Problemy ruchu [1930]

Pewną miarą, czym jest kooperacja dzisiejsza w swej rozwiniętej formie, są problemy, które stawia ruchowi dzisiejszemu teoretyczna myśl angielska.

„Proponuję, mówił na kongresie w Birmingham w roku 1905 sekretarz Unii Manchesterskiej Gray, połączenie się wszystkich indywidualnych członków stowarzyszeń w jedno »Stowarzyszenie Narodowe« albo w »państwo kooperatystyczne«. Stowarzyszenie Narodowe będzie posiadać 2 259 479 członków indywidualnych (obecnie liczba rodzin należących do stowarzyszeń angielskich jest wyższa), podzieli kraj na okręgi wyborcze i dokona wyboru delegatów do Rady Ogólnej. Rada Ogólna mogłaby się składać ze 150 delegatów i byłaby parlamentem »państwa kooperatystycznego«. Zbierałaby się 3 razy do roku. Dla zarządzania różnorodnymi sprawami należałoby podzielić ją na departamenty i komisje podług rodzaju spraw i działalności, jako to: 1. kupno i sprzedaż; 2. produkcja; 3. własność ziemska i nieruchomości; 4. banki i finanse; 5. prawo i działalność parlamentarna; 6. składy i szacunkowość; 7. ubezpieczenia i emerytury; 8. wydział budowy mieszkań; 9. kongresy, konferencje i propaganda; 10. dziennikarstwo i literatura; 11. wydział oświaty; 12. stosunki zagraniczne itd.”.

Gray oblicza, że od r. 1861 do końca 1905 r. stow. dokonały sprzedaży na £ 1,564.743.610, z której zyski wyniosły £ 153,118.706. Kapitał ulokowany w instytucjach stow. przedstawiał w r. 1905 wartość £ 30,247.194. Tak więc ulokowano w stowarzyszeniach o £ 122,871.512 mniej od tej ogólnej sumy oszczędności, którą kooperacja członkom wytworzyła. Jakąż by ogromną fundusze te mogły przynieść korzyść kooperacji, gdyby pozostały w jej rękach! Najtrudniejsze kwestie mogłyby być załatwione. Emerytury na starość dla robotników-weteranów, skrócenie dnia roboczego, podwyższenie zarobków, szerokie rozgałęzienie produkcji – wszystko to byłoby już dawno spełnione.

„Państwo” kooperacji powinno postawić sobie za zadanie podnieść kolektywizację kapitałów spółdzielczych. Zasadą tego państwa powinno być: nadwyżki, wyznaczone każdemu w stosunku do zakupów, w połowie tylko wypłacać członkom, drugą zaś połowę zatrzymywać do obrotu w państwie kooperacji na tych samych warunkach co udziały. W ten sposób połowa zysków rocznych, nagromadzonych z operacji spółdzielczych, powiększałaby stale kapitały społeczne, stwarzając możność skorzystania z nich dla założenia szeregu nowych instytucji – nowych ogniw rozwoju gospodarki spółdzielczej. Gdyby takie „państwo”-stowarzyszenie zostało utworzone i proponowana przez Graya zasada wypłat przyjęta – fundusze spółdzielcze powiększałyby się rokrocznie o £ 5,000.000. Jakkolwiek na kongresie w Birmingham projekt Graya nie został przyjęty, jest duże prawdopodobieństwo, że kooperacja angielska pójdzie w przyszłości tą drogą. Zmusi ją do tego potrzeba jak najdalej idącej koncentracji celem zdobycia przeciwwagi wobec koncentracji trustowej.

Nie mniej charakterystycznym jest projekt Bisseta, przedstawiony na kongresie w Paisley w roku 1905.

Rozpoczął Bisset swoją epokową przemowę rozpatrzeniem rozmaitych środków i sposobów przeprowadzenia reformy socjalnej. Największe, według niego, znaczenie posiada projekt wykupu ziemi z rąk wielkich posiadaczy i stworzenie całego szeregu ferm spółdzielczych. Konsekwentnie i w szerokim zakresie przeprowadzoną municypalizację pewnych przedsiębiorstw, noszących charakter monopolów, jak np. oświetlenie, komunikacja, wodociągi itp., uważa Bisset również za jedną z nader pożądanych reform społecznych. Zarządom miejskim jest kooperacja w tym względzie pomocna. Gdyby ona sama podjęła się prowadzenia pewnych przedsiębiorstw miejskich, mogłaby napotkać na szereg większych trudności niż municypalności. Zmniejszenie godzin dnia roboczego wpłynęłoby niezawodnie na zmniejszenie liczby pozbawionych pracy. Najpotężniejszym jednak środkiem przeprowadzenia reformy socjalnej jest kooperacja. Jeżeli są tacy, co wątpią, że kooperacja zdolna jest już dzisiaj rozwiązać „the industrial problem”, niech spojrzą na chwilę wstecz i porównają początki ruchu z jego stanem obecnym. Z 28 pionierów w Rochdale wyrosła cała armia, licząca przeszło 2 miliony kooperatystów. Z £ 28 ich pierwotnego kapitału udział. powstało £ 28 milionów, sprzedaż roczna osiągnęła olbrzymią kwotę £ 90,000.000 [1]. W dziedzinie pośrednictwa postęp tak ogromny, że dzisiaj nikt już nie wierzy w możliwość niepowodzeń kooperacji w przyszłości. Co się tyczy produkcji własnej, to rozwija się ona wolniej. Wymaga większego wyrobienia w kierownictwie i większych kapitałów. Jednak można twierdzić, że olbrzymia większość pracujących dla tego tylko dotąd znajduje się w jarzmie fabryk kapitalistycznych, że klasa robotnicza nie decyduje się jeszcze skorzystać ze swojej olbrzymiej zdolności zrzeszania się i ze swych ogromnych kapitałów, ulokowanych dziś w przedsiębiorstwach prywatnych.

Nie brak kapitałów przeszkadza robotnikom przejąć produkcję z rąk kapitalistów w swoje własne, ale brak chęci i decyzji, aby podjąć te kapitały z banków i ulokować je we własnych przedsiębiorstwach. Robotnicze towarzystwa pomocy wzajemnej i związki zawodowe Wielkiej Brytanii posiadają kapitały w ogólnej sumie £ 30 milionów. Oprócz tego klasa robotnicza posiada £ 55 milionów ulokowanych w bankach prywatnych i 187 milionów w pocztowych kasach oszczędności. Na ogół – oszczędności klasy robotniczej wynoszą około £ 400,000.000.

Wszyscy jesteśmy świadomi, jak ogromny jest wpływ banków na każdą dziedzinę przemysłowego życia. Na czymże opiera się ta potęga władzy finansowej? Na zakładowym kapitale £ 87,000.000, który przyciągnął £ 700,000.000 wkładek. Tylko l/8 z tej kwoty idzie na operacje bankowe. 7/8 znajduje się w akcjach rozmaitych przedsiębiorstw przemysłowych. Gdybyśmy posiadali cały system własnych banków, czego byśmy mogli dokonać z tymi £ 400,000.000, które należą do robotników? – Twierdzę, powiada Bisset przy końcu, że kooperacja mogłaby spełnić najtrudniejsze zadania, gdyby ożywiona była właściwą myślą kierowniczą. Bisset zarzuca kierownikom kooperacji współczesnej konserwatyzm, zbytnią ostrożność, przywiązywanie zbyt wielkiej wagi do rzeczy małych i brak widzenia perspektyw rozwoju. Podnosi potrzebę podziału pracy, konieczność powierzenia departamentu banków spółdzielczych ludziom odpowiednio wykwalifikowanym i omawia kwestię nawiązania stosunków handlowo-przemysł. z kooperacją zagraniczną.

Znamienne jest, że większość delegatów na kongresie w Paisley popierała stanowisko Bisseta. Tym samym kooperatyści angielscy stwierdzili, że nie uważają urzeczywistnienia planów Bisseta za niemożliwe.

Wobec planów tak szerokich, a przecież realnych, wobec tak wielkiej potęgi materialnej, skupionej dzięki kooperacji spożywców w rękach klasy robotniczej, czy nie najwłaściwszą rzeczą jest przy rozważaniu zagadnień dalekiej przyszłości, na pytanie, co może uczynić kooperacja dla rozwiązania kwestii socjalnej, odpowiedzieć po angielsku – tak jak nakazuje godło federacji manchesterskiej: „Labour and Wait” – Praca i Wytrwałość!

To, co wiemy o kooperacji dzisiejszej, każe nam cenić ją, jako potężny środek podźwignięcia kultury i dobrobytu mas ludowych, jako poważną już dzisiaj obronę przeciw wyzyskowi kapitalistycznemu. Na zasadzie tego, co jest, wiemy również, że kooperacja jest odrębnym ustrojem gospodarczym, opartym na zasadach wręcz przeciwnych zasadom kapitalizmu.

Z dużym prawdopodobieństwem możemy przewidywać, że odegra ona w przyszłości taką samą rolę wobec kapitalizmu, jaką odegrał niegdyś kapitalizm, rozsadzający formy gospodarstwa feudalnego. Jakimi drogami odbędzie się całkowite przeistoczenie się kapitalizmu w nowy ustrój gospodarczy i w jakim stopniu przyczyni się do tego ruch spółdzielczy, o tym mówić dziś co najmniej przedwcześnie.

Obok powyższych problemów, dotyczących dalszej przyszłości, szereg zagadnień natury praktycznej, nad którymi niezmordowanie pracują zastępy kooperatystów całego świata. Do takich należy np. kwestia, jak udostępnić kooperację dla najbiedniejszych. Anglicy przyszli do wniosku, że specjalne warunki lichego bytu materialnego i niskiej kultury, w jakiej żyją najuboższe warstwy robotnicze, wymagają od kooperacji zastosowania specjalnych metod organizacji i propagandy.

W 1900 r. na kongresie kobiet-kooperatystek w Woolwich Miss Leewelyn Davies przedstawiła referat, w którym na zasadzie poczynionych doświadczeń podała szereg warunków dopasowania kooperacji do potrzeb najbiedniejszej ludności. Główne z nich są następujące: 1. nabycie praw członka powinno być możliwie ułatwione przez zniesienie wpisowego i udogodnienie warunków wpłaty udziału; 2. ceny powinny być niskie; 3. powinny być usunięte wszelkie trudności przy ilościowo drobnej sprzedaży; 4. sklep powinien znajdować się na widoku i być wyglądem pociągający; 5. ceny powinny być oznaczone na towarach wyraźnymi cyframi; 6. konieczna jest propaganda pouczająca o zadaniach i metodach kooperacji.

W dwa lata potem Liga Kooperatystek w sprawozdaniu swym o próbach poczynionych w zakresie pozyskania dla kooperacji najuboższych stwierdza, że filie zakładane w dzielnicach zaludnionych ludnością najuboższą udają się, przynoszą dochody i stają się ośrodkami kultury, rozwijającymi wśród najbiedniejszych uczucia wzajemnej życzliwości i zaufania, podkopane przez demoralizujące oddziaływanie filantropii i wsparć. Sekretarz Gray jest rzecznikiem poglądu, że kooperacja angielska może dziś sobie pozwolić na zrealizowanie idei roczdelczyków odnośnie do założenia swoich kolonii, gdzie by członkowie pozostający bez pracy albo źle za pracę wynagradzani mogli znaleźć utrzymanie na roli bądź zarobek w spółdzielczych zakładach przemysłowych należących do kolonii. Projekt ten traktowany jest przez kooperatystów angielskich z wielką rezerwą.

Do zagadnień również doby bieżącej należy sprawa stosunku kooperacji do ruchu politycznego. „Partie polityczne, powiada p. Webb, wywoływały mnóstwo rozterek nawet w tych ruchach, które proklamowały swój bezpolityczny charakter. Kooperatyści lat dawniejszych wykazali mądrość, postanawiając, że przekonania polityczne nie mogą decydować o przyjęciu bądź nieprzyjęciu kogoś na członka kooperatywy. Ale byłoby mylnym przypuszczać, że kooperatyści nie interesują się sprawami politycznymi. Przeciwnie, oni pilnie rozważają możliwość wszelkiej szkody lub pożytku wynikających z akcji prawodawczej. W sprawach dotyczących dobrobytu całej ludności zawsze są gotowi do działania. Jednym z najważniejszych komitetów w łonie Unii Manchesterskiej jest Połączony Komitet Parlamentarny („the Joint Parliamentary Committee”). Takie sprawy jak: cła zbożowe, dowóz bydła, środki zapobiegające korupcji w handlu, emerytury na starość, wychowanie i oświata, kwestia rolna, kwestia mieszkaniowa, municypalizacja, prawo o biednych, ustawy, dotyczące zdrowia publicznego, kwestie podatkowe itp. stanowią przedmiot obrad komitetu parlamentarnego i znajdują odpowiednie rozwiązanie”.

Kooperatyzm nie jest ruchem, który by chciał dezorganizacyjnie oddziaływać na świadomość polityczną warstw ludowych. Wszelkie objawy niechęci kooperatystów w stosunku do partii politycznych reprezentujących warstwy ludowe wynikają z braku syntetycznego ujęcia wszystkich wzajem uzupełniających się form ruchu tych warstw, z niedomagań realnego widzenia rzeczywistości. Ponieważ i w Polsce posiadamy takich autorów, pozwalam sobie przytoczyć, oprócz tego, co powyżej, pełne równowagi a jasności cytaty z ostatniej pracy H. Müllera, omawiające stosunek kooperacji do polityki i do państwa spółczesnego.

„Wszyscy kooperatyści, powiada Müller, jednomyślnie przyznają, że stowarzyszenia w ich obecnej formie posiadają swe uwarunkowania w państwie współczesnym. Nie mogą one powstawać ani rozwijać się, jeżeli państwo nie przyzna im niezbędnych praw. Podstawowym warunkiem tworzenia stowarzyszeń jest uznanie przez państwo prawa obywateli do zrzeszania się, zagwarantowania tak zw. swobody asocjacji i koalicji. Tam, gdzie tej swobody brak bądź gdzie nie jest ona w dostatecznej mierze zabezpieczoną, tam nie może być mowy o rozwoju spółdzielczym. Tak więc kooperacja opiera się na prawach pochodzących od państwa, na pewnym ściśle określonym porządku prawnym. Ale prawny ustrój państwowy – to wytwór polityki, albowiem polityką nazywamy walkę o to, co stanowić powinno w danym państwie treść ustaw i prawa. Polityka więc wytworzyła ten podkład praw, na którym opiera się kooperacja dzisiejsza, a przez to samo określiła w znacznej mierze tempo rozwoju kooperatystycznego. Nikt nie ośmieli się chyba twierdzić, jakoby kooperatyści nie byli zainteresowani w tym, w jaki sposób uformowany jest układ stosunków prawnych, na którym opiera się cała ich działalność, i jakim zmianom układ ten w pewnych wypadkach ulec powinien. Jasny stąd wniosek, że kooperatyści również posiadają wymogi polityczne. Czy może nie powinni się oni tymi sprawami zajmować? Myślę wręcz przeciwnie. Przemawiają za tym wszelkie motywy. Przypuśćmy – a leży to w granicach możliwości – nabrały w państwie silniejszego wpływu dążenia, których celem spowodować ustawę wzbraniającą zakładanie nowych stowarzyszeń i nakazującą rozwiązanie stowarzyszeń już istniejących obecnie. Czyż jakakolwiek zasada, czy jakiekolwiek wywody racjonalne mogłyby nas zobowiązać, byśmy złożyli ręce i wyczekiwali, aż nasi wrogowie staną się tak silni, że będą mogli unicestwiać nas, zniszczyć jednym uderzeniem owoce pracy, prowadzonej w ciągu długich dziesięcioleci przez miliony naszych towarzyszy? Przeciwnie, sądzę, że naszym obowiązkiem byłoby z całą energią walczyć z tego rodzaju prądami i przedsięwziąć wszystkie środki, aby uniemożliwić szkodliwą dla nas zmianę systemu praw. Ale podczas, kiedy byśmy tak właśnie działali, występowalibyśmy jako politycy. Racjonalnie rzecz biorąc, nie może być nawet mowy o jakimś zasadniczym samozobowiązaniu, uchylania się od wszelkiej akcji politycznej. Abstynencji politycznej, jako jednej z podstawowych zasad, kooperacji, proklamować nie możemy, gdyż w pewnych okolicznościach byłoby to wprost samobójstwem dla stowarzyszeń. Jeżeli więc z punktu zasadniczego musimy bronić naszego prawa do zajmowania w pewnych sprawach politycznych, przy pewnych okolicznościach, określonego stanowiska, to powstaje pytanie, w jakim zakresie i w jaki sposób mamy pilnować w polityce interesów naszego ruchu. Bez wątpienia powołani jesteśmy do tego, byśmy użyli wszelkich dostępnych nam, jako obywatelom danego państwa, środków i wpływów w tym wypadku, jeżeli prawodawstwo próbuje zahamować swobodny rozwój naszego ruchu. Utrudnić zaś jego rozwój mogą nie tylko wadliwe ustawy o stowarzyszeniach, ale i niesprawiedliwe, a sprzeciwiające się istocie stowarzyszeń spożywców opodatkowanie, podobnie jak ogólna ekonomiczna i finansowa polityka państwowa, jak prawodawstwo dotyczące handlu, ceł, rozmaitych należytości, podatków pośrednich i bezpośrednich itp. Owoce naszej pracy spółdzielczej mogą być za pomocą taryf celnych, podatków pośrednich, ustaw o środkach spożywczych znacznie zmniejszone, a nawet w pewnych warunkach zredukowane do wyników iluzorycznych. To, co z jednej strony oszczędza ludność w swoich stowarzyszeniach spożywców, może być jej odjęte z drugiej strony przez wprowadzenie w życie pewnych specjalnych ekonomicznych i finansowo-politycznych zarządzeń. Warunki rozwojowe naszego ruchu mogą ulec zwężeniu i w tym również wypadku, jeżeli państwo usiłuje sztucznie, kosztem całego ogółu obywateli, utrzymać pewne przeżyte a niezdolne już do istnienia o własnych siłach formy produkcji i handlu. Opierać się takim ustawom jest, sądzę, nie tylko prawem, ale i obowiązkiem związków stowarzyszeń, przypuszczając naturalnie, że posiadają one po temu możność, że nie są pod tym względem krępowane w danym państwie przepisami ustawodawstwa.

Zasada abstynencji politycznej nie może być przez kooperatystów przyjęta. Z tego nie wynika jeszcze wcale, że spółdzielczy ruch spożywców musi zaraz przyjąć koniecznie cechy ruchu partyjno-politycznego i stworzyć dla siebie swój własny program polityczny. W istocie rzeczy ruch nasz po to, by mógł rozwijać się pomyślnie, wymaga tylko tego, aby go zostawiono w spokoju i aby nie naruszano praw konsumenta-obywatela.

Kooperacja spożywców niczego innego nie żąda od państwa, jak tylko utrzymania liberalnych zasad równości wobec prawa, wolności w zakresie działalności gospodarczej i przyznania stowarzyszonym takiej samej swobody działania, jaka przysługuje innym obywatelom. Nie żądamy dla siebie ani przywilejów, ani subwencji. Owszem, odczuwamy wyraźnie nasz obowiązek dopomagać w dźwiganiu ciężarów państwowych zgodnie z ogólnymi zasadami opodatkowania. Słowem – politycznie zainteresowani jesteśmy tylko w tym, aby podtrzymać i zabezpieczyć właściwe stosowanie przez czynniki władz tych jedynie zasad, które stanowią podstawę konstytucji państw współczesnych. Nie posiadamy dotąd żadnego powodu do tworzenia swojej odrębnej politycznej partii. Wtedy tylko mamy obowiązek zstąpić na arenę polityczną, jeżeli wstrząśnięte są prawne podstawy konstytucji, jeżeli zagraża jej rewizja wstecz”.

Kooperacja spożywców opiera się na własnych siłach i nie szuka pomocy w łaskawości władz państwowych. Ale kooperatyzm posiada swoje interesy gospodarczo-polityczne. Dla obrony tych interesów musi od czasu do czasu wkraczać na drogi polityki. Prawodawstwo i cały aparat władzy wykonawczej znajdują się w państwie współczesnym pod wpływem klas, które niechętnym okiem patrzą na rozwój spółdzielczych instytucji ludowych. Tam, gdzie polityka ekonomiczna państwa polega na faworyzowaniu wielkich banków, kartelów, towarzystw kapitalistycznych i na szykanowaniu z innej znów strony wszelkiego rodzaju kooperatyw środkami fiskalizmu biurokratycznego; gdzie powolność względem żądań agrariuszy rozciąga się aż do granic zagładzania miast drożyzną – tam spożywcze interesy warstw ludowych są stale zagrożone.

W jakich więc partiach mają szukać stowarzyszenia spożywców swojej obrony? Jasne, że nie w partiach klasowo-ekonomicznie i politycznie obcych, a nawet wrogich, ale w partiach robotniczych i ludowo-demokratycznych, albowiem stowarzyszenia spożywców to organizacje w większości swej robotnicze albo włościańskie. Dlatego też z tymi przede wszystkim partiami powinny łączyć kooperację zaufanie wzajemne i przyjaźń. Szkodę przynoszą ruchowi spółdzielczemu i politycznej orientacji mas przeróżne bałamuctwa w zastosowaniu do realnego, odbywającego się w ramach określonej państwowości ruchu spółdzielczego, opartego na najpostępowszych zdobyczach wiedzy spółczesnej i na szczerych zasadach nieskażonego demokratyzmu.

Powyższy tekst to cały siódmy rozdział książki pt. „Sklepy społeczne (rzecz o kooperacji spożywców)”, Związek Spółdzielni Spożywców RP, Warszawa 1930, wydanie II pośmiertne. Pominięto przypisy o charakterze stricte bibliograficznym. Ze zbiorów Remigiusza Okraski.

[1]: Cyfry te są dziś znacznie wyższe.