Spółdzielnie zdrowia – dorobek zagranicą [1938]

Chłopska Słowiańszczyzna jest twórczynią i ojczyzną Spółdzielni Zdrowia. Trzeba to mocno akcentować, bo jesteśmy ubodzy wiarą w siebie. My – Polacy i chłopi. Dla Polski zagranica, dla chłopów miasta – były dotąd jedynymi siłami i ośrodkami kultury i postępu. Dziś jeszcze ciągle słyszymy w Polsce wezwania do „nadrobienia”, do „ścigania”, do „wyrównania” naszego dorobku wobec zagranicy albo miasta.

Pożytecznie jest przyjrzeć się jak ktoś idzie, miło jest iść razem i równo, ale znów koniecznie utrzymywać takt i wielkość kroku drugiego o innej długości nóg i innej żywości natury, a może z inną intencją, jest nierozsądne i mordujące. Najrozsądniej jest chodzić własną drogą, nawet i do wspólnego celu. Z każdej chałupy prowadzą ścieżki ku świątyniom największych idei ludzkich. A świątynia jest wtedy bogatsza, bo pomnożona o wiele samodzielnych myśli i doświadczeń. Jeżeli będzie nas wielu takich, którzy nie mogą uwierzyć, że genialny Kopernik mógł być Polakiem, że Polskę do życia z powrotem powołaliśmy przede wszystkim my sami, a nie łaskawość państw potężnych, że nowe drogi Polski wytyczać może i będzie chłop, to zamiast ścigać ciągle innych, lepiej do grobu się położyć. Ten sam pożytek z nas będzie dla nas samych, jak i dla świata. Nie ino Rochdale angielski, nie ino Raiffeisen niemiecki posuwają ideę spółdzielczą naprzód, bo przed Raiffeisenową kasą w Anhausen była słowacka kasa w Sobotisztiu, obecnie zaś chłopska Jugosławia przynosi światu spółdzielnie zdrowia, a chłopi polscy tworzą już dziś sami zupełnie nowe rodzaje spółdzielni (np. spółdzielnie drzewne).

Źródłem istotnym spółdzielczości zdrowotnej w Jugosławii, jak zresztą pięknego rozwoju jej całej spółdzielczości, jest głęboki duch „zadrugarstwa”, czyli wzajemnej pomocy, który jest głównym rysem charakteru Jugosłowian jako narodu wiejskiego. Wzajemna pomoc w nieszczęściu, w pracy, w nagłej potrzebie czy w dłuższej biedzie – to ich powszedni chleb w niełatwych przyrodniczych i historycznych warunkach życia. Ta niepisana spółdzielczość, właściwa i w dużej mierze także i naszym chłopom, stanie się w Jugosławii najważniejszym czynnikiem ich rozwoju, a stać by się mogła wskazaniem słowiańskim dla urządzenia nowego świata po nieludzkich próbach hitlerowskich w Europie i mongolskich w bolszewickiej Rosji.

Stwierdzenie w Jugosławii złego stanu zdrowotnego po wojnie było tylko oddaniem nowej gleby pod uprawę tej twórczej sile słowiańskiego zadrugarstwa. Dlatego to, pomimo działalności dobroczynnej higienicznych misji amerykańskich i urzędowych bezpłatnych „Domów Zdrowia”, ponad to wszystko dźwignęła się i chwyciła grunt życia „Zdrowstwena Zadruga”, Spółdzielnia Zdrowia. Synem wsi i dziedzicem tej chłopskiej idei życiowej był właśnie Dr Gawryło Kojicz. Dlatego to jako pracownik amerykańskiej ofiarnej misji higienicznej nie zmieścił się w światowych sposobach pracy, a wrócił do swoich jako najwłaściwszych na swoim gruncie.

Przez okno amerykańskiej instytucji zobaczył tylko napis na drugiej stronie ulicy Belgradu: „Związek Spółdzielni Rolniczych” i to przywróciło mu grunt ducha własnego i dało początek pięknego ruchu, stworzonego nie ino dla swoich braci, lecz również dla całego świata. To wypracowany wiekami życia chłopski, słowiański duch współdziałania ucieleśnił się w nowoczesnej postaci Kojicza jako twórcy spółdzielni zdrowia.

Pierwsza formalna Spółdzielnia Zdrowia powstała 21 listopada 1921 roku. Niełatwe były pierwsze kroki życia tej pierwszej i następnych spółdzielni. Lekarze, aptekarze – nawet władze częściowo – sprzeciwiali się ich życiu, wytoczyli im wojnę i podcinali im byt. Gdyby idea była obca, gdyby mniej głęboko korzeniami swymi tkwiła w tamtejszych ludziach, wiele trudniej byłoby się jej utrzymać. Potrzeba gwałtowna ratowania złego po wojnie stanu zdrowotnego wyzwolonej i zjednoczonej Jugosławii wydatnie pomogła rozwojowi nowego ruchu. Przyjaciółmi byli zrzeszeni spółdzielcy, a zorganizowanych spółdzielców jest dziś tam trzecia część narodu. Przechylała się z wolna i z mozołem szala wartości spółdzielni zdrowia w opinii uprzedzonej inteligencji zawodowej. Po roku było już 10 spółdzielni i 5000 członków. Żywiej drgnęła sprawa po 6 latach. Słaby strumyczek stawał się potokiem i urósł na rzekę niepowstrzymaną. Nie doczekał już tego Kojicz. Odszedł w 38. roku życia, w przeddzień silnego ożywienia ruchu. Jakby i jego osobistej, największej ofiary trza było dla zgruntowania idei.

Upłynęło razem piętnaście lat do czasu, gdy jesienią 1936 r. inicjatorzy pierwszych polskich spółdzielni zdrowia wybrali się obejrzeć ten dorobek braci spółdzielców w Jugosławii i zostali zupełnie podbici. Zastali tam 121 spółdzielni zdrowia, w tym 13 jeszcze niewpisanych do Związku, i zrzeszonych w nich 56 tysięcy członków, 70 aptek, 13 murowanych własnych wielkich domów.

Na jedną spółdzielnię przypada tam od 150 do 2000 członków, przeciętnie 460. Na prawach członka korzysta z jej usług cała rodzina, czyli razem około 336 000 ludzi. W okręgach objętych przez nie, przeciętnie co trzecia rodzina jest członkiem. Początkujące spółdzielnie obejmują co 10 rodzinę, ale niektóre ogarniają wszystkie prawie rodziny okręgu. Do założenia spółdzielni zdrowia wymaga ich Związek przynajmniej 200 członków – rodzin. Odległość zamieszkania najdalszych członków od siedziby spółdzielni wynosi 5 do 15 km, większa jest w rzadko zaludnionych górach, mniejsza na żyźniejszych równinach.

Udziały wpłacane są w różnych spółdzielniach różne; wysokość ich zależy bowiem od ilości członków i wynosi od 24 do 100 dinarów (2,88-12 zł). Chodzi o to, by przy każdej liczbie członków złożyć potrzebny fundusz na uruchomienie spółdzielni. Wymagany kapitał wynosić ma około 20 000 dinarów (2 tysiące złotych). Przy udziale dużym połowę wpłaca członek przy wstąpieniu, resztę może wpłacać w ratach. Małe udziały wpłacają od razu. Wpisowe wynosi 5-15 dinarów (0,6-1,8 zł). Członkowie przyjmują na siebie 10-krotną odpowiedzialność.

Poza udziałem i wpisowym członkowie opłacają składkę miesięczną, za którą mają poradę lekarską bezpłatną albo obniżoną poważnie w cenie wobec nie-członków. Składka ta zwykle wynosi 5 dinarów miesięcznie (60 groszy) czyli 60 dinarów rocznie (7,2 zł). Zwykle chłopi płacą te składki roczne jednorazowo – kiedy w gospodarstwie zdarzy się gotówka ze sprzedaży, najczęściej po zbiorach z pól. Zdarza się, że składki te wnoszą gospodarze w plonach naturalnych, zwłaszcza tam, gdzie obok spółdzielni zdrowia jest spółdzielnia zbożowa. Czy porada dla członka za jego składkę ma być bezpłatna, czy za małą opłatą, zależy to od ilości członków opłacających te składki, czyli od możliwości gospodarczych spółdzielni. Większość spółdzielni nie pobiera ponoć dopłat. Czasem same składki są za to większe, np. 10 dinarów (1,20zł) miesięcznie.

Za wyjazd lekarza do domu dopłacają członkowie różnie: albo ogólnie za wyjazd (10 dinarów za drogę, a 5 dinarów za pobyt w domu), albo za godzinę wyjazdu (np. pierwsza godzina 20 dinarów, druga godzina 10 dinarów), albo za kilometr podróży (np. 10 dinarów za podwójny kilometr).

Nie-członkowie mogą także swobodnie korzystać z świadczeń spółdzielni zdrowia, ale za wyższą opłatą. Najczęściej opłata za poradę od nie-członka wynosi 20-40 dinarów (2,4-4,5 zł), w nocy podwójnie, zaś przy wyjeździe lekarza do domu płaci tyleż za poradę, a ponadto za godziny lub kilometry dwa razy więcej niż członkowie. Czasem nie jest wyznaczona cena od wyjazdu do nie-członka, powiedziano tylko, że lekarz od takiego wyjazdu płaci spółdzielni 20-25 dinarów, a opłatę ustala sam, zależnie od warunków. Cały koszt wyjazdu wyniesie 100-300 dinarów (12-56 zł).

Porad miesięcznie udzielają spółdzielnie od 60 do 300, tj. 2-10 dziennie, najwięcej w listopadzie i grudniu, a najmniej w sierpniu. W większych spółdzielniach wypada przeciętnie około 5 porad dziennie w poradni, przeciętnie we wszystkich spółdzielniach 3. Wyjazdów do chorych bywa niewiele, w dobrej spółdzielni Baniany wydarza się w zimie 15-20 miesięcznie, w lecie około 5 miesięcznie. Wyznaczone do porad godziny nie są na ogół przestrzegane w praktyce. Ludzie często za zegar mają jedynie słońce i choćby chcieli, nie mogą dotrzymać godziny, a i lekarze nie odmawiają przyjąć w każdej chwili, gdyż wiedzą, z jakim trudem i z jakiej odległości przyszli albo od jakiej pilnej roboty odeszli. Przyjmują więc cały dzień, niektórzy określają swój czas pracy od 7 rano do 7 wieczór, a niektórzy z uśmiechem odpowiadają, że przyjmują przez 24 godziny na dobę. W niektórych spółdzielniach wyznaczone jest jedno pół dnia na tydzień na bezpłatne porady dla dzieci członków, drugie pół dnia na takież porady dla kobiet brzemiennych, a trzecie pół dnia dla gruźlików.

Spośród chorób najczęściej spotykana jest gruźlica, po niej malaria, czyli zimnica, a wreszcie dziedzictwo wojny – syfilis, czyli kiła. Szpitalnego leczenia chorób zakaźnych – poza poradniami – spółdzielnie na swój koszt nie przeprowadzają jako zbyt kosztownego, nie mając na to funduszów.

Spółdzielnie zdrowia mają przeważnie własne apteki. Lekarz jest równocześnie aptekarzem i do tego zadania osobno się przygotowuje. Gdy lekarzy jest dwóch, dzielą się na zmianę czynnościami lekarskimi i aptekarskimi. Członek nabywa lekarstwo na miejscu za cenę o 10-30% niższą od taksy aptekarskiej. Apteki te mimo znacznego obniżenia ceny lekarstw przynoszą poważne dochody na utrzymanie lekarza, na koszty prowadzenia lub na fundusz budowy własnego domu. Spółdzielnie nie posiadające własnych aptek, a takich jest około 25%, uzyskują w pobliskich aptekach prywatnych zniżki dla członków za leki po 20% od cen zwyczajnych.

To są najpilniejsze, doraźne, ale wielkie korzyści członków. Obok tego mają oni zawsze bezpłatną opiekę lekarską dla kobiet będących w ciąży, dla niemowląt z rodzin członków, dla dzieci szkolnych z rodzin członków w szkole, odwiedziny lekarza w domu i bezpłatne szczepienie przeciw chorobom zakaźnym. Z tworzonego funduszu zdrowotnego czerpie się na leczenie biednych dzieci i na pożyczki bezprocentowe dla potrzebujących pomocy chorych członków na czas im dogodny. Ponadto lekarze spotykają się z członkami i nie-członkami na odczytach lekarskich uświadamiających o warunkach zdrowia, przyczynach chorób i zapobieganiu im. Dwoje lekarzy w Lazarewacu miewało w ciągu roku po 40-50 odczytów w swoim okręgu.

Przy Spółdzielniach Zdrowia stworzono z czasem oddziały spółdzielczej młodzieży („Odelak Zadrugarske Omladyne”) i oddziały spółdzielczyń („Odelak Zadrugarske”). Odpowiadają one mniej więcej naszym Kołom Młodzieży Wiejskiej i Kołom Gospodyń i na ich przykład zostały zorganizowane. Oddziały młodzieży spółdzielczej prócz prac kulturalnych, przysposobienia rolniczego, podług polskich wzorów, prowadzą żywo działalność uświadamiającą i przyzwyczajeniową w dziedzinie zdrowotności, np. koło studzien, podwórza, gnojowni, ustępów, umywalni itp., drogą konkursów w lecie, a kursów w zimie. Oddziały spółdzielczyń zaś poza zdobnictwem ludowym, tkaniem, szyciem, poprawianiem gospodarstwa domowego i poza pracą kulturalną wprowadzają zrozumienie i ulepszenia zdrowotne w mieszkaniach, w żywieniu, w pielęgnacji dzieci, w chorobach, w porodach itd. Kobieta jest kluczem zdrowia rodzin; od niej zależy porządek i czystość domu i kuchni, od niej zdrowotność przyrządzonego pożywienia i czystość naczyń, od niej bezpieczeństwo zdrowotne dzieci, ona daje najwięcej przyzwyczajeń zdrowotnych całej rodzinie, ona jako matka i kobieta jest najwięcej zainteresowana chorobą rodziny i nią obciążona. Przez kobiety wiedzie droga do uzdrowienia społeczeństwa. Lekarze potwierdzają, że oddziały młodzieży i kobiet bardzo są pomocne spółdzielniom i w rozpowszechnianiu zasad zdrowia, i we wprowadzaniu poważnych zmian na lepsze. Jest przez nie większa łączność potrzeb między wsią a lekarzem. Toteż i lekarze biorą bardzo czynny udział w pracy tych oddziałów nie tylko w swoim zakresie zawodowym, ale w całej ich działalności. Wartość tej działalności, jak w ogóle każdej wychowawczej, nie polega na przetresowywaniu niewolnych „ciemnych mas” przez rzekomo wyłącznie „światłą górę”, ale na wywoływaniu nowych społecznych zadowoleń tej masy młodych, na umożliwienie im radości w tworzeniu, przez co wydobywa się i aktywność. W istocie jest to współdziałanie.

Najczęściej pracują spółdzielnie w domach wynajętych. Niewiele z nich posiada własne domy, bo trzeba je dłuższym trudem wypracować. Wszystkie jednak zdążają ku temu. Własny, osobliwie do potrzeb spółdzielni zdrowia zbudowany dom wygodny pozwala na rozszerzenie działalności, na zwiększenie jej siły. Domów własnych jest na razie 15. Największy jest w Lazarewacu, w siedzibie największej spółdzielni. Mieści się w nim izba przyjęć, poczekalnia, kancelaria, apteka, mieszkanie lekarza, złożone z 3 izb, kuchni i łazienki, mieszkanie opiekunki zdrowia, aparat Roentgena z motorem, lecznica na 12 łóżek, łazienka z 8 natryskami i 3 wannami, sala dla zgromadzeń odczytów i wystaw oraz pomieszczenia dla Spółdzielni Zbożowej. Kosztował on 1 300 000 dinarów (156 000 zł), a zbudowany był w latach 1928-32. Na budowlę uzyskała spółdzielnia zdrowia pomoc od państwa w kwocie 300 000 dinarów i od Centralnego Zakładu Higienicznego 100 000 dinarów; resztę (70%) musiała złożyć sama. Członkowie składali ofiary po 100 do 1000 dinarów, a oprócz tego dawali bezpłatną robociznę. Spółdzielnia corocznie musiała odkładać jakąś nadwyżkę na fundusz budowy. Pracuje ona od 1922, zatem po 6 latach przystąpiła do budowy. Ma przeszło 2000 członków w promieniu 10 km.

Dom Spółdzielni Zdrowia w Banianach, piętrowy, kosztował 450 000 dinarów (54 000 zł). Zapomogi mieli 90 000 dinarów, resztę składali sami (80%). W domu tym, jak i w Lazarewacu, mieszka małżeństwo, oboje lekarze. Mają również aparat Roentgena za 60 000 dinarów i aptekę wartości 25 000 dinarów; założenie jej kosztowało 10 000 dinarów. Członków przy założeniu było 178, dziś jest 450. Spółdzielnię założyli przed 11 laty, a dom mają od lat 7. Z dochodów szło 5% od surowych wpływów na fundusz budowy, a potem 10% na urządzenie wewnętrzne.

Spółdzielnia w Slovacu wykupiła dom gospody szynkarskiej i uczyniła z niej przybytek zdrowia. Dom spółdzielni w Wieńczanach kosztował 53 000 dinarów (6360 zł), z tego 45 000 dinarów dali sami członkowie. W dniu rozpoczęcia budowy mieli 43 000 dinarów, uskładanych z ofiar członków i z nadwyżek corocznych w bilansie, a w nich głównie z apteki. Spółdzielnia żyje już 13 lat, dom zbudowany był przed rokiem, członków ma obecnie 1265. Lekarką jest tam dzielna Rosjanka. Jest ona najstarszym lekarzem w ruchu spółdzielczym, bo pracuje 14 lat. W Stublinie na budowę pięknego domku murowanego otrzymano 50% pożyczki, a na urządzenia wewnętrzne pomoc od Szkoły Narodowego Zdrowia. Dom kosztował 250 000 dinarów (30 000 zł), prócz bezpłatnej pracy. W Beljinie ładny, wygodny dom zbudowano po 4 latach pracy spółdzielni, członków mają 517. Na wolnym powietrzu obok domu urządzono betonowe otwarte kąpielisko o powierzchni około 120 m2, obok stoją drewniane rozbieralnie. Wodę do kąpieliska zdobyto przez osuszenie sąsiedniego mokradła.

Prowadzenie i rozwój Spółdzielni Zdrowia zależy przede wszystkim od lekarza, od jego uzdolnienia, przygotowania, uspołecznienia, charakteru, inicjatywy, energii, ukochania i znajomości wsi. Lekarz jest kierownikiem fachowym. W początkach obawiali się tego ruchu lekarze, walczyli z nim nawet. W pomoc sprawie przyszli uchodźcy rosyjscy, oni byli najczęściej pierwszymi lekarzami spółdzielni: niektórych całkowicie pochłonęła idea spółdzielczości zdrowotnej. Teraz wśród młodych lekarzy wykazujących więcej społecznych skłonności, po kilkunastoletniej propagandzie i oswojeniu się z nowym ruchem, jest łatwiej o ochotników. Spory procent wśród lekarzy Spółdzielni Zdrowia stanowią kobiety. Z początku nie bardzo ufali im chorzy, musiały sobie dłuższą pracą zjednać wzięcie. Niektóre pracują samodzielnie, jak w Wieńczanach i Slovacu, niektóre zaś jako współpracownice mężów lekarzy. Mówią, że lekarki przejawiają więcej sumienności.

Ogólnie liczba lekarzy jest mniejsza niż spółdzielni. To znaczy, że nie każda spółdzielnia ma stałego lekarza. Początkujące próbują pracować z dojeżdżającymi, w niektórych pomagają sąsiedni lekarze spółdzielczy. Są jednak trzy spółdzielnie mające po dwóch lekarzy. Lekarze udzielają porad na miejscu w spółdzielni, wyjeżdżają do domów chorych, zajmują się kobietami w ciąży z rodzin członków i ich niemowlętami, odwiedzają członków, prowadzą aptekę, księgowość lekarską, kwitują opłaty za wyjazdy lub od nie-członków. Powinni oni zajmować się polityką zdrowotną okręgu. Spółdzielnia sprawia narzędzia lekarskie. Koszt ich w Slovacu wynosił 4000 dinarów (480 zł). Rzadko, ale są aparaty Roentgena i mikroskopy. W Banianach dokonuje się około 30 prześwietleń rentgenowskich miesięcznie, członek płaci 30 dinarów (3,60 zł), a nie-członek 50 dinarów (6 zł) za prześwietlenie.

Lekarze wstępujący do spółdzielni otrzymują na początek 2000 dinarów (240 zł), mieszkanie, opał, oświetlenie, czasem pomoc domową oraz pełny lub częściowy procent od opłat nie-członków. Z latami i z rozwojem spółdzielni wynagrodzenie lekarza wzrasta. W pewnych wypadkach dochodzą oni do 6000 dinarów (720 zł). Zdarza się, że lekarz sam zgłasza się o obniżenie mu wynagrodzenia w wypadkach ciężkiego położenia spółdzielni. Uczynił tak lekarz w Banianach, rezygnując z 4000 na 3000 dinarów miesięcznie.

Lekarze podpisują regulamin pracy lekarza, w którym dokładnie są omówione jego uprawnienia. Po roku pracy uzyskuje 3-tygodniowy urlop. Nie wszystkie spółdzielnie opłacają zastępcom za ten czas. Lekarze składają obowiązkowo składki na fundusz emerytalny w Związku Spółdzielni Zdrowia. W razie sporu między spółdzielnią a lekarzem rozstrzyga „Sąd dobrych ludzi”, to jest sąd polubowny.

Budżety roczne spółdzielni są bardzo różne, zależnie od wielkości okręgu i jego zaludnienia, od lat pracy oraz od rozmiarów działalności i obudzonych potrzeb ludności. W Stublinie przy 360 członkach, o promieniu 10 km i po 10 latach istnienia budżet jest bardzo skromny, bo wynosi 30 000 dinarów (3600 zł); w Sremczycy 44 000 dinarów; w Wieńczanach przy 1265 członkach z 15 wsi, po 13 latach istnienia wydatki roczne dochodzą do 50 000 dinarów (6.000 zł); w Sarajewie 74 000 dinarów (9880 zł); w Banianach 130 000 dinarów (15 600 zł) przy 450 członkach, przy promieniu okręgu 15 km, po 11 latach istnienia; wreszcie w największej spółdzielni, w Lazarewacu, po 14 latach istnienia, przy 2043 członkach i 10 km promieniu budżet wynosi do 150 000 dinarów (18 000 zł). Zatem obroty spółdzielni są bardzo skromne, zwłaszcza wobec wielkiej społecznej roli, jaką spełniają. Urzędowe formy pracy byłyby wiele droższe.

Dla przykładu i ciekawości przyjrzyjmy się szczegółom dwóch budżetów średnich w Wieńczanach i Barajewie oraz dużego w Lazarewacu.

Z tych zestawień wydobywają się cenne wnioski. Oto głównym i najpoważniejszym źródłem dochodu jest apteka i to mimo udzielania członkom poważnych zniżek w cenach lekarstw. Po stronie rozchodów nie ma wydatku na zakup lekarstw, więc te wpływy za lekarstwa są dochodem czystym, bez obciążeń. Na drugim miejscu są wpływy za porady lekarskie. Jeżeli jednak rozchód na wynagrodzenie lekarza jest dużo większy od wpływów za porady, to około 50% daje na utrzymanie lekarza apteka. Zapomóg z zewnątrz prawie nie ma. To dowód własnej samowystarczalności i zdolności do życia samodzielnego, a nie żebraczego, to objaw zdrowia podstaw materialnych i moralnych przedsięwzięć i ona musi być głównym wskazaniem gospodarczym innych. Głównym kosztem prowadzenia spółdzielni jest wynagrodzenie lekarza jako istotnego pracownika. Inne koszty (administracja) w porównaniu do powyższych są skromne.

Koszty zarządu są niewielkie. Sekretarz skarbnik nie pobiera albo nic (np. w Banianach), najczęściej 200-500 dinarów miesięcznie (24-36 zł), a wyjątkowo w Lazarewacu 600 dinarów (72 zł). Zwykle jeden dzień w tygodniu dyżuruje on obowiązkowo w spółdzielni dla przyjmowania składek miesięcznych, udziałów itp. Wpłaty za porady i wyjazdy przyjmuje najczęściej lekarz za pokwitowaniem i rozlicza się ze skarbnikiem. W niektórych spółdzielniach jednak sekretarz-skarbnik jest co dzień w spółdzielni i on odbiera opłaty. Dziewczyna utrzymująca porządek i pomagająca lekarzowi otrzymuje 250-300 dinarów miesięcznie (30-36 zł).

Spółdzielnie zdrowia zrzeszone są w swoim osobnym Związku Spółdzielni Zdrowia (Savez Zdravstenych Zadruga) w Belgradzie. Związek jest członkiem Zw. Serbskich Spółdzielni Rolniczych, a ten znów członkiem Federacji Związków Spółdzielczych Królestwa Jugosławii. Związek Spółdzielni Zdrowia powstał w 1922 r., tj. w roku następnym po zaistnieniu pierwszej spółdzielni zdrowia. Pierwsze zestawienie związkowe za rok 1922 obejmuje 10 spółdzielni zdrowia. Jesienią 1936 roku było ich w Związku 108, a ponadto 13 poza Związkiem. Związek prowadzi ogólną politykę spółdzielczego ruchu zdrowotnego, pomaga w jego rozwoju, czuwa nad działalnością spółdzielni i występuje w ich imieniu wobec władz.

Związek więc pomaga w organizowaniu nowych spółdzielni, dba o lekarzy, dla nich prowadzi hurtownię apteczną i udziela spółdzielniom kredytu aptecznego, udziela pomocy pieniężnej w potrzebie, utrzymuje instruktorów oddziałów młodzieży, drukuje pismo, broszury, przeprowadza rewizję spółdzielni i stara się o rozszerzenie działalności. Co parę lat urządza dla lekarzy spółdzielni 7-10-dniowe kursy przygotowujące ich do należytego spełniania zadań. Kredytu aptecznego udziela w wysokości 5000 dinarów na każdy udział wpłacony od spółdzielni do Związku. Pomocy pieniężnej udziela na budowę lub na prowadzenie spółdzielni, lub na specjalne cele. Opłaca własnym kosztem pielęgniarki czy higienistki przy niektórych spółdzielniach (po 1000 din. miesięcznie), utrzymuje instruktorów okręgowych przysposobienia rolniczego dla młodzieży i główną instruktorkę oddziałów kobiecych. Związek doprowadził do urządzenia pierwszego zdrojowiska przy spółdzielni zdrowia w Toplicy Górnej, w którym członkowie mogą używać kąpieli leczniczych bezpłatnie.

Koszty rewizji gospodarki spółdzielni dawniej pokrywane były przez sam Związek, dziś opłacają je spółdzielnie po 1 dinarze (12 gr) od członka. Związek wprowadził nowy dział pracy leczniczej, weterynarię, i w tym celu utrzymuje lekarza weterynarii, rozpowszechnia środki zapobiegawcze przeciw chorobom zwierząt i udziela pożyczek w ciężkich wypadkach, myśli nad zorganizowaniem ubezpieczenia bydła. W planie jest również walka z chorobami roślin. Związek wydaje pismo dwutygodniowe w ilości 5000 egzemplarzy po cenie 10 dinarów rocznie (1,20 zł) dla członków pt. „Zdrawstweny Poket – Zrawle” („Postęp zdrowotny – Zdrowie”), broszury, książki, afisze itd.

Warunkiem przyjęcia spółdzielni do Związku jest wykazanie, że nie posiada mniej niż 200 członków, i wpłacenie pełnych udziałów.

Udział do Związku wynosi 500 dinarów (60 zł) na każdych 100 członków. Przewodniczącym Związku jest dr Ludewit Prohaska, dla którego idea spółdzielcza jest najgorętszym wyznaniem wiary społecznej, a dyrektorem dr K. Sznajder, dobry duch Związku.

Państwo musiało ocenić wielką wartość tego poczynania społecznego i dziś już idzie doń z pomocą. Mówi to przede wszystkim ustawa z roku 1930, która zapewnia stałą budżetową pomoc państwa dla Związku, zwalnia apteki spółdzielni od uciążliwych ograniczeń stosowanych wobec aptek prywatnych, upoważnia władze do oddawania pewnych czynności zdrowotnych spółdzielniom i stosowania współpracy władz w pewnych sprawach z nimi. Państwowa Szkoła Narodowego Zdrowia pomaga spółdzielniom w walce z chorobami zakaźnymi, pomaga przy budowie domów pieniężnie lub przez dostarczanie wewnętrznych urządzeń, użycia materiałów na wystawy itp.

Spółdzielnie zdrowia nie płacą podatku. Utracić by mogły ten przywilej, jeśli by np. wydawały lekarstwa nie-członkom. O taki stosunek łatwiej w państwie, gdzie obyczajem społecznym jest współdziałanie i w którym dziś 3 działaczy spółdzielczych jest ministrami.

Dowodem pożytku i żywotności spółdzielni zdrowia jest wydarzenie ciekawe w Sarajewie. Oto urzędnicy państwowi, którzy przecież mają zapewnioną urzędową poradę lekarską, z inicjatywy Czedomira Stefanowicza, prof. Akademii Handlowej, założyli w maju 1936 Spółdzielnię Zdrowia Urzędników Państwowych. Budżet miesięczny obliczają na 7500 dinarów, oparty o składki od 12 do 25 dinarów miesięcznie, zależnie od wysokości płacy (1000-3000 dinarów). Członków zgłosiło się 200. Podobna inicjatywa powstała w mieście portowym Split. W niektórych okolicach członkowie przymusowych Kas Chorych wpisują się poza tym na członków spółdzielni zdrowia.

Wreszcie ostatnim dowodem wartości życiowej tego ciekawego, na ziemiach słowiańskich urodzonego ruchu jest jego zaaklimatyzowanie się w przeróżnych warunkach ludzkich po całej kuli ziemskiej. Przecie wszystkiemu zapobiegliwi, praktyczni i zaborczy Japończycy pierwsi, zdaje się, wywieźli ten pomysł do siebie. Działacze japońscy podają, że spółdzielczość zdrowia u nich pojawiła się w 1922 roku. Mogłoby stąd wynikać, że spółdzielczość ta może nie pochodzi z Jugosławii, gdzie pierwsza spółdzielnia zaistniała w listopadzie 1921 r. Jedne pisma podają, że w roku 1934 pracowały w Japonii 23 Spółdzielnie Zdrowia, mające 79 000 członków i 43 szpitale spółdzielcze ze 138 lekarzami. Inne pisma podają, że w 1935 r. było w Japonii 136 Spółdzielni Zdrowia. W 9 zupełnie samodzielnych spółdzielniach miało być 20 000 członków: zajętych w nich i w szpitalach było 138 lekarzy, a wartość urządzeń, budynków i przyrządów wynosiła 800 tysięcy złotych. W 1933 r. miało korzystać z pomocy lekarskiej więcej niż milion osób, a wpływy ich opłat wynosiły przeszło 600 tysięcy złotych. Na jedną więc spółdzielnię wypadałoby po 2000 członków, po 15 lekarzy, po 100 tysięcy porad rocznie, za które wpływało do kasy po 65 tysięcy złotych rocznie. Jeśli to wszystko prawda, to te spółdzielnie są jakimś olbrzymimi przedsiębiorstwami, w których mają pracować najlepsi specjaliści, zaopatrzeni we wszystkie nowoczesne środki leczenia. Ale w takim razie nie są to zwyczajne spółdzielnie drobnych rolników, ale chyba zrzeszenia samorządów, które na podobieństwo wielkiego przemysłu bardzo wysoko stoją pod względem zawodowym i technicznym, ale muszą być rzadko rozrzucone i oddalające zwyczajnego człowieka od wpływu na ich zarządzenie.

Istnieją w sąsiedztwie Jugosławii, w Bułgarii, też ludowe spółdzielnie zdrowia. W 1936 r. było ich 5. Za to Bułgaria dała początek ludowym szpitalom spółdzielczym. Pierwszy taki szpital powstał 22 lipca 1934 r. w Burgas. Założyło go 106 różnych spółdzielni wiejskich jednego okręgu. Poza udziałami opłacają te spółdzielnie składki miesięczne lub roczne różnej wysokości. W zamian za to członkowie tych spółdzielni korzystają z tych szpitali za zniżką 20-50% lub też zupełnie bezpłatnie. Istnieje już drugi taki szpital spółdzielczy w Pawlikenach. W Stanach Zjednoczonych ruchem jugosłowiańskim interesują się profesorowie uniwersyteccy i ministrowie. Cenę, zapewne nie tylko materialną, dojrzał w tym ruchu umysł Tagorego w Indiach, który doprowadził do powstania 5 Spółdzielni Zdrowia do 1934 roku. Spółdzielczość zdrowia zainteresowała też Kanadę i Chiny. Idea trafiła ostatnio i do Polski, powołując do życia w jesieni 1935 roku pierwszą spółdzielnię zdrowia.


Powyższy tekst to rozdział książki Ignacego Solarza – „Spółdzielnie Zdrowia”, Warszawa 1938, nakładem Związku Spółdzielni Rolniczych i Zarobkowo-Gospodarczych Rzeczypospolitej Polskiej. Od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Ignacy Solarz (1891-1940) – pochodził z rodziny chłopskiej z Podkarpacia, ukończył studia jako inżynier-rolnik. Ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej. Od początku lat 20. członek PSL „Piast”, nie zajmował się jednak standardową działalnością polityczną. Pracował jako instruktor rolnictwa, był animatorem ruchu młodzieży wiejskiej i inicjatorem wielu inicjatyw oświatowych w tym środowisku. W 1922 r. przebywał na stypendium w Danii, gdzie zetknął się z działalnością tamtejszych, bardzo popularnych, uniwersytetów ludowych. Od roku 1924 był dyrektorem Wiejskiego Uniwersytetu Ludowego w podkrakowskich Szycach. Pełnił także funkcję członka prezydium Zarządu Głównego, a następnie wiceprezesem Centralnego Związku Młodzieży Wiejskiej. Po opowiedzeniu się w 1927 r. za niezależnością młodzieży ludowej od sanacji, współorganizator Związku Młodzieży Wiejskiej RP i członek władz tej organizacji, przez rok prezes oddziału kieleckiego. Po zjednoczeniu ruchu ludowego działacz Stronnictwa Ludowego. W roku 1931 po zamknięciu przez władze sanacyjne placówki w Szycach, utworzył wraz z żoną Wiejski Uniwersytet Orkanowy (od nazwiska Władysława Orkana, pisarza chłopskiego) w Gaci Przeworskiej na Podkarpaciu, początkowo w wynajmowanych chłopskich chatach, a od 1937 r. mieszczący się w budynku zbudowanym ze składek i dzięki społecznej pracy kilku tysięcy osób. Placówka ta stała się jednym z najsłynniejszych i najbardziej prężnych eksperymentów pedagogicznych w historii Polski. Prowadziła kursy dla młodzieży wiejskiej, łączące naukę, zajęcia praktyczne, samokształcenie, wzajemną pomoc, wychowanie przez sztukę, wszystko to w bardzo demokratycznej i egalitarnej formie. Przez wychowanków zwany „Chrzestnym”. Sympatyzował z lewym skrzydłem ruchu ludowego, zwłaszcza z jego radykalną, młodzieżową grupą, jednak nacisk kładł na oddolne inicjatywy oraz przeobrażenia mentalne, w duchu idei Edwarda Abramowskiego. W trakcie chłopskich strajków w II połowie lat 30. dokumentował terror sanacyjnej policji wobec uczestników protestów. Był także bardzo zasłużony dla spółdzielczości, szczególnie wiejskiej. Założył w Gaci Przeworskiej spółdzielczą bibliotekę i spółdzielnię koszykarską. W rodzinnej wsi Ołpiny powołał spółdzielnię mleczarską. W Markowej k. Łańcuta z jego inicjatywy utworzono pierwszą w Polsce spółdzielnię zdrowia, a w Żołyni – Spółdzielnię Drzewną „Współdziałanie Chłopskie”. Był prezesem rzeszowskiej Rady Okręgowej oraz członkiem Rady Nadzorczej centrali spółdzielczości spożywców „Społem”. Po wybuchu II wojny światowej zorganizował grupę chłopskich ochotników, która wzięła udział w wojnie obronnej z bolszewickim najeźdźcą. Po powrocie z frontu działał w spółdzielczości, jednak w styczniu 1940 r. został aresztowany przez Gestapo. Zamordowany przez hitlerowców prawdopodobnie w kwietniu 1940 r., jego mogiła pozostaje do dziś nieznana. Kawaler Orderu Polonia Restituta.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.