W sprawie budowy związków spółdzielczych w Polsce [1934]

W maju br. weszła w życie znowelizowana ustawa o spółdzielniach. W listopadzie nadchodzi termin ponownego przyznawania prawa rewizji związkom rewizyjnym, a z nim moment realizacji interwencji czynników administracyjnych w sprawie budowy tych związków i w pewnej mierze całej spółdzielczości polskiej. Z tych względów stała się aktualna sprawa tej budowy i łamy pism spółdzielczych otworzyły się dla tej kwestii.

Oczywiście jeżeli nie weźmie się pod uwagę jakichkolwiek zdań lub opinii wypowiadanych przez spółdzielców, choćby zainteresowanych i choćby dostatecznie obznajmionych z daną sprawą, można mieć wątpliwości, czy reformy przeprowadzone w drodze przymusu w takiej typowo na zasadzie dobrowolności opartej organizacji jak spółdzielcza będą trwałe i celowe. Tym niemniej choćby dla wyrobienia i utrwalenia w świadomości spółdzielczej właściwych metod działania omawianie tej sprawy będzie pożyteczne.

Przede wszystkim ustalić sobie należy punkt wyjścia. Tym punktem wyjścia będzie niewątpliwie cel istnienia i działania związków spółdzielczych. Używam celowo nazwy „związki spółdzielcze”, a nie „rewizyjne”, dla podkreślenia faktu, że rewizja nie jest ich wyłącznym celem. Nie jest nawet najważniejszym.

Rewizja, a w szczególności rewizja przymusowa spółdzielni, została wprowadzona przez ustawodawstwo różnych krajów celem ochrony przede wszystkim wierzycieli, szczególniej po zastosowaniu w spółdzielniach ograniczonej odpowiedzialności. Toteż związki spółdzielcze w wielu krajach nie znają nawet rewizji. Powstają one celem wzajemnej pomocy, wymiany doświadczeń, wspólnej obrony swych interesów. Ich działalność w stosunku do spółdzielni jest przede wszystkim instrukcyjna. W celach instruowania organów spółdzielni, wdrażania ich do porządnej i umiejętnej gospodarki związki podejmują lustrację spółdzielni, to jest zaznajomienie się na miejscu ze stanem spółdzielni i sposobem prowadzenia jej gospodarki celem udzielenia fachowych porad i wskazówek. Taką rzeczową lustrację znają związki spółdzielcze i w krajach, gdzie nie ma przymusu rewizyjnego dla spółdzielni. Takie lustracje przeprowadzał ówczesny Warszawski Związek Stowarzyszeń Spożywczych (obecnie „Społem”) przed wojną.

Przymus rewizyjny przeważnie zastał już rozwinięty system związków spółdzielczych wraz z ich rzeczowymi lustracjami. Dlatego też ustawodawca powierzył tym związkom wykonywanie (w stosunku do swych spółdzielni związkowych) rewizji formalnych przewidzianych przez prawo. W ten sposób rewizja związkowa połączyła w sobie lustrację rzeczową dla celów instruowania spółdzielni podejmowaną z rewizją formalną, przewidzianą przez ustawę.

Z punktu widzenia spółdzielczego ważna jest przede wszystkim lustracja rzeczowa oraz cała praca instrukcyjna związków spółdzielczych i te wszystkie zadania, dla których zostały one przez zrzeszone spółdzielnie powołane. Budowa ich musi odpowiadać zatem tym przede wszystkim zadaniom. W normalnych warunkach sprawa przedstawiała się dość prosto i prosto była przez same spółdzielnie rozwiązywana: tworzono takie związki, jakie były spółdzielniom potrzebne, i organizowano je w sposób, który im dawał możność najlepszego wypełnienia swych zdań w stosunku do spółdzielni.

Gwarancją wypełnienia tych warunków jest przede wszystkim fachowość związku. Przez fachowość rozumiem doskonałą znajomość zasad gospodarki spółdzielni, warunków, w jakich one pracują, i wszystkich spraw związanych z ich działalnością, wreszcie odpowiednie doświadczenie w dziedzinie gospodarki i organizacji spółdzielni. Pierwszym warunkiem fachowości jest specjalizacja. Poszczególne rodzaje i typy spółdzielni mają zarówno odmienne zadania gospodarcze, jak i różne metody pracy. Gruntowne poznanie tych różnych metod wymaga daleko posuniętej specjalizacji zarówno kierownictwa związku spółdzielczego, jak i jego organów wykonawczych. Dlatego też poszczególne rodzaje spółdzielni tworzyły zawsze i wszędzie związki sobie właściwe, tj. związki specjalizowane [1].

W Polsce również powstawały w granicach dawnych zaborów związki specjalizowane: zarówno Związek Stowarzyszeń Zarobkowych i Gospodarczych we Lwowie, jak Związek Spółek Zarobkowych i Gospodarczych w Poznaniu były związkami specjalizowanymi spółdzielni kredytowych. Warszawski Związek Stowarzyszeń Spożywczych był, jak sama nazwa wskazuje, związkiem specjalizowanym spółdzielni spożywców. Dopiero później, jeśli chodzi o Poznań i Lwów, kiedy zaczęły powstawać spółdzielnie innych rodzajów, to przyłączały się do gotowej już organizacji związkowej, będąc zbyt nielicznymi i słabymi, aby tworzyć odrębne związki. Gdzie jednak takie spółdzielnie nabierały siły i wzrastały w liczbę, tam następował konieczny proces wyodrębnienia, jak to miało miejsce ze spółdzielniami spożywców w Niemczech lub ze spółdzielniami mieszkaniowymi w Polsce.

Zasada specjalizacji wydaje mi się zatem z punktu widzenia spółdzielczego niesporna. W obronie systemów odmiennych mogą być wysuwane jedynie argumenty natury pozaspółdzielczej, a więc narodowościowe, polityczne, państwowe. Dyskutowanie z tymi argumentami wymyka się z właściwych ram rzeczowych i przenosi na zupełnie inną płaszczyznę. Można tu tylko zauważyć, że wszelkie względy i przesłanki pozaspółdzielcze są dla spółdzielczości samej szkodliwe, nie przynoszą zatem również korzyści i temu, kto chce ze spółdzielczości jako narzędzia korzystać. Stoimy tu bowiem wobec dylematu: albo spółdzielczość jest dla danego celu czynnikiem pożytecznym i pożądanym, i wtedy należy ją z punktu widzenia tego celu popierać, rozwijać i udoskonalać, pozwalając jej pracować najwłaściwszymi sobie metodami, albo też spółdzielczość jest z punktu widzenia danego celu zbędna i wtedy nie należy nią się zajmować lub nawet trzeba ją zwalczać.

Spółdzielczość jest narzędziem sobie właściwych celów i jako narzędzie do innych celów się nie nadaje. Ważną natomiast jest realizacja tych celów spółdzielczości, ona to bowiem dla państwa, narodu czy też pewnej idei społecznej może mieć niesłychanie doniosłe znaczenie.

Ze specjalizacją jednak nie ma nic wspólnego zasada, którą nazwałbym „korporatyzmem spółdzielczym” lub ,,klasowym kooperatyzmem”, tj. łączenie w jeden związek spółdzielni pracujących wśród jednej warstwy ludności. Próby tego rodzaju były u nas podejmowane pod hasłami spółdzielczości klasowej robotniczej i spółdzielczości urzędniczej, doprawdy z bardzo małym powodzeniem. Obecnie odżywają one i w obecnych warunkach mogą być bardziej niż kiedykolwiek niebezpieczne. Są one próbą pozaspółdzielczego postawienia kwestii, gdzie spółdzielczość ma być narzędziem do innych celów niż jej własne. O tym była mowa powyżej. Jest rzeczą jasną, że zasada ta będzie słuszna tylko w tych dość licznych zresztą wypadkach, gdzie rodzaj lub typ spółdzielni odpowiada ściśle pewnej określonej warstwie ludności, czyli wtedy, gdy jest ona identyczna z zasadą specjalizacji. Zawodzi jednak w tym wypadku, gdy jeden i ten sam rodzaj spółdzielni może obsługiwać różne warstwy ludności, gdyż wtedy rozbija spółdzielnie jednego typu na szereg związków i narusza zasadę specjalizacji wewnątrz jednego związku.

Odmienną sprawą jest sprawa centralizacji czy też decentralizacji związków spółdzielczych. Każda z tych dwóch zasad ma swoje dobre i złe strony. Niewątpliwie centralizacja daje możność lepszego wyzyskania posiadanych środków, podniesienia poziomu fachowego związku i możności zatrudnienia i należytego zużytkowania sił fachowych, daje możność skuteczniejszej i szerszej wymiany doświadczeń, stworzenia doskonałego aparatu technicznego w zakresie pomocy prawnej, propagandy, techniki spółdzielczej.

Niewątpliwie również sprzyja ona rozwojowi swego rodzaju biurokracji, zesztywnieniu metod i myśli, mniejszemu dopasowaniu się do potrzeb lokalnych albo przynajmniej mniejszej w tym względzie elastyczności, a najważniejsze, nie sprzyja wyrabianiu się miejscowych działaczy spółdzielczych, tworzeniu się poczucia łączności i odpowiedzialności „w szerokich masach” spółdzielni.

Oczywiście korzyści, jakie daje jeden i drugi system, są bardzo ważne i należy starać się je pogodzić, aby uzyskać maksimum korzyści. Dwa są sposoby takiego pogodzenia: albo federacja specjalizowanych związków spółdzielczych regionalnych, albo zdecentralizowana organizacja jednego specjalizowanego związku ogólnokrajowego. W każdym z tych dwóch wypadków mamy do czynienia z szerszą lub węższą autonomią lokalnych organów w zakresie bezpośredniej działalności na terenie oraz z centralą, która nadzoruje, instruuje i wspomaga działalność organów lokalnych i tworzy wyspecjalizowany i silny aparat techniczny na usługi zrzeszonego ruchu.

Zasady powyższe ujęte zostały w deklaracji Związku Spółdzielni Spożywców RP, złożonej Radzie Spółdzielczej na życzenie ówczesnego wiceministra Skarbu, p. Leona Kozłowskiego. Treść tej deklaracji jest następująca:

„Ruch spółdzielczy powinien dążyć do oparcia organizacji nadbudowy spółdzielczej na specjalizacji oraz na centralizacji gospodarczej i decentralizacji organizacyjnej.

Centralizacja gospodarcza daje organizacji spółdzielczej siłę finansową i ekonomiczną, pozwala jej pracować oszczędnie, działać sprawnie i planowo. Dlatego też podstawę nadbudowy gospodarczej powinna stanowić ogólnokrajowa specjalizowana centrala gospodarcza dla każdego rodzaju spółdzielni.

Specjalizacja i koncentracja powinna stanowić również podstawę związków instrukcyjnych (rewizyjnych). Daje ona możność osiągnięcia najlepszych wyników przy jak najmniejszym marnotrawstwie sił i środków, stwarza jak najlepsze współdziałania pomiędzy spółdzielniami lokalnymi i usuwa chaos organizacyjny wśród tych spółdzielni. Podstawą zatem nadbudowy organizacyjnej powinien być ogólnokrajowy specjalizowany związek instrukcyjny (rewizyjny).

Zasada federalizmu i decentralizacji organizacyjnej pozwala wciągnąć do działalności spółdzielczej wielką ilość jednostek, zwiększać poczucie ich odpowiedzialności zbiorowej i intensywności wysiłków. Odgrywa ona przeto wielką rolę z punktu widzenia społecznego wychowania oraz tworzenia siły prężności i żywotności organizacyjnej. Zasada ta może być uzgodniona z zasadą koncentracji organizacyjnej bądź przez zastosowanie federacji związków terytorialnych dzielnicowych zamiast ogólnokrajowego związku instrukcyjnego, bądź też przez federacyjną i decentralistyczną budowę takiego związku.

Wysuwając program powyższy, należy z całą stanowczością stwierdzić, że realizowany on być może zgodnie z zasadami spółdzielczości jedynie na drodze swobodnego rozwoju samych instytucji spółdzielczych przez wykazanie w praktyce swojej życiowej wyższości, nigdy zaś w drodze nakazu z góry, który by musiał spowodować zniechęcenie czynnika społecznego, będącego podstawą ruchu, oraz zmniejszenie jego odpowiedzialności, a w ślad za tym całkowite załamanie instytucji spółdzielczych”.

Takie jest stanowisko Związku naszego, konsekwentnie przeprowadzane od samego jego założenia, mam wrażenie, że z wynikiem dodatnim.


Powyższy tekst pierwotnie opublikowano w spółdzielczym piśmie „Społem” nr 21/1934 r. Następnie został wznowiony w wyborze pism Rapackiego, włączonych do książki: Józef Jasiński – „Marian Rapacki”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1958. Przedruk za tym ostatnim źródłem.

[1]: Osobiście wolę ten wyraz niż „związki branżowe”, które w nazwie nie ujmują istoty rzeczy, a przy tym wyraz „branża” ma dla mnie jakieś niezbyt dodatnie reminiscencje.