O nową treść i formę [1941]

farmers-t7633

W związku z wydanymi dotychczas rozważaniami na temat treści i formy przyszłej Polski spotkaliśmy się z uwagami, że dziś to jeszcze za wcześnie, że na razie cel: Polska Niepodległa – wystarcza całkowicie, i dyskusja nad tym, jak ona ma wyglądać, rozprasza energię i zwartość polskiego społeczeństwa. Czy takie stanowisko jest słuszne? Wydaje się nam, że nie.

Jesteśmy zdania, że właśnie teraz jest czas na przemyślenie popełnionych błędów i znalezienie dróg dla uniknięcia ich w przyszłości. Właśnie teraz jest czas na gruntowne przepracowanie tych zagadnień i na wewnętrzne przygotowanie się do nowego okresu państwowej niezawisłości. Jesteśmy przekonani, że ukazanie zarysu jej form i wewnętrznej treści w wyraźniej określonych kształtach nie tylko energii walczących o nią nie osłabi, ale wręcz przeciwnie – spotęguje. Głębokie przekonanie, iż przyszłe państwo polskie podstawową warstwę narodu – chłopów – przestanie traktować po macoszemu, że zapewni im należyte warunki życia i rozwoju – pozwoli masom chłopskim utrzymać dotychczasową twardą postawę. Zacięta nienawiść przeciwko nowemu, na starej metodzie gwałtu opartemu terrorowi – połączona z perspektywą dobrej, sprawiedliwej Polski, nie da im upaść na kolana przed okupantem i pozwoli na przetrzymanie prześladowań i ponoszenie ofiar takich, jakich wymaga każdy dzień powszedni systematycznej i wytrwałej walki. Mając to na uwadze prowadzić będziemy dalej nasze rozważania.

NIEZBĘDNE UZUPEŁNIENIE

W ostatniej III części, po omówieniu poszczególnych kierunków rozwojowych przedwojennej Polski, doszliśmy do wniosku, iż jedyną formą rozwojową przyszłej Rzeczypospolitej może być tylko demokracja. Demokracja wyleczona ze swych wad, demokracja usprawniona, zdolna do wciągnięcia do pracy nad organizowaniem nowego życia wszystkich żywych sił społecznych.

Aby tego rodzaju demokracja mogła całkowicie spełnić swoje zadanie, niezbędne jest uzupełnienie o odpowiednią przebudowę gospodarczą, która stworzy należyte warunki jej rozwoju.

Proces kształtowania życia gospodarczego musi obecnie pójść w innym nieco kierunku, aniżeli po pierwszej wielkiej wojnie światowej. W latach 1919 i 1920 warstwy pracujące, chłopi i robotnicy, nie zastosowały żadnych poważniejszych cięć przeciwko tym, co nimi wieki całe pomiatali. W radości z odzyskania niepodległości wspaniałomyślnie przebaczono i uszanowano całkowicie interesy elementów, które później okazały się wrogami demokracji. Historia dwudziestolecia powstałej po wojnie światowej Polski dobitnie wykazała, iż był to błąd. Błędu tego po drugiej powszechnej wojnie powtórzyć nam nie wolno.

Wyrównanie praw i możliwości życiowych człowieka pracującego – w płaszczyźnie politycznej – uzupełnione być musi wyrównaniem stanu życiowego na płaszczyźnie gospodarczej. Przepaście różnic majątkowych i władania na polu gospodarczym muszą zostać o ile możności zwężone, względnie zasypane.

To nic, iż w nielicznych bezpośrednio zagrożonych ośrodkach podniosą się okrzyki protestu przeciwko rzekomo wyrządzonej im „krzywdzie”. W dążeniu do celu, jakim jest pełna demokracja, nie można zatrzymywać się w połowie drogi, trzeba być konsekwentnym. Wspaniałomyślność nie zawsze jest dobrą bronią. Często mści się. Czasem konieczne są zdecydowane posunięcia, którym nie zawsze wszyscy przyklasną, ale które dalszy bieg historii w pełni usprawiedliwi.

Z przeprowadzeniem gruntownych reform ustroju gospodarczego nie można czekać, aż dalsze lata powojenne mieć będą sprzyjające po temu warunki. Dotychczasowy bowiem system gospodarczy został przez wojnę mocno nadwerężony. Zaborcy przyswoiwszy sobie najbardziej okrutne metody gwałtu i rozboju, jakie na przestrzeni dziejów wymyślili tyrani, poniszczyli i poprzewracali wszystko, co się tylko dało. Konfiskaty, przesiedlenia, całkowite podporządkowanie sobie wszystkich dziedzin życia gospodarczego mocno zmieniły dotychczasową strukturę ustroju gospodarczego. Nie poprawiły jej, ale przeciwnie – wielokrotnie pogorszyły.

Po przepędzeniu okupantów, zamiast zajmować się łataniem dziur i wyrw porobionych nie tylko w domu i ścianach, ale i fundamentach, celowiej będzie zacząć przebudowę ustroju w myśl nowego planu. Będzie to tym łatwiejsze, iż podobne procesy rozwojowe odbywać się będą w większej ilości krajów. W miarę przedłużającej się wojny coraz wyraźniej rysuje się charakter tych przemian, w bloku państw koalicji, przy bliższym określaniu porządku, jaki trzeba będzie wprowadzić po zlikwidowaniu hitlerowsko-faszystowskiego rozboju, coraz większy głos zdobywają ludzie pracy. Sprawy społeczno-gospodarcze są coraz mocniej akcentowane.

 CEL I KIERUNEK PRZEBUDOWY USTROJU GOSPODARCZEGO

Wymieniony wyżej prąd nurtuje również w szerokich masach polskiego społeczeństwa. Coraz bardziej zaczyna upowszechniać się przekonanie, iż po wojnie nie może być dalej uświęcana tego rodzaju forma gospodarki, w której olbrzymia część dochodu społecznego skupiać się będzie w rękach nielicznych grup, pozostawiając warstwom pracującym tylko ochłapy. Podział tego dochodu musi być równomierny, sprawiedliwy.

Nie jest i nie będzie w stanie dokonać tego zbiurokratyzowana, niszczycielska, podporządkowana interesom uprzywilejowanej kliki gospodarka totalistyczna; nie jest i nie będzie w stanie spełniać tego czyniąca z człowieka zwykłe bydlę robocze gospodarka bolszewicka. Bliższe zetknięcie się z tymi formami ustrojowymi wszystkim, nawet ich entuzjastom, dostatecznie je obrzydziło.

Nowy system gospodarczy budowany być musi na nowych podstawach, wypracowanych i wykonanych przez szerokie masy społeczne nie tylko z imienia, ale i w rzeczywistości.

Podstawowym tytułem do uczestniczenia w dochodzie społecznym będzie praca. Kryjący się pod różnymi formami wyzysk człowieka przez człowieka musi zostać zlikwidowany.

Zastanawiając się nad realizacją takiego systemu gospodarczego, nasuwa się jedno nadzwyczaj ważne zastrzeżenie. Przebudowa i budowa nowych form i instytucji gospodarczych dokonać się musi w sposób, który nie tylko nie obniży wydajności produkcji, ale ją usprawni i zwiększy. Jest bowiem rzeczą zrozumiałą, że tylko w tym wypadku osiągnąć będzie można powszechne podniesienie stopy życiowej ludzi pracy zarówno na wsi, jak i w mieście. Solidarność i ścisła współzależność interesów tych dwóch warstw, obejmujących olbrzymie większości ludności w państwie, musi stać się punktem wyjścia przy przebudowie. Polityka gospodarcza państwa musi mieć to stale na uwadze i zmierzać musi do równowagi przy podziale dochodu między poszczególne zawodowe grupy świata pracy.

Podstawą i ośrodkiem budowy nowego ustroju będzie wolny, samodzielny i uspołeczniony człowiek.

Zapał i entuzjazm, jaki wywoła zbrojne usunięcie okupantów, świadomość, iż ten nowy ustrój, nowy dom budować będziemy dla siebie, pozwoli nam wykrzesać z siebie olbrzymią masę energii i uporać się z różnymi trudnościami, jakie wysuną poszczególne etapy realizacji. Przyjdzie nam nieraz pracować bardzo ciężko, ale robić to będziemy z przekonaniem, iż system gospodarczy, który tworzyć będą szerokie masy dobrowolnie, a nie pod przymusem – łącząc zdobycze techniczne z wolnością – udać się musi.

Zagadnienie zapewnienia należytego udziału w dochodzie społecznym, po prostu odpowiedniej zapłaty za pracę, rozwiązane być może z jednej strony drogą uspołecznienia niektórych działów życia gospodarczego i z drugiej strony poprzez zmniejszenie rozpiętości w posiadaniu i należytą organizację nieuspołecznionych gałęzi gospodarki.

Umówmy się i określmy, co rozumiemy przez szerokie słowo: uspołecznienie. W naszym pojęciu będzie to przejęcie określonych przedsiębiorstw, względnie spełnianych przez nie funkcji, przez zespoły ludzi zorganizowane w formie spółdzielczej, względnie różnego rodzaju samorządu. Życie wypracowało już cały szereg typów jednego i drugiego. Trudno wyliczyć w tej chwili szczegółowo, co ulegnie tego rodzaju uspołecznieniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że dotyczyć ono będzie tych gałęzi życia gospodarczego, których działalność dotyczy szerszych kół ludzi, a których uspołecznienie nie spowoduje obniżenia produkcji. Uspołecznieniu w formie spółdzielczej ulegną zatem te przedsiębiorstwa, których działalność dotyczy przetwórstwa i zbytu artykułów rolnych, dalej te przedsiębiorstwa, co do których specjalnie zainteresowana jest spółdzielczość spożywców. Duże możliwości w tej dziedzinie może mieć również spółdzielczość pracy.

Uspołecznieniu w formie przejęcia przez samorząd podlegać będą przedsiębiorstwa produkujące dobra o charakterze użyteczności publicznej, jak: zakłady elektryfikacyjne, gazowe, wodne, komunikacji tramwajowej, autobusowej itp., co właściwie w pewnej mierze miało już miejsce.

Szczególną formą uspołecznienia może być upaństwowienie. Stosowane jednak być winno tylko w wypadkach specjalnie uzasadnionych i tylko do tych działów życia gospodarczego, które mają związek z obronnością państwa lub mają charakter kluczowy dla całości gospodarki społecznej, jak np. kolej, poczta, komunikacja, przemysł wojenny, przemysły surowcowe, jak górniczy, hutniczy itp. Przy demokratycznym systemie rządów społeczeństwo będzie miało zapewniony wgląd i kontrolę do przejętych i prowadzonych przez państwo przedsiębiorstw, co w dużej mierze pozwoli na uniknięcie tych wad i niedomagań, jakie przynosi tego rodzaju forma gospodarki.

Szczególnie dojrzałe do uspołecznienia, względnie upaństwowienia wydają się przedsiębiorstwa, które należały do skartelizowanych gałęzi życia gospodarczego. Im uspołecznienie wcale nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie, pomoże zarówno do rozwinięcia i zwiększenia produkcji, jak również do obniżenia cen wytwarzanych artykułów.

Poza wyżej wymienionymi dziedzinami, w rękach organizacji społecznych i państwa znaleźć się musi tak ważny dział dla rozwoju całości gospodarstwa, jakim jest aparat bankowo-kredytowy. W ten sposób o polityce gospodarczej państwa decydować będą nie egoistyczne interesy jednostek, względnie sprytnie zamaskowanych klik, ale interesy ogółu.

Te przedsiębiorstwa, które pozostaną w ramach gospodarki prywatnej, zostaną objęte kontrolą społeczną ze strony uspołecznionych związków danej gałęzi produkcji, reprezentujących zarówno producentów, jak i spożywców.

Rzemiosło pozostanie oczywiście w prywatnym władaniu. Ważne zagadnienia, jak: zakup surowca, zbyt gotowych artykułów, wspólne korzystanie z urządzeń technicznych, rozwiązywać będą poszczególne grupy rzemiosł w formie spółdzielczej. Na zasadach spółdzielczych oprzeć się będzie również mogła wytwórczość chałupnicza i przemysłu ludowego.

Do najważniejszych, nieuspołecznionych gałęzi gospodarki należeć będzie rolnictwo. Nie może ono jednak obyć się bez gruntownych reform. Ponieważ sprawa ta najbardziej nas interesuje, zatrzymamy się przy niej nieco dłużej.

REFORMA ROLNA JAKO ZAGADNIENIE PAŃSTWOWE

Nie bez przyczyny budziło zagadnienie reformy rolnej mnóstwo różnych odgłosów na wsi i w mieście. Już z tego sądząc można by w tytule niniejszego napisać: reforma rolna jest sprawą pierwszorzędnej wagi w życiu państwa polskiego.

Obok najliczniejszych głosów potakujących odzywały się jednak w sprawie reformy rolnej, zrozumianej jako podział dużych majątków folwarcznych na mniejsze gospodarstwa chłopskie, również pewne głosy nie tak życzliwe. Byli np. tacy, którzy bagatelizowali znaczenie reformy, będąc właściwie przeciwnikami wielkiego czynu. Przeto słyszeliśmy, że reforma rolna nie zapobiegnie wiejskiej biedzie, że są inne ważniejsze i pilniejsze w tej mierze sprawy, jak choćby wychodźstwo do miast, do przemysłu za granicą czy do kolonii, czy jeszcze gdzie indziej. A nam się wtedy zdawało, że wieś zachowała w istniejących warunkach trzeźwy chłopski rozum, gdy z myślą o reformie szukała podstawy utrzymania i polepszenia bytu w pracy najbliższej wiekowemu umiłowaniu, a co najważniejsza i rzeczywistemu dzisiejszemu przygotowaniu chłopów.

Czy na wsi nie myślano o życiu miejskim, o kształceniu się w handlu albo w fachu? Owszem. To jednak prosty człowiek wiedział i wie, że trzeba gotówki, przygotowania i mozołu, aby wychodząc ze wsi zająć samodzielne stanowisko w rękodziele czy w handlu miejskim, czy choćby stanowisko odpowiedzialnego robotnika. Jeżeliby miało być takim prostym zaradzeniem na biedę wiejską wychodźstwo do miast, to dlaczego klęską miast było bezrobocie, jakim dobrym prawem ma być chłopu łatwiej w mieście, niż mieszczaninowi, robotnikowi czy inteligentowi? Niech więc tymczasem ludzie miejscy robią reformę miejską w rękodziele, przemyśle i handlu, a ludzie wiejscy potrzebują reformy wiejskiej w rolnictwie. I ten pogląd o konieczności reformy rolnej nie było to demagogiczne hasło Stronnictwa Ludowego, bo ono nie miało na to hasło monopolu. Żądanie reformy przeniknęło masy wiejskie bez względu na ich światopogląd ogólny i przynależność ideową. I z tym zjawiskiem ogólnowiejskim, jako ze zjawiskiem o pierwszorzędnej doniosłości państwowej, trzeba się liczyć.

Ze swej strony wyrażaliśmy niejednokrotnie zamiary w sprawie reformy, wiemy, czego się po niej spodziewać, a czego nie trzeba się spodziewać – i wiemy, że ją trzeba nie robić, ale zrobić raz i dobrze.

Położyliśmy na szalę interes prywatny tych kilkudziesięciu setek właścicieli ziemskich, którzy są panami zapasu ziemi, a z drugiej strony interes więcej niż paruset tysięcy tych chłopów gospodarzy, którzy z rodzinami żyją na kilkumorgowych gospodarstwach. Po tej stronie szali widzimy, że tylko twardy mus trzyma ludzi przy życiu – pół-życiu, w którym ani pracy, ani jadła, ani widoków dla rodziny nie znajdzie. Od tego musu i głodowania stałego przed wojną musi się oderwać tysiące tysięcy osób, jeśli pokolenie narodu chłopskiego ma nie skarleć lub nie wykoleić się. To wydaje się nam zgodne z wyższym interesem społecznym. A jeżeli nam mówią, że nie zaspokoimy nadmiernego głodu ziemi, że w myśl dotychczasowej ustawy pozostał już tylko niewielki zapas ziemi do parcelacji, to godząc się, że tak jest istotnie, dochodzimy do przekonania, że trzeba ów zapas powiększyć, zmieniając ustawy w tym miejscu, gdzie mówi się o maksimum posiadania. Społecznie biorąc nie ma racji, aby w ręku pojedynczych właścicieli obszary rolne miały dochodzić do 180 ha, gdy za miedzą tłoczą się przy tej ustawie ludzie pozbawieni minimum egzystencji. Pewne zrównanie szans majątkowych zwiększy równowagę ustroju społecznego, zdemokratyzuje go w miarę, i utrudni prawe i lewe nań zakusy. Za tym idzie sprawa odszkodowania. Co do tego, jak się obejść z prawem własności rodzin ziemiańskich, opinia wiejska jest zależna od różnic światopoglądu społecznego i politycznego, tak że można jeszcze usłyszeć rozmaite głosy. Wszyscy chłopi są jednak bez względu na sympatie polityczne na ogół zgodni w ocenie niedawnej swej przeszłości gospodarczej, a stąd może nietrudno będzie o uzgodnienie zdań w przyszłości.

Ogół wiejski uważa za błędną minioną politykę takiej reformy, która stwarzała gospodarstwa nadmiernie zadłużone, niezdolne przez to do życia. Był czas, kiedy wysoko szacowano ziemię, udzielając na jej kupno wysoko oprocentowanego kredytu. Wysokie ceny ziemi stworzyła przejściowa koniunktura powojenna dla rolnictwa, a obok niej nieustający głód ziemi, który swoją drogą również prowadził do podbijania ceny kupna ziemi, ponieważ ludzi przybywało, a o zajęcie poza rolnictwem było trudno. Szczęśliwcy kupowali za amerykańskie dolary, inni gromadzili niejakie oszczędności zaciskaniem pasa, najwięcej jednak zaciskali zęby i w krytyce tego, co się dzieje, żądali parcelacji bez odszkodowania, nie widząc innego dla siebie i rodzin wyjścia.

Jakież ma być wyjście, jeżeli się zdecydujemy masowo usamodzielnić istniejące gospodarstwa niesamodzielne czy też tworzyć przez parcelację nowe gospodarstwa, których szanse robienia interesów są, powiedzmy od razu, małe. Wprawdzie rolnictwo ma obecnie chwilę, której mu inne dziedziny gospodarcze zazdroszczą, ale nie możemy rentowności normalnej mierzyć kupą dzisiejszego papieru i nie wiemy, jaki naprawdę majątek z tej chwili na dłużej w papierkach się przechowa. A w tym normalnym czasie rolnictwo europejskie, w szczególności krajów eksportujących, wobec konkurencji rolnictwa amerykańskiego na rynku światowym, nie może uprawiać polityki wysokich cen ziemi. To cała wieś rozumie i z tym się zgadza. Wybór w przyszłości może być tylko między niskimi szacunkami i zarazem niskim oprocentowaniem kredytów na ziemię, albo też radykalną uchwałą o bezpłatnym jej przejmowaniu na cele reformy. My przed wojną wyboru w tym ostatnim kierunku już dokonaliśmy. Dalszy bieg rzeczy będzie zależał od państwowych ciał ustawodawczych, w których uchwały nasze będziemy zmieniać w obowiązujące ustawy państwowe.

Ale na przejęciu ziemi, czy uchwale o przejęciu, nie może się kończyć państwowy program ustroju rolnego. On się właściwie w tym miejscu na dobre zaczyna. Musi być dalej podjęty odpowiednio wielki wysiłek finansowy i organizacyjny. Nie może się powtórzyć pod względem wyposażenia finansowego ten stan, który w poprzednich dwóch dziesięcioleciach był poza momentami politycznymi jednym z hamulców wykonania ustawy. Przyjdą też nowe zadania organizacyjne. Wszak największe nasze zapasy ziemi na parcelację znajdują się na zachodzie, a największa ilość wymagających upełnorolnienia albo przesiedlenia na południu i w środku kraju. Stąd muszą na zachód i północ odpłynąć zorganizowane gromady do przewidzianych z góry powiatów z zapasem ziemi. Procesów w tej skali, przychodzących jako konieczność społeczna i dziejowa, nie można puścić na tory dzikiej, dobrowolnej parcelacji, w której braliby udział z jednej strony jako dostarczyciele ziemi różni pośrednicy, czy choćby sami właściciele, z drugiej pojedynczy ryzykanci wiejscy. Należyty ład i celowość, a tym samym właściwe uporządkowanie stosunków władania ziemią na całym obszarze kraju może dać całkowite przejęcie akcji przez państwo, które jedno może rozporządzać dostateczną siłą, opieką i kierownictwem.

Czy trzeba dodawać, że w ramach planu wykonania ustawy o reformie rolnej musi być przewidziana zabudowa i urządzenia osad oraz początkowa opieka nad rozwojem produkcji rolnej, która musi się budować na zasadach spółdzielczych? Czy trzeba dodawać, że w tychże ramach musi się znaleźć miejsce na rozwijanie kultury człowieka, zaspokojenie jego dawnych oraz nowych potrzeb społecznych?

Te ważne sprawy są same przez się zrozumiałe.

Sumując to, o czym piszemy z myślą o reformie rolnej, jako wielkim zagadnieniu państwowym, podkreślamy:

a) zapas ziemi na parcelację trzeba wydatnie zwiększyć, aby umożliwić życie milionowej liczbie niesamodzielnych i półsamodzielnych rolników;

b) ze względu na niską opłacalność wytwórczości rolnej w europejskich krajach eksportu rolnego trzeba pozyskać konieczny zapas ziemi bez odszkodowania wielkich właścicieli;

c) zorganizować dobrowolne, zgodne z wymaganiami struktury rolnej przesiedlenia ludności i zbiorową zabudowę nowych osiedli, zwłaszcza na terenach północnych i zachodnich Polski;

d) przyjść nowym osiedlom z pomocą w początkach rozwijania produkcji rolnej, dając im dobry fundament spółdzielczości w jej różnych formach: spożywczej, kredytowej, przetwórczej, handlowej.
Całość tak podjętej i przeprowadzonej reformy rolnej winna stanowić twórczy wysiłek państwa i narodu demokratycznego, dokonany w związku z odmłodzeniem społecznej i narodowej kultury, po zrzuceniu marazmu przeszłości.

Oczywiście całkowicie zdajemy sobie sprawę z tego, że zagadnienie poprawy bytu ludności wiejskiej nie zależy li tylko od samej parcelacji. Pod pojęciem reformy rolnej rozumiemy znacznie więcej, a więc również komasację, meliorację, uporządkowanie stanu posiadania, organizację zabudowy itp. Ten zespół środków ma stworzyć wydajność i dochodowość gospodarstw rolnych. Ale to także nie stanowi całości. Niesłychanie doniosłe znaczenie dla ludności wiejskiej będzie mieć uzyskanie odpowiedniego wpływu na kierunek polityki gospodarczej państwa i czuwanie nad tym, aby była zachowana równowaga cen w poszczególnych gałęziach życia gospodarczego i równowaga dochodu społecznego między poszczególnymi warstwami społecznymi. Przed wojną widzieliśmy, że nie ilość posiadanej ziemi stanowi o stopie życiowej ludności wiejskiej. Punkt ciężkości zagadnienia przesunął się w kierunku cen i ich wzajemnego do siebie stosunku. Dlatego też w przyszłości cała organizacja życia gospodarczego będzie zmierzać ku temu, aby utrzymać sprawiedliwą równowagę cen. Cel ten będzie można osiągnąć z jednej strony środkami polityki gospodarczej, z drugiej strony przez odpowiednią organizację życia gospodarczego, w czym doniosłą rolę będzie odgrywać spółdzielczość handlowa i przetwórczo-przemysłowa. Spółdzielczość musi usunąć nie tylko wyzysk ze strony prywatnych pośredników, ale przede wszystkim znieść wpływ hurtowników i karteli kupieckich na kształtowanie się cen.

Lipiec 1941


Powyższy tekst to czwarta część manifestu „O formę i treść przyszłej Polski”. Tekst ten został przygotowany przez Komisję Programową Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego, a sygnowany był przez Stronnictwo Ludowe „Roch” i kolportowany przez jego podziemną siatkę współpracowników. Prawdopodobnie głównym autorem dokumentu był Stanisław Miłkowski. Manifest „O formę i treść przyszłej Polski” ukazał się w czterech częściach, z których pierwszą opublikowano w sierpniu 1940 r., drugą miesiąc później, trzecią – w kwietniu 1941, zaś ostatnią, zamieszczoną powyżej, w lipcu 1941 r. (wedle niektórych badaczy, jeden z dokumentów traktuje się jako część piątą, opublikowaną we wrześniu 1941 r.). Części I-III w znacznej mierze poświęcone są rozważaniom natury historycznej i ideowej, dopiero część IV zawiera wizję zmian społeczno-gospodarczych po odzyskaniu niepodległości.

Tekst ukazał się wcześniej na portalu Lewicowo.pl.