O związkach zawodowych rolników [1910]

List p. Jaworskiego z Piątku o tym, jak kółko rolnicze tamtejsze postanowiło nie poddać się cukrowni, jak ów mąż energicznej żonie, powinniśmy dokładnie rozważyć sobie i pomyśleć, czym właściwie jest rolnik i w jakim celu winien się on jednoczyć.

Rolnik jest wytwórcą płodów rolnych. Dawniej wytwarzał je tylko dla siebie i swej rodziny, żeby ją przeżywił, żeby miał wełnę, skórę, len itd. Dziś rolnik wytwarza przeważnie na zbyt. Dla siebie zostawia część, a dba jak najpilniej, żeby miał jak najwięcej do zbycia, na sprzedaż, dla osiągnięcia pieniędzy. Prowadzimy gospodarkę na pieniądz. Im kto więcej potrafi wygospodarować pieniędzy, tym bardziej gospodaruje przemysłowo. Gospodarka przemysłowa jest dziś o wiele korzystniejszą.

Jednakże przy gospodarce rolnika na pieniądz, zjawia się pewnego rodzaju nieprzyjaciel rolnika w tych wszystkich, którym rolnik płody swe spienięża lub od których potrzebne w gospodarstwie przedmioty kupuje (na przykład nawozy sztuczne).

Owi dostawcy i odbiorcy rolnika bardzo wcześnie potrafili się zjednoczyć, zmówić, ułożyć między sobą i działać na niekorzyść rolnika. Kupcy – odbiorcy zboża, wiemy o tym, jak się potrafią zmówić, by jak najtaniej kupować ziarno, inwentarz żywy itd. Fabrykanci nawozów sztucznych też się pięknie ze sobą ułożyli, ceny nawozów ustanowili, jak chcieli i rolnik płaci. Co ma robić?

A cukrownie? P. Jaworski mówi: że one powinny żyć z rolnikiem, jak przykładne małżeństwo. Zażartował sobie. Jeżeli nie są zmuszane, to i ceny na buraki nie podniosą, przy przyjmowaniu krwawo wypracowanego buraka tak pięknie przez swych specjalistów w tym względzie operują przy wadze, że… ile na tym gospodarz traci, Bóg tylko wie. I należnych pieniędzy nie wydają w czasie właściwym, i z wytłokami kręcą, i za szlam każą sobie płacić – słowem, robią wszystko, żeby one miały jak najwięcej, a druga połowa onego „małżeństwa” – rolnik, cóż je obchodzi?

Niektórzy członkowie Kółka piątkowskiego powiedzieli sobie: nie dość nam mówić o hodowli świń, albo bydła, albo zbóż; trzeba pomyśleć i o tym, żeby się targować o lepsze warunki sprzedaży płodów. I oto postanowili podyktować swojej cukrowni te warunki, które p. Jaworski w swoim liście przytoczył.

Zarząd cukrowni pewnie się za głowę wziął; wystawiał się zawsze za dobrodzieja rolników, a oto ktoś mu powiada: waszego szlamu za pieniądze nie chcemy, bo on dla nas mało, albo i nic nie wart. Jak dacie darmo, to pomyślimy, czy brać; może zapłacicie jeszcze, żebyśmy go zabierali, jeżeli wam będzie zawalał miejsce? My się rachujemy, a rachunek pokazuje nam, że korzystniej bywa brać nawozy sztuczne (pełne!), aniżeli wasz szlam.

Czego nas powyższy list kolegi Jaworskiego uczy? Najpierw tego, że na zebraniach Kółek trzeba mówić o wszystkich bolączkach rolnika i szukać sposobów na usunięcie ich, a po wtóre: zjednoczeni w Kółko rolnicy powinni stanowić ten „związek zawodowy rolników”, który się może przeciwstawić innym, także w związek połączonym przedsiębiorcom. Wszak właściciele i zarządy cukrowni mają taki swój związek!

Kiedy rolnicy francuscy przed laty 15-tu spostrzegli, że fabrykanci nawozów sztucznych wyzyskują ich, to zaczęli tworzyć swoje związki rolników, tak zwane syndykaty rolne. Przeciw sile niech będzie siła, przeciw jedności – jedność! I niedługo czekali na skutek tego. Fabrykanci nawozów i inni dostawcy rolnika, poznawszy siłę rolnika, od razu ustąpili, ceny na swe towar zniżyli i jeszcze dali dogodne warunki wypłaty albo na raty, albo na długi termin, na przykład za nawozy brali pieniądze po sprzęcie płodu [zebraniu płodów rolnych].

Dla rolnika wielka to rzecz!

Jednoczenie się rolnika, tworzenie przezeń związków swego zawodu, jako siły przeciw sile zjednoczenia się tamtej strony, jest dziś rzeczą konieczną. W naszych kółkach rolniczych o takich właśnie rzeczach powinno się mówić i uchwalać postanowienia lub żądania, jak to uczyniło Kółko w Piątku. Bo i co znaczy, że gospodarz dowie się od Kółka, jak sadzić buraki, a cukrownia całą nadwyżkę plonu „skręci” na wadze, albo powetuje sobie jakieś uczynione rolnikowi ustępstwo na szlamie, albo na zatrzymaniu w swej kasie pieniędzy jego itd.

Rolnik dzisiejszy powinien być „kuty na wszystkie nogi”. Musi dbać o podwyżkę plonów przez umiejętniejszą pracę i musi baczyć, żeby sprzedać jak najlepiej, żeby na każdej rzeczy osiągnąć korzyć.

P. Jaworski poruszył bardzo ważną sprawę; jego najbliżsi koledzy-rolnicy skorzystają na tym, a myślą swoją, rzuconą między ogół, przypomina, że rolnik powinien się łączyć nie tylko dla gadania i nie tylko dla gadania o hodowli, o orce, ale żeby się łączył w związki swego zawodu, celem chronienia tego zawodu od wszystkiego, co nie jest mu przyjacielem, ale wyzyskiwaczem.

Zagranicą rolnicy zakładają w tej myśli spichrze spółkowe, stowarzyszenia sprzedaży masła, jaj, bydła rzeźnego, świń itd.

Tylko my stoimy wciąż na tym szczeblu, żeby było „jak było za ojców”. Korzystają z tego, ale nie rolnicy. Rolnikowi zostaje na pociechę to przeświadczenie, że on żywi wszystkich. Ale z tą pociechą nieraz palce liże…

R. Z.


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się – pod tytułem „O związkach zawodowych” – w tygodniku „Zaranie” nr 11, 17 marca 1910 r., od tamtej pory nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. „Zaranie” ukazywało się w latach 1908-1915 i było pismem o profilu ludowo-lewicowo-postępowo-patriotycznym, skierowanym do chłopów i inteligencji wiejskiej; była to najbardziej prężna tego typu inicjatywa w Królestwie Polskim, bardzo zasłużona w dziele emancypacji ludu wiejskiego; wokół pisma powstało środowisko zwane ruchem zaraniarskim.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.