

Kiedy biedni tkacze angielscy zakładali w 1844 r. przy ul. Ropuszej w Rochdale (Roczdel) swój mizerny kramik z czterema towarami, nie śniło im się nawet po nocach, że to ich skromniutkie dzieło obejmie kiedyś świat cały. Myśleli o swoich ubożuchnych gospodarstwach, lękali się o całość swojego „przedsiębiorstwa”, na które z takim trudem przez rok przeszło zbierali groszowe składki, wzrokiem sięgali zapewne nie dalej niż granice zamieszkiwanego przez nich okręgu.

A potem przyszedł rozrost. Słabiuchne niemowlę rozwinęło się na krzepkiego chłopaka, niezadługo stało się tęgim chłopcem. Spółdzielnia wybudowała wielki i piękny dom, w Manchester – stolicy przemysłowego okręgu – powstała wielka hurtownia spółdzielcza, spółdzielnie spożywców nie tylko w Anglii, ale po całym świecie zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. W poszczególnych krajach zjawiały się już nie tylko spółdzielnie, ale ich związki i hurtownie, zaopatrujące je w towar.

I wtedy w sposób naturalny zjawiła się potrzeba zbliżenia tych samodzielnych organizacji narodowych do siebie, założenia jednej wielkiej i wspólnej organizacji nadrzędnej, która by zrzeszała spółdzielczość całego świata.

Rzecz uskuteczniona została nie prędko, ale kiedy już raz weszła na właściwą drogę, rosła z rozwojem całego ruchu. W 1895 r. paru Francuzów i Anglików, interesujących się sprawą międzynarodowych stosunków spółdzielczych, doprowadziło do pierwszego zjazdu w Londynie, na którym utworzony został Międzynarodowy Związek Spółdzielczy. Rzecz osobliwa, pierwszym zadaniem Związku miała być propaganda udziału robotników w zyskach przedsiębiorcy, że jednak spółdzielcy angielscy opowiedzieli się z niechęcią przeciwko takiemu rozwiązywaniu sprawy społecznej, wysunęły się od razu na czoło sprawy czysto spółdzielcze, a domaganie się udziału w zyskach wykreślone zostało po paru latach zupełnie z programu Związku.

Na razie Związek obejmował wszystkie rodzaje spółdzielczości. Kiedy z biegiem czasu spółdzielczość spożywców, najzdrowiej i najlepiej rozwijająca się, zaczęła nadawać Związkowi właściwy im, bardziej radykalny społecznie ton, kierunki bardziej podówczas konserwatywne, jak spółdzielczość rolnicza i zwłaszcza kasy kredytowe Schulzego z Delitsch, opuściły Związek. I dopiero w ostatnich latach w miarę pogłębiających się przemian społecznych coraz więcej organizacji spółdzielczych i kredytowych wraca do Związku, co nie przeszkadza, że najważniejszą jego częścią składową do dziś dnia są organizacje spółdzielni spożywców.

Związek po 40 latach istnienia doszedł do olbrzymich rozmiarów. W skład jego wchodzą związki i hurtownie spółdzielcze 39 krajów, zrzeszające ogółem około 100 milionów członków. Organizacja Związku jest bardzo prosta. Należeć do niego mogą nie poszczególni ludzie, tylko organizacje. Delegaci tych organizacji zjeżdżają się co 3 lata na kongresy, które obierają Centralny Komitet, coś w rodzaju rady nadzorczej Związku, a Centralny Komitet obiera wydział wykonawczy (zarząd). Prócz tego istnieją specjalne komisje, np. do zbadania, czy zasady roczdelskie są powszechnie stosowane w ruchu spółdzielczym. Ostatni kongres odbył się w r. 1934 w Londynie, następny odbędzie się we wrześniu w Paryżu. Centralny Komitet odbywa swoje posiedzenia raz na rok, za każdym razem w innym kraju. Ostatnie posiedzenie odbyło się we wrześniu 1936 r. w Warszawie. W wydziale wykonawczym, złożonym z 12 członków, zasiada jeden Polak – dyr. Marian Rapacki. Prezesem Związku od dawna jest ob. Vaino Tanner, Finlandczyk, b. premier i przywódca partii robotniczej w swoim kraju, sekretarzem generalnym ob. H. J. May – Anglik.

A teraz rzecz najważniejsza – jaki jest cel i jaki pożytek z tego wszystkiego?

Przede wszystkim wzajemne zaznajomienie się. Nie chodzi tu o prostą ciekawość, jak wygląda ten czy inny działacz spółdzielczy. Chodzi o zaznajomienie się nie tylko z osobami, ale z samym ruchem u obcych, z jego metodami pracy, z pomysłami rozszerzenia ruchu, którego granice chcielibyśmy przecież posuwać jak najdalej, zdobywając coraz to nowe tereny. Główne zasady spółdzielcze, tak zwane „zasady roczdelskie”, są jednakowe dla wszystkich i jednakowo przez wszystkich stosowane. Jeżeli nawet znajdą się jakieś odchylenia, łatwo je wyrównać między tymi ludźmi niewątpliwie dobrej woli. Ale różne mogą być sposoby prowadzenia spółdzielni, jako przedsiębiorstwa gospodarczego: jedni dążą do tworzenia wielkich okręgowych spółdzielni, inni przekładają nad nie małe lokalne spółdzielnie, jedni walczą jeszcze z kredytami, inni już dawno wyszli z tej choroby. Tam, gdzie istnieją wytwórnie spółdzielcze, mają one swoje sposoby fabrykacji, czasem swoje własne patenty; w świecie kapitalistycznym są to zazdrośnie strzeżone sekrety, wśród spółdzielców nie może być o tym mowy – jest to własność wszystkich.

Jeszcze ważniejszą rzeczą są zakupy. Spółdzielnia jest organizacją wspólnych zakupów dla członków, ,,Społem” dla spółdzielni, a Międzynarodowy Związek Spółdzielczy powinien być organizacją dla wspólnych zakupów dla związków krajowych. Istotnie przy Związku istnieje już od dawna Międzynarodowa Hurtownia, która zresztą ogranicza się przeważnie do udzielania porad swoim członkom w sprawach zakupów. Teraz dopiero na ostatnim zjeździe w Warszawie postanowiono utworzyć Ajenturę wspólnych zakupów dla wszystkich krajowych ruchów spółdzielczych, co pozwoli im taniej nabywać towary.

Ale to nie jest jeszcze wszystko, jeżeli chodzi o wartość Związku. Spółdzielczość zajmuje się nie tylko sprzedawaniem i wyrabianiem produktów potrzebnych do życia członkom. Spółdzielczość, choć nie zajmuje się polityką bieżącą, ma także swoje oblicze społeczne. Jest dzieckiem warstw pracujących i walczy o polepszenie bytu przede wszystkim świata pracy. Spółdzielczość dąży do usunięcia z życia krzywdy i wyzysku, zarówno narodów, jak ludzi. Spółdzielczość jest miłośniczką pokoju; oddana twórczej pracy, wypowiada się zawsze przeciwko wojnom, jako aktom gwałtu. Czyniła to już niejednokrotnie przed wielką wojną światową, czyni i dzisiaj. Otóż stykanie się osobiste kilkudziesięciu czy kilkuset ludzi, nie walczących między sobą o zyski, o pierwszeństwo, o tytuły, a szukających najściślejszego, braterskiego zbliżenia się, ma swoje znaczenie, zwłaszcza kiedy ci ludzie mają prawo zabierać głos w imieniu milionów.

To jest sprawa, która może na razie nie daje namacalnych korzyści, bo ci, co rządzą państwami, mówią spółdzielczości mnóstwo komplementów, ale postępują wręcz przeciwnie jej wskazaniom. Ale tej odwiecznej walki o prawo człowieka do spokojnego życia i pożytecznej pracy nie mogą się wyrzec ci, którzy całym swoim życiem składają dowody, że pracują dla wspólnego dobra ludzkości.


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Kalendarzu spółdzielczym na rok 1937”, Nakładem „Społem” Związku Spółdzielni Spożywców RP, Warszawa 1937. Ze zbiorów Remigiusza Okraski.