O szkołę uspołecznioną i produkcyjną [1938]

jpg17

Pomiędzy ideą uspołecznionej szkoły a społeczeństwem kapitalistycznym istnieje głęboki konflikt. Rzecz przecie jasna, że uspołecznianie szkoły i jej młodzieży w ramach systemu ekonomicznego, w podstawach swoich antyspołecznego, równa się próbom zakładania stawów rybnych na sypkich piaskach Sahary. Gdzie nie ma społecznej własności na środki produkcji, gdzie nie ma społecznego i planowo zorganizowanego aparatu wytwórczości i rozdziału dochodu społecznego, tam oczywiście nie może być szkoły uspołecznionej.

Rynek kapitalistyczny, system oparty bądź na wolnej konkurencji, bądź na prywatnych monopolach, zna jedno tylko prawo, prawo najskuteczniejszego przywłaszczania cudzej najemnej pracy, prawo rozdrapywania bogactwa narodowego według zasady: maksimum zysku, minimum strat.

Takie prawo jest prawem dżungli, a królem tej dżungli jest zawsze ten, kto jest panem udzielnym banków, fabryk, ziemi czy kamienic. Tam zaś, gdzie się handluje pracą ludzką, tam się handluje też wszystkimi wytworami ducha ludzkiego, handluje się człowiekiem we wszystkich przejawach jego życia zbiorowego. A moralność, a kultura życia zbiorowego, kultura, której akuszerką jest spółka akcyjna, ojcem zaś chrzestnym makler giełdowy, taka kultura jest równie drapieżna i egoistyczna, jak życie i moralność tych wielkich królów nafty, stali, bawełny, ołowiu i śmierci. W takich warunkach wszystkie więzi społeczne, jakie łączą ludzi w szersze kręgi aniżeli rodzina i grono najbliższych przyjaciół, upodabniają się do więzi, jakie łączą wilki w jedno stado.

Są oczywiście i w dzisiejszym społeczeństwie liczne środowiska, są nawet całe klasy społeczne, których podstawy w życiu gromadzkim są inne. Ale to dotyczy tylko tych odłamów społeczeństwa, których samowiedza zbiorowa wychodzi poza ramy istniejącego ustroju społecznego.

Natomiast poszczególny pracownik umysłowy, chłop, a nawet robotnik, jeśli tylko w świadomości swej pochwala istniejący ustrój społeczny i w jego granicach szuka dla siebie awansu i wyróżnienia społecznego, staje się zawsze niczym innym, jak skarykaturowaną, niemowlęcą odmianą wilczego rodzaju.

Kapitalizm doprowadzając do olbrzymiego uspołecznienia procesów wytwórczych, organizując miliony ludzi w wielkich zespołach fabrycznych i wiążąc całe kombinacje przedsiębiorstw i zakładów w potężne organizmy koncernów czy karteli, jednocześnie gruntownie odspołecznił człowieka w tych warstwach ludności, które w obecnym ustroju mają być dla młodego pokolenia wzorem kulturalnym i moralnym.

Oczywiście, w miarę jak gospodarka kapitalistyczna, a w ślad za nią i wszystkie inne dziedziny życia publicznego, przyjmowały coraz bardziej charakter aspołeczny lub nawet antyspołeczny, od szkoły poczęto wymagać coraz natarczywiej, by przeciwdziałała destrukcyjnym wpływom otoczenia kapitalistycznego, by zajęła się wychowaniem społecznym młodzieży. Szkoła w zasadzie przyjęła na siebie tę funkcję, ale próbując uspołeczniać młodzież, musiała przede wszystkim bronić ją przed negatywnym wpływem odspołecznionych dziedzin życia, musiała izolować się od otaczającej ją rzeczywistości, a zwłaszcza rzeczywistości gospodarczej, ale izolując się uniemożliwiała sobie spełnienie tego właśnie celu, który był powodem owej izolacji. Bez żywego kontaktu z otoczeniem społecznym szkoła w ogóle nie może wychowywać, otwierając zaś swe drzwi i okna na wpływ nieuspołecznionego otoczenia, szkoła może wychowywać egoistów, ale nie może wychowywać społecznie. I to jest właśnie błędne koło, w którym obracają się wszelkie próby uspołecznienia szkoły w ramach ustroju kapitalistycznego.

Dla tych, co nie są socjalistami

Czyżbyśmy więc doszli do wniosku, że prawdziwe uspołecznienie szkoły należałoby odłożyć do czasów realizacji nowego ustroju społecznego?

Jeśli chodzi o pionierskie próby, o eksperymentowanie, o zalążki przyszłej masowej roboty, to na pewno nie. Bo na odspołecznionych i odczłowieczonych obszarach społeczeństwa kapitalistycznego można jednak odnaleźć wyspy człowieczeństwa i braterstwa, wyspy uspołecznionego życia. W oparciu o te wyspy jest możliwa praca nad uspołecznieniem szkoły i młodzieży. A wyspy takie są w pierwszym rzędzie tam, gdzie żyją i mocują się o przyszłość własnej ojczyzny i świata uświadomione i zorganizowane odłamy klasy robotniczej.

Uspołecznianie szkoły i jej młodzieży poprzez jej bezpośredni udział w walkach klasy robotniczej jest oczywiście niemożliwe i niewskazane. Nie chodzi o bezpośredni udział w walce. Chodzi jedynie o to, by młodzież mogła w pewnych ważniejszych momentach przeżyć razem z całą społecznie uświadomioną klasą robotniczą jej problemy dnia dzisiejszego, jej dążenia do nowego ładu społecznego, jej oceny i rozumienie obecnego ustroju, jej bohaterskie tradycje historyczne i jej metody pracy zbiorowej i demokratycznej dyscypliny.

I niechże rodzice, zwłaszcza ci, co nie są socjalistami, zrozumieją, że nie chodzi tu o politykę. Chodzi bowiem wyłącznie o realizowanie tego elementarnego postulatu pedagogiki, który sformułował dobrze Bohdan Suchodolski, wręcz nie socjalista, który napisał, że o wychowaniu w miłości dla człowieka „może być mowa tylko tam, gdzie stawia się nieustępliwe żądania przebudowy społeczno-gospodarczej”. Podobnie pisał St. Witkiewicz, wielki artysta i wychowawca narodu, który twierdził, że w wychowaniu trzeba zawsze stawiać na najradykalniejszym stanowisku absolutnej sprawiedliwości społecznej, która jest wcieleniem „jedynej wartej czci siły łączącej ludzkość – miłości”.

Nie polityka więc, lecz pedagogika każe, by dzieci i młodzież naszego osiedla miały jak najżywszy kontakt i udział w tych wszystkich poczynaniach, akcjach, obchodach i rocznicach, w tych wszystkich objawach życia publicznego, których klimat moralny jest klimatem Święta Pierwszomajowego, tej wielkiej dorocznej manifestacji „nieustępliwych żądań przebudowy społeczno-gospodarczej”. W tym klimacie dokonuje się właśnie braterstwo wszystkich krzywdzonych i poniewieranych, bez względu na rasę, narodowość i wyznanie, kształtuje się poczucie solidarnej odpowiedzialności za losy całej ludzkości i cywilizacji. W tym klimacie ucisk i krzywda narodu, klasy społecznej czy nawet jednostki, choćby to miało miejsce gdzieś na innym kontynencie i na innej półkuli, wywołują równie żywy oddźwięk emocjonalny, jak krzyki człowieka bitego w sąsiednim pokoju. W tym też klimacie wyrosła miłość ojczyzny, która praktyczny egzamin składa nie w przetargach z zaborcami, nie w krasomówstwie parlamentarnym i zezwolonej przez zaborcę publicystyce czy agitacji, lecz w ciągłym igraniu z szubienicą, katorgą czy więzieniem, w nielegalnych drukarniach „Robotnika”, we Frakcji Rewolucyjnej i Pogotowiu Bojowym PPS, w owym świecie „ludzi podziemnych” Andrzeja Struga.

Nie nawoływać, lecz dawać przykład!

Uspołecznienie naszej młodzieży zależy od uspołecznienia naszego osiedla i nas samych.

Żywy kontakt z ruchem robotniczym i pracowniczym nie wystarcza oczywiście dla systematycznego, drobiazgów dnia powszedniego dotyczącego uspołecznienia młodzieży. Potrzebne tu jest, by dziecko rosło i dojrzało w takim środowisku, gdzie kultura gromadzka, gdzie dobro publiczne jest rzeczą żywą i ważną w codziennym współżyciu.

Wychowywać społecznie, to nie znaczy zachwalać takie czy inne cnoty, pouczać o obowiązkach, informować, nawoływać, wzruszać, apelować do rozsądku. Wychowywać, to znaczy wytwarzać sytuacje wychowawcze, troszczyć się o obiektywne warunki prawdziwie uspołecznionego współżycia, które by poprzez codzienne sytuacje, wytwarzające się w toku społecznie zorganizowanej pracy i wysiłków dawało ujście twórczym, zagęszczającym braterstwo ludzkie instynktom.

Poważnego stosunku do dobra publicznego, uczciwości, rzetelności i obowiązkowości w pracy społecznej nie kierowanej chęcią zysku, usposobienia zdolnego do poświęceń na rzecz gromady i jej interesu, tego wszystkiego mogą nauczyć się dzieci nie z podręczników, czytanek lub pogadanek, ale z konkretnych sytuacji naszego życia w osiedlu i jego organizacjach.
Przyspieszyć więc uspołecznianie naszych szkół i ich młodzieży, to znaczy coraz skuteczniej eksmitować z naszego osiedla kulturę i obyczajowość prywatnego groszoroba, to znaczy rugować z osiedla prywatne, kapitalistyczne, na handlu i najemnictwie oparte, formy zaspokajania potrzeb ekonomicznych i kulturalno-oświatowych, to znaczy wszystkie formy naszego życia w osiedlu nasycić spółdzielczą robotą i spółdzielczą postawą, wszystkich zacofanych, boczących się mieszkańców Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej wciągnąć do aktywnej pracy w spółdzielczości, samopomocy, samokształceniu, zbiorowym i samowychowywaniu. Im poważniejsza i zwartsza będzie ta nasza spółdzielcza „linia Maginota”, opancerzająca nasze osiedle przed inwazją kultury burżuazyjnej i drobnomieszczańskiej, tym więcej dokonamy w dziedzinie uspołecznienia naszych dzieci i naszych szkół.

Udział w pracy wytwórczej – to trzeci czynnik wychowania społecznego

Żywy kontakt z klasą robotniczą i spółdzielcze uspołecznione otoczenie codzienne szkoły i jej dzieci, to jeszcze nie wszystko.

Trzeci podstawowy czynnik wszelkiego skutecznego wychowania, a zwłaszcza wychowania społecznego – to praca wytwórcza.

I znów musimy stwierdzić, że w obecnym systemie ekonomicznym istnieje zasadnicza sprzeczność pomiędzy szkołą i wychowaniem z jednej strony, a pracą wytwórczą, organizowaną przez prywatne przedsiębiorstwa z drugiej strony. Tak samo – jak istnieje konflikt między pracą fizyczną i umysłową. Kto pracuje umysłowo lub uczy się w szkole, ten nie pracuje fizycznie, nie bierze udziału w procesach wytwarzających materialną bazę dla istnienia społeczeństwa. Kto zaś pracuje fizycznie, ten nie może należycie kształcić się ani pracować umysłowo.

Kapitalistyczny aparat produkcji, którego celem jest zysk prywatny, a nie dobro społeczeństwa, nie może wychowywać młodzieży.

Skutek jest taki, że idea szkoły pracy, idea szkoły kształcącej i wychowującej młodzież poprzez jej udział w społecznie zorganizowanej produkcji zwyciężyła bezapelacyjnie w teorii, ale w praktyce szkoła jest ciągle izolowana od pracy wytwórczej społeczeństwa, jest ciągle instytucją bezprodukcyjną, a tym samym i aspołeczną. Bo o uspołecznieniu może być mowa tylko wówczas, jeżeli wychowanie i nauczanie przeplata się, wiąże i zlewa z pracą wytwórczą uczącego się.

Zbiorowa praca wytwórcza pielęgnuje instynkty twórcze, gasi instynkty chciwości, nabywania i posiadania, uczy człowieka opanowywać własny chaos wewnętrzny, zdobywać wytrwałość i karność społeczną, uczy współdziałać ludzi ze sobą, wzajemnej współzależności i wzajemnego szacunku.

Wszelkie stany świadomości, wszelkie procesy rozumowania i myślenia są rezultatem działania i dążenia do ujawnienia się w działaniu. Rozwój myśli ludzkiej jest funkcją walk, jakie toczy ludzkość, narody i poszczególne klasy społeczne o lepsze i bogatsze życie, jest więc funkcją społecznego działania. A najistotniejszą formą tego działania jest praca wytwórcza, jest produkcja dóbr materialnych zaspokajających ludzkie potrzeby.

Szkoła izolująca młodzież od pracy wytwórczej właściwie nie może nauczyć ani porządnie myśleć, ani działać społecznie, ani organizować.

Związać więc nauczanie i wychowanie z jak najszerzej stosowaną pracą wytwórczą, to elementarny nakaz pedagogiki. W granicach naszego osiedla przy uporze, zawziętości i uświadomieniu wagi zagadnienia, można również w tej dziedzinie coś niecoś zrobić. Już mamy jedne z lepiej wyposażonych warsztatów szkolnych w Warszawie.

Mamy poza tym ogród szkolny. Mamy warsztaty i zakłady prowadzone przez WSM lub przy WSM. Jest spółdzielczy aparat zaspokajania potrzeb zbiorowych na zasadzie wzajemnej pomocy. Są więc warunki dla stosowania pracy wytwórczej jako czynnika wychowawczego i warunki te są w granicach możliwości wykorzystywane.


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się, pod pseudonimem Henryk Kora, w piśmie „Życie WSM”, wrzesień 1938. Przedruk za: „Polska lewica społeczna wobec oświaty w latach 1919-1939. Wybór materiałów”, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1960.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.