O istocie spółdzielczości [1916/1946]

Przedmowa do drugiego wydania

Rozprawka niniejsza powstała w swoim czasie na marginesie większej pracy poświęconej „Pojęciu Spółdzielczości”, dla seryjnego wydawnictwa popularno-naukowego, organizowanego w 1916 r. przez prof. Fr. Bujaka. Stąd wywodzą się jej charakter i rozmiary. Wielokrotnie później z różnych stron nalegano na mnie, bym ją wydał ponownie, gdyż okazała się, jak mnie zapewniano, pożyteczną, potrzebną i poczytną, a od wielu już lat była wyczerpana. Stale jednak odmawiałem, miałem bowiem zamiar gruntownie ją przerobić, nie zmieniając treści, lecz ją rozszerzając. Zainteresowania jednak naukowe i obowiązki zawodowe zwracały mnie wciąż w innym kierunku i zamierzona przeróbka ciągle była odkładana. Zwątpiwszy wreszcie, czy jej już kiedykolwiek dokonam, zgodziłem się obecnie na ponowne wydanie.

Mimo upływu trzydziestu lat od pierwszego wydania nie widzę potrzeby zmiany tekstu, nie zmienił się bowiem mój pogląd na omawiane zagadnienie. Wprowadziłem jedynie kilka drobnych zmian natury raczej stylistycznej i formalnej. Pominąłem natomiast dodaną do pierwszego wydania wcale dokładną rozumowaną bibliografię literatury zagadnienia, gdyż żeby ją w tym charakterze utrzymać i doprowadzić do obecnej chwili, trzeba by włożyć w to dużo trudu i zużyć wiele czasu, a mimo to bodajże czy w obecnych warunkach byłoby to możliwe. Zamiast niej dołączam zestawienie najważniejszej literatury przedmiotu, obejmujące głównie dzieła nowsze, przede wszystkim wydane po polsku, jako wskazówkę dla czytelnika pragnącego pogłębić swą znajomość zagadnienia.

Poznań, dnia 2 maja 1946 r.

***

W rozwoju ludzkości we wszelkich przejawach jej życia, wśród chaotycznego na pozór splotu najrozmaitszych sił działających, stwierdzić możemy w ogólnych zarysach dwa główne pierwiastki rozwojowe: czynnik egoistyczny, współzawodnictwo, oraz drugi altruistyczny, współdziałanie. Oba występują od kolebki ludzkości, przeplatają jej dzieje, wzajemnie się uzupełniają, walczą z sobą, a zarazem ściśle z sobą współdziałają, prowadząc ludzkość na coraz wyższe stopnie rozwoju dziejowego. Są one zasadniczymi czynnikami wszelkiego postępu, tak kulturalnego, jak gospodarczego. Jeden wywołuje drugi, jeden dla drugiego jest wzajemnie warunkiem istnienia.

Jednym z najważniejszych objawów czynnika solidarności, współdziałania w życiu społecznym i gospodarczym jest zrzeszanie się jednostek dla osiągnięcia pewnych wspólnych celów. Objaw ten występuje już od początków ludzkości, jedną z jego form jest instytucja tak pierwotna jak rodzina. Społeczeństwo i państwo jemu też swe początki zawdzięczają. Rychło też z rozwojem dziejów wyodrębnić możemy dwie formy zrzeszania się, asocjacji w obszerniejszym znaczeniu tego słowa (sensu largo): przymusową i dobrowolną, niezależnie zaś od powyższego podziału wydzielać się zaczyna stopniowo w zakresie życia gospodarczego specjalna forma asocjacji, polegająca na łączeniu się nie osób jako takich, nie ich sił osobistych, lecz ich kapitałów. W walce bowiem z siłami przyrody człowiek ujarzmiając je coraz bardziej, równocześnie sam ulegał ich wpływowi. W walce o byt zyskiwał coraz większe znaczenie kapitał i zwyciężał nie ten, kto był osobiście dzielniejszy, lecz kto posiadał większy zapas ujarzmionych sił przyrody. Chociaż więc asocjacja osób była jeśli nie starsza, to równoczesna z asocjacją kapitałów, ta ostatnia nabierając coraz większego znaczenia, prędzej potrafiła skrystalizować się i przybrać skończone formy. Nie znaczy to, by asocjacje osób nie odgrywały w historii dużego znaczenia: świat rzymski zna je, a wieki średnie są nimi przepełnione. Lecz asocjacje kapitałów wybijają się w tych czasach na plan pierwszy.

Początkowo formy asocjacji kapitałów nosiły wybitne piętno wciągania i osobistych sił jednostek do działalności gospodarczej (societas rzymska, obecnie spółka jawna), z biegiem jednak czasu kapitał uwalniał się od związku ze swym zawłaszczycielem, aż ludzkość wytworzyła szereg form zbiorowej gospodarczej działalności, w której kapitał oderwany zupełnie od osób, nieosobowy, stanowi jedynie łącznik między wspólnikami (spółka akcyjna, komandytowo-akcyjna itp.).

Zaniedbana i zapomniana zasada asocjacji osób doznała nowego bodźca, odżyła na nowo świetnym blaskiem u zarania dziejów najnowszych. Prawo stowarzyszania się, uważane za naturalne prawo ludzkości przez filozofów prawa natury, proklamowane zostało jako jeden z postulatów ludzkości przez wielką rewolucję i weszło do wszystkich prawie europejskich konstytucji i ustawodawstw. Zarazem zasada asocjacji doznała ściślejszego określenia i uzupełnienia. Asocjacją nowoczesną, czyli asocjacją sensu stricto, zwiemy obecnie, zgodnie z ewolucją dziejową, zrzeszenia osób jako takich, ich sił osobistych, moralnych i materialnych dla osiągnięcia pewnych wspólnych celów – będące otwartymi dla wszystkich chcących i mogących do nich należeć i z nich korzystać. W tym znamieniu ujawnia się specjalny charakter nowoczesnej asocjacji; wypłynął on historycznie z rozumienia asocjacji jako przyrodzonej funkcji ludzkości, będącej zbawczym lekarstwem na wszelkie dolegliwości społeczne. Wiek XIX jest okresem nadzwyczajnego rozkwitu asocjacji na wszelkich polach życia społecznego. Wśród wielkiej jednak mnogości form instytucji asocjacyjnych możemy wyodrębnić na podstawie odrębności celów ich dwie wielkie kategorie; jedna obejmować będzie asocjację dla osiągnięcia celów idealnych, jak wszelkie związki polityczne, oświatowe, kulturalne, towarzyskie itp., druga zaś asocjację o celach gospodarczych. Ta ostatnia tylko kategoria jest przedmiotem rozważań nauki gospodarstwa społecznego. W niej znów wyodrębnić musimy dwa działy asocjacji. Jeden o celach gospodarczych pośrednich, w których działalność ściśle gospodarcza nie stanowi bezpośredniego celu instytucji, jak wszelkie towarzystwa i związki zawodowe dla obrony i popierania wspólnych gospodarczych interesów, trade uniony, związki rolnicze itp. Drugi zaś dział stanowią asocjacje o celach bezpośrednio gospodarczych, dla których przeważająca część ustawodawstw stworzyła specjalną formę prawną.

Prócz tego każdy typ instytucji asocjacyjnych możemy podzielić na dwie grupy: przymusowe i dobrowolne. Państwo bowiem, uznając skuteczność zasady asocjacji w życiu społecznym i gospodarczym, rozciągnęło przymus należenia do pewnych asocjacji na pewne kategorie osób i dziedziny działalności ludzkiej, gospodarczej i społecznej.

Nowoczesne pojmowanie asocjacji w zastosowaniu do dziedziny gospodarczej nie pozwala na obejmowanie mianem asocjacji o celach bezpośrednich gospodarczych zrzeszeń kapitałów, o których wyżej mówiliśmy. W tych kapitał jest jedynym związkiem między wspólnikami i celem ich połączenia, w asocjacjach zaś bezpośrednio gospodarczych połączenie obejmuje tylko siły gospodarcze i osobiste członków, kapitał zaś odgrywa tylko drugorzędną rolę. Dlatego też ta forma organizacji gospodarczej odegrała i odgrywa niezmiernie ważną rolę w działalności gospodarczej warstw słabszych ekonomicznie, posłużyła im za narzędzie samoobrony i samopomocy społecznej w walce o byt, w walce przed przygniatającym wpływem ustroju kapitalistycznego gospodarstwa społecznego ludzkości.

Omawiany rodzaj asocjacji gospodarczej nosi nazwę kooperacji, spółdzielczości. Określenie to jednak bywa stosowane i rozumiane rozmaicie; raz mianem tym zwie się całość asocjacji o celach bezpośrednio gospodarczych, raz znów część jej specjalnie kwalifikowaną. Pojęcie bowiem kooperacji, stanowiącej z jednej strony szeroki, samoistny ruch społeczny, oparty na szeregu przesłanek ideowych, gospodarczo-politycznych, a zarazem pewną nową formę ludzkiej działalności gospodarczej, nie jest bynajmniej ustalone mimo wielkich rozmiarów, jakie przybrał w drugiej połowie XIX i w XX wieku w całym świecie ruch spółdzielczy, mimo powszechności instytucji kooperatystycznych, mimo popularności tego ruchu, powszechnego używania go jako hasło społeczne. Słowem tym określane bywają najrozmaitsze, sprzeczne nieraz zupełnie z sobą prądy i formy działalności gospodarczej.

Początki ruchu spółdzielczego sięgają czasów socjalizmu utopijno-asocjacyjnego, powstałego i bujnie rozwijającego się w Europie w latach 1825-1850; w tym też ruchu społecznym, w jego ideowej konstrukcji i dążeniach czerpali twórcy kooperacji swe natchnienie i pobudkę do czynu. W dalszym jednak rozwoju drogi ruchów tych się rozeszły.

Prądy, o których mówimy, powstały jako reakcja przeciw ustrojowi kapitalistycznemu gospodarstwa społecznego, którego najgłówniejszym, a zarazem najboleśniej dotykającym szerokie masy społeczeństwa skutkiem i znamieniem jest, iż cały zysk z produkcji przypada kapitałowi i zawłaszczonej przyrodzie. Tymczasem właśnie trzeci czynnik produkcji, praca, zdaniem socjalistów utopijnych jest istotnym czynnikiem produkcji i jej się cała wartość produkcji należy. Jest to zatem niesprawiedliwość społeczna, powodująca nędzę wielkich mas roboczych, nie posiadających własności, przy wzrastającym wciąż bogactwie nielicznych kapitalistów. Źródłem tego zjawiska jest podstawa ustroju kapitalistycznego: własność prywatna środków produkcji i związane z nią instytucje kapitalistycznego przedsiębiorcy i pośrednika. Przeciw niej występuje socjalizm utopijno-zrzeszeniowy, stawiając za swe hasło, w przeciwieństwie do innych systemów socjalistycznych, czystego kolektywizmu, socjalizmu państwowego itp., dążenie do opanowania środków produkcji przez masy pracujące na wspólne ich posiadanie przez wycofanie się ludności roboczej z organizacji obecnego ustroju społecznego i wytworzenie dobrowolnych zrzeszeń gospodarczych, obejmujących całość życia gospodarczego swych członków i przyjmujących nowy miernik wartości, oparty jedynie na pracy. Taką kooperację uważał Owen za jedynie prawdziwą i realizował ją w swych „communities” – „Osadach Harmonii”. Podobnie i Fourier zapatrywał się na swe falanstery. Pod wpływem programu Owena znajdowały się nawet powstające już wówczas w Anglii spółki spożywcze, jakkolwiek Owen odnosił się do nich niechętnie, twierdząc „that mere buying and selling formed no part of his grand cooperative-scheme” (samo kupowanie i odsprzedawanie nie stanowiły części jego wielkiego planu kooperacji). Tak np. utworzona w 1827 roku spółka spożywcza w Brighton ogłaszając swój program, wychodziła z założenia, że dla wielkich celów kooperacji brak warstwom pracującym kapitału, należy go zatem zbierać przez tygodniowe składki członków i odkładanie zysków ze sklepu spożywczego, który w tym celu stowarzyszenie tworzy. Później stowarzyszenie rozszerzy swą działalność na produkcję, dostarczając pracy swym członkom i kolektywizując zyski z produkcji, aż w końcu będzie w stanie zaspokoić całkowite zapotrzebowanie swych członków co do pożywienia, ubrania i mieszkania. „Stowarzyszenie wtedy będzie nazywać się wspólnotą”. Lecz stowarzyszenia te zawiodły pokładane w nich nadzieje, jakkolwiek Owen zaczął je usilnie popierać i założył nawet dla ułatwienia im przejścia do produkcji w 1832 r. specjalny bank, tworzący rodzaj sztucznego rynku dla stowarzyszeń wszelkiego rodzaju, „Equitable Labour Exchange Bank”. Spółki te starały się zbyt szybko przejść do produkcji, i to opartej na współudziale w zyskach pracujących w nich członków, chciały być wszechstronne, zbyt idealne i szerokie cele sobie zakładały, wkrótce też poupadały. Właściwymi twórcami kooperacji spożywczej byli skromni angielscy tkacze z Rochdale, „The equitable pioneers of Rochdale”, którzy w liczbie 28 założyli w r. 1844 spółkę spożywczą; rozwinęła się ona nadzwyczaj pomyślnie i dała bodźca do naśladownictwa, do tworzenia szeregu spółek spożywczych w Anglii, stała się twórczynią owego tak kolosalnie dziś rozwiniętego ruchu kooperacji spożywczej nie tylko w Anglii, lecz i w całej Europie. I ci „pionierzy” stali pod wpływem teorii Owena. W r. 1854 jeszcze powtórzyli oni w swym sprawozdaniu program stowarzyszenia z Brighton jako swój manifest. Przez długi czas ulegali oni także wpływowi chrześcijańsko-społecznego socjalizmu, stojącego w bliskim pokrewieństwie duchowym z teoriami Owena.

Zdrowy jednak rozsądek robotników angielskich nie pozwolił „pionierom” na rozpraszanie się w idealnych, abstrakcyjnych dążeniach. Przywódcom ich (Howarth, Cooper i in.), prostym tkaczom, rozum życiowy dyktował konieczność zapewnienia przede wszystkim powodzenia rozpoczętemu przedsięwzięciu, tj. spółdzielczemu handlowi spożywczemu, odkładając dalsze dążenia na później. Ta ostrożność, postępowanie za życiem dyktujące specjalizację, staranie o rozwiązywanie przede wszystkim bieżących praktycznych problemów swego przedsięwzięcia, pozwoliła pionierom znaleźć na drodze empirycznej rozwiązanie zagadnienia powodzenia kooperatywy spożywczej w formie tzw. systemu roczdelskiego, ograniczającego znacznie, lecz zarazem pogłębiającego pole działalności kooperatywy spożywczej. Są to zasady następujące: sprzedaż towarów tylko za gotówkę i po cenach detalicznych miejscowych, dopuszczanie wszystkich do członkostwa w stowarzyszeniu, równość głosów stowarzyszonych, podział czystych zysków między członków w stosunku do stopnia korzystania z przedsiębiorstwa, tj. do zakupów. Ponadto do zasad tych zalicza się praktykowaną w Rochdale i w ogóle w kooperacji spożywczej dla celów propagandy zasadę sprzedawania ogółowi, przy czym jednak czysty zysk ze sprzedaży tej pochodzący ma być przynajmniej w połowie socjalizowany w formie funduszu rezerwowego, przeznaczonego na rozwinięcie przedsiębiorstwa lub na cele społeczne. Większość kooperatyw spożywczych przeznacza do tego funduszu także i część zysku ze sprzedaży członkom i uważane to jest za ich obowiązek, o ile względy oportunistyczne na nieuświadomionych członków nie stoją temu na przeszkodzie. Zasady te stworzyli pionierzy roczdelscy na podstawie gorzkich doświadczeń poprzednich spółek, rozwijały je też w dalszym ciągu samo życie i praktyka. W miarę rozwoju ruchu przybywały pod wpływem doświadczeń życiowych nowe zasady: neutralność polityczna kooperacji, głoszona kategorycznie przez Hansa Müllera, dość powszechnie uznawana, aczkolwiek silnie atakowana przez socjalizm syndykalistyczny, rewolucyjny, a nawet i przez socjaldemokrację, jak takoż zasada federalizacji, tj. zrzeszania kooperatyw we wspólnych hurtowniach, a wreszcie zasada objęcia produkcji przez związki spółdzielni spożywczych, i to za pomocą przedsiębiorstw własnych lub spółdzielczych inkorporowanych, z przeznaczeniem zysków z produkcji dla samej kooperacji spożywczej, tj. dla konsumenta, a nie dla producenta lub robotnika.

Dopiero gdy idąc za potrzebami życia, ruch kooperatystyczny rozwiązał empirycznie szereg problemów życiowych, powstała teoria uogólniająca jego rezultaty. Jest to tzw. teoria integralnej kooperacji, sformułowana w latach 1880-1890 przez Beatrice Potter (Mrs. Sydney Webb) oraz przez tzw. Szkołę Ekonomiczną z Nimes z prof. Ch. Gide’em na czele, uznawana i stosowana w życiu przez przeważną większość kooperatyw spożywczych, za wyjątkiem niewielkiej części socjalistycznych i tzw. burżuazyjnych, przede wszystkim niemieckich, zgrupowanych w „Allgemeine Verband der deutschen Genossenschaften”. Przedstawiają go również w nauce i praktyce, prócz wielu innych, Maxwell w Anglii, Andler we Francji, Kaufmann i Staudinger oraz Towarzystwo „Kulturgesellschaft Ernst Abbe” w Niemczech, Müller w Szwajcarii, Wojciechowski, Abramowski, Edward Milewski, warszawskie Towarzystwo Kooperatystów, Związek „Społem” w Polsce.

Oto krótka treść tej teorii: Obecny ustrój społeczny jest zorganizowany dla celów produkcji, a nie konsumpcji, czyli zysków indywidualnych, a nie potrzeb społecznych. Tymczasem celem gospodarstwa społecznego jest zaspokojenie potrzeb ludzkich, tj. konsumpcja. Interes spożywcy reprezentuje interes całej ludzkości. Działalność gospodarcza stow. spożywczych nie zmierza do usunięcia jednego z najwybitniejszych objawów obecnego ustroju kapitalistycznego, instytucji pośrednictwa, lecz poddaje ją zasadniczej reformie ekonomicznej, wprowadzając do podziału zysków z niego zamiast obecnej zasady rozdziału według kapitału, włożonego w przedsiębiorstwo, zasadę podziału według stopnia korzystania z usług przedsiębiorstwa, tj. zakupów. W ten sposób cały zysk z pośrednictwa po pokryciu kosztów nabycia, zmierzających, jak wiadomo, pod wpływem prawa podaży i popytu do granicy najwyższych kosztów produkcji, przypada spożywcy. Lecz kooperacja spożywcza jest w stanie nie tylko uniezależnić zysk pośrednika od kapitału i przenieść go na konsumenta, lecz również uczynić to z rentą i zyskiem przedsiębiorczym producenta. Łącząc się w federacje dla wspólnych zakupów i kolektywizując część zysków, przechodzi ona i winna przechodzić do produkcji na własny rachunek we własnych fabrykach i przedsiębiorstwach rolnych (to ostatnie w praktyce jest jeszcze niezmiernie rzadkie), przenosząc w ten sposób własność środków produkcji na związki stowarzyszeń spożywczych, czyli na spożywców i im oddając zyski z produkcji w stosunku do ich konsumpcji; że zaś stowarzyszenie jest otwarte dla wszystkich spożywców, a spożywcą jest każdy człowiek, przeto środki produkcji przechodzą na własność społeczeństwa zrzeszonego w dobrowolne związki. Kooperacja spożywcza jest więc narzędziem reformy i w dziedzinie produkcji, i podziału bogactw, realizując w razie ogarnięcia całego życia gospodarczego nowy, lepszy ustrój społeczny, oparty na zasadach sprawiedliwości społecznej.

Taka jest w głównych zarysach treść omawianej teorii kooperacji. Program jej społeczny nosi nazwę socjalizmu spółdzielczo-spożywczego, socjalizmu kooperatystycznego albo po prostu kooperatyzmu (spożywczego). Nieraz nazywają go programem kooperacji integralnej, czystej, zupełnej, gdyż rości on dla federalistycznej kooperacji spożywczej prawo do wyłącznego używania nazwy kooperacji. Między przedstawicielami jednak tego kierunku zachodzą pewne odcienie w stosunku do wiary co do wystarczalności samej kooperacji spożywczej do doprowadzenia do nowego ustroju społecznego. Wielu, jak np. dawny przywódca ruchu angielskiego, Maxwell, wyraża zapatrywanie, iż musi on być uzupełniony przez socjalizm państwowy i komunalny.

Jak widzimy, kooperatyzm integralny przystosowuje się zupełnie do ram obecnego ustroju kapitalistycznego, tylko je rozsadza, reformuje zasadniczo przez wprowadzenie nowych pierwiastków; nie znosi on wcale instytucji pracy najemnej, przeciwnie: rozszerza ją na wszystkie działy życia, zachowuje wytwórczość wolną, opartą na prawie popytu i podaży, i nie wprowadza do środowiska jej nowej miary wartości opartej na pracy, jak to uczynił Owen i inni przedstawiciele socjalizmu utopijno-zrzeszeniowego. Nie występuje on przeciw podziałowi dochodu społecznego między 3 czynniki produkcji: przyrodę, kapitał i pracę, lecz w ogóle przeciw przypadaniu całego dochodu społecznego produkcji. Czynniki jej winny być, zdaniem jego, słusznie wynagrodzone, lecz zysk cały z produkcji winien należeć do spożywcy.

Inny kierunek, tak społeczny, jak i gospodarczy, reprezentuje znów kooperacja produkcyjna robotnicza. Zawdzięcza ona swe powstanie ideom Bucheza. Wprawdzie już i w Anglii pod wpływem Owena powstawały w latach 1820-1830 liczne podobne asocjacje, a zasada ich, tj. rozdział zysków między członków-robotników w stosunku do ich wynagrodzenia, znana już była od średnich wieków w Europie, jednak Buchez dopiero w r. 1831 uzasadnił program przebudowy społecznej na tej podstawie i potrafił wzbudzić we Francji dla propagowanej przez się idei ten niesłychany entuzjazm, który wytworzył silny ruch robotniczy w dziedzinie kooperacji produkcyjnej. Nowością idei Bucheza był ponadto postulat, by asocjacje te kolektywizowały część przynajmniej zysków, jeśli nie całe, i weszły w ten sposób w posiadanie kapitałów, przy pomocy których mogłyby opanować produkcję na korzyść pracy. W ten sposób stał się on twórcą tzw. ,,kooperatyw solidarności”, kolektywizujących całe zyski, nie dopuszczających do ich rozdziału. Zasadę tę co prawda praktykowały już do pewnego stopnia powstałe w latach 1820-1830 „Union shops”, spółki produkcyjno-spożywcze, pozostające pod wpływem idei Owena. Organizacje te wszystkie, tak angielskie, jak francuskie, rychło poupadały, z jednej strony bowiem wymagały zbyt wielkiej dozy altruizmu od stowarzyszonych, z drugiej zaś typ kooperatyw produkcyjnych zwykłych wymaga zbyt dużo wyrobienia społecznego od mas robotniczych i nastręcza w razie powodzenia najwięcej pokus do zamknięcia liczby członków stowarzyszenia i przeobrażenia się w zwykle przedsiębiorstwa kapitalistyczne. Idea kooperacji produkcyjno-robotniczej została podniesiona ponownie we Francji w r. 1848 przez L. Blanca, który wprowadził do nich zasadę równego podziału zysku per capita i żądał dla nich pomocy wydatnej od państwa. Mimo iż pomoc tę otrzymano, i to znaczną, większość stowarzyszeń rychło poupadała. Podobny ruch powstał również w Niemczech pod wpływem Lassalle’a, jednak nie osiągnął powodzenia. Obecnie ruch stowarzyszeń produkcyjnych robotniczych nie postępuje naprzód, obejmuje mało instytucji, nie wywiera znaczniejszego wpływu i nie może być ani w części porównany z rezultatami kooperacji spożywczej. Te stowarzyszenia jednak, które istnieją, a nie zmieniły się w swym rozwoju na spółki kapitalistyczne ani nie zostały inkorporowane przez stowarzyszenia spożywcze lub ich związki, trzymają się na ogół dość wiernie zasad Bucheza, o owładnięciu jednak produkcją już nie marzą, zaledwie bowiem wegetują. Ten kierunek kooperacji nosi nazwę syndykalistycznej teorii kooperacji; nieraz zwany jest kooperacją korporatywną, a program jego i ideologia kooperatyzmem korporatywnym. Ideą jego jest zniesienie instytucji najemnictwa, uzyskanie całej wartości produkcji dla pracy i reforma gospodarstwa społecznego w dziedzinie produkcji przez opanowanie i zsocjalizowanie własności środków produkcji na korzyść warstw robotniczych za pomocą stowarzyszeń produkcyjnych robotniczych. Idee te są więc zasadniczo różne od idei socjalizmu spółdzielczo-spożywczego.

Hasła Bucheza podnieśli w Anglii chrześcijańscy socjaliści, Ludlow, Maurice, Kingsley, Vansittart Neal, Hughes i inni, którzy utworzyli nawet w r. 1849 towarzystwo dla propagandy swych idei „Society for Promoting Working Men’s Associations”. Dzięki oddaniu się bezinteresownemu sprawie i zapałowi swemu uzyskali oni pewien wpływ na kooperację angielską. Stowarzyszenia jednak produkcyjne, przez nich propagowane, po chwilowym ożywieniu rychło poupadały lub pozamieniały się w przedsiębiorstwa zamknięte, kapitalistyczne. Również propagandzie chrześcijańskich socjalistów zawdzięcza powstanie ruch za udziałem robotników w zyskach przedsiębiorstw oraz tzw. „copartnership-system”, polegający na przypuszczeniu robotników przez przedsiębiorcę do współwłasności przedsiębiorstwa. Jednak i ten ruch niewiele przyniósł pozytywnych owoców, niewiele też ma on wspólnego z kooperacją. Gdy kooperacja spożywcza, wśród której posiadali wpływy, zaczęła się coraz potężniej rozwijać, obrócili oni swe starania na wprowadzenie do niej swych haseł. W ten sposób drogą kompromisu dwóch sprzecznych zresztą z sobą idei powstał tzw. socjalizm produkcyjno-spożywczy. Uznając kooperację spożywczą za najskuteczniejsze narzędzie reformy społecznej, przypisuje on jej tę własność tylko wtedy, jeśli rozdział zysków przeprowadza nie tylko między spożywców według zakupów, lecz i między swych robotników i urzędników w stosunku do ich zarobków; w ten sposób robocze warstwy partycypowałyby w zyskach i własności przedsiębiorstw z tytułu i na podstawie swej podwójnej roli gospodarczej, producenta i konsumenta. Jest to zastosowanie „copartnership-system” do spółdzielni spożywczych.

System ten znalazł urzeczywistnienie w szkockiej kooperacji spożywczej i tylko w pewnym stopniu, lecz i tam obecnie już, o ile wnosić można, chyli się ku upadkowi na korzyść systemu kooperatyzmu czysto spożywczego. Jak w Europie zachodniej, tak i w Polsce system ten wraz z teorią korporatywną kooperacji nie znalazł prócz Libelta wybitniejszych zwolenników.

Ideami socjalizmu spółdzielczego były również zabarwione działalność i programy społeczne dwóch twórców kooperacji kredytowej, Raiffeisena i Schulzego z Delitzsch. Pierwszy z nich był równocześnie twórcą kooperacji rolniczej, drugi zaś rzemieślniczej.

Celem przyświecającym Raiffeisenowi była reforma współczesnego ustroju społecznego na gruncie czynnego chrystianizmu. Spółki przez siebie, po kilku próbach w zakres filantropii wchodzących, od r. 1862 w Niemczech propagowane, uważał on za jeden etap na drodze do zorganizowania ogólnego bratersko-chrześcijańskiego życia we wspólnotach. Spółki kredytowe, zasadniczo otwarte dla wszystkich, chciał on uczynić także faktycznie dostępnymi nawet dla najsłabszych; stąd zasada bezudziałowych stowarzyszeń. Zarazem przez socjalizowanie wszystkich zysków w funduszu rezerwowym, do którego członkowie nie mają żadnego prawa, spółki te wykluczają zasadę kapitalistyczną gospodarstwa społecznego, wyrywają u siebie z góry, z korzeniem wszelkie tendencje kapitalistyczno-spekulacyjne, dążenia do indywidualnego zysku kapitałowego. Ten fundusz wspólny, „Stiftungsfond” według nazwy używanej przez Raiffeisena, ma służyć do objęcia przez spółki kredytowe i innych dziedzin życia gospodarczego drobnego rolnika, celem bowiem ostatecznym ich ma być ogarnięcie i skupienie w sobie całego życia gospodarczego drobno-rolniczego. W celu tym czerpie też swe uzasadnienie jedna z zasad Raiffeisena, nieograniczona poręka członków za zobowiązania stowarzyszenia. Są to wszystko idee zbliżone wielce do programów Owena, po części i Bucheza; tkwią tu zarazem w zarodku pewne wcale poważne analogie do idei integralnej kooperacji spożywczej.

W dalszym ustroju Raiffeisen łączył pojedyncze spółdzielnie w związku opartym na silnej centralizacji, mającym służyć sam lub przez instytucje do tego przez siebie powołane za pieniężną instytucję wyrównawczą oraz hurtownię towarową zakupów i sprzedaży. Związek ten miał przejść do produkcji na własny rachunek towarów, potrzebnych dla rolnictwa, lecz nie osiągnął na tym polu powodzenia. Całej tej organizacji przyświecał cel wytworzenia własnymi siłami zainteresowanych rynku pieniężnego i towarowego, opartego na zasadach spółdzielczych, uniezależnionego od kapitalistycznego świata zewnętrznego. Cel ten nie został osiągnięty, a przeciw centralistycznym i religijno-komunistycznym, odrzucającym zarazem zasadniczo pomoc państwową, tendencjom Raiffeisena powstała opozycja, która doprowadziła do secesji części spółdzielni ze związku raiffeisenowskiego, „Generalverband” w Neuwied i utworzenia nowego związku „Reichsverband”, stojącego przez długi czas pod kierownictwem adwokata Haasa. Secesja ta wprowadziła do organizacji spółek zasadę decentralizacji (związki prowincjonalne, centralne banki i hurtownie kooperatyw) oraz zasadę specjalizacji pojedynczych spółek, rozgraniczenia między nie poszczególnych rodzajów interesów (osobno kredyt, osobno handel, spieniężanie i przeróbka produktów itp.). Naruszyło to w spółkach niepieniężnych ideę zsocjalizowanego funduszu rezerwowego, który stał się w nich podzielny i podległy dyspozycji członków; otworzyła się w ten sposób droga do tendencji kapitalistycznych, spekulacyjnych, a co za tym idzie, do kapitalistycznego rozdziału zysków w stosunku do udziałów, wkładów kapitałowych w przedsiębiorstwo. Lecz siła pierwotnych idei Raiffeisena jest tak wielka, że znaczna część spółek rolniczych niepieniężnych w dalszym ciągu faktycznie unika podziału zysku albo też dzieli go lub stara się go pośrednio dzielić między członków w stosunku do korzystania z przedsiębiorstwa. Po pewnych wzajemnych ustępstwach w r. 1905 przyszło znowu do połączenia obu związków.

W przeciwieństwie do Raiffeisena, Schulze z Delitzsch od początku swej działalności, rozpoczętej w roku 1849, stał na gruncie specjalizacji kooperatyw. Rozpoczął on od tworzenia spółek kredytowych, przeznaczonych z początku przede wszystkim dla rzemieślników oraz spółek rzemieślniczych dla wspólnego nabywania surowców, maszyn, używania tych ostatnich, względnie dla wspólnego sprzedawania produktów swej pracy. Lecz spółki te miały być według pierwotnych zapatrywań Schulzego jedynie przygotowawczym stadium, środkiem do zebrania kapitałów przez masy robotnicze dla stowarzyszeń produkcyjnych, które uważał on za „Gipfelpunkt” swego systemu kooperacji. W dążeniach swych społecznych był Schulze pierwiastkowo liberalnym socjalistą, zwalczającym i potępiającym ostro kapitalizm, zmierzającym do przebudowy ustroju gospodarczego i społecznego. Był on jednak zasadniczym przeciwnikiem socjalizmu państwowego, odrzucił też zasadniczo wszelką pomoc państwa dla kooperacji. Walcząc z kapitalizmem, oparł jednak Schulze swe stowarzyszenia na zupełnie pokrewnych z nim założeniach: dopuścił w nich rozdział zysków według kapitału udziałowego, fundusz rezerwowy poddał dyspozycji członków. W ten sposób stał się Schulze mimo woli, później zaś, gdy ochłódł w stosunku do kooperacji produkcyjnej, staje się już świadomie twórcą indywidualistycznego rozumienia programu kooperacji i ruchu zwanego kooperacją indywidualistyczną. Wychodzi on z założenia, iż celem kooperatyw jest zrównanie stanowiska warstw słabych gospodarczo w ustroju kapitalistycznym ze stanowiskiem kapitalistów przez zrzeszenia, które im pozwalają na korzystanie z ułatwień i dogodności stojących do rozporządzenia wielkich przedsiębiorstw. Zadaniem zatem kooperacji jest nie reforma ustroju społeczeństwa, zwalczanie kapitalizmu, lecz uczynienie go dostępnym dla szerokich mas społeczeństwa, co też kooperatywy czynią, będąc otwarte dla wszystkich. W stosunku do kooperacji spożywczej uważa kierunek ten za jej jedyny cel zatrzymanie różnicy między ceną hurtową a detaliczną dla stowarzyszonych.

Przedstawicielami powyższego programu społecznego kooperacji są w nauce Crüger, Hugenberg, Wygodziński i inni. Znajduje on wyraz przede wszystkim w Niemczech, w organizacji schulzeowskich spółek „Allgemeine Verband der deutschen Genossenschaften”. W Polsce w podobny sposób przedstawiają istotę i zasady kooperacji Krzyżanowski, Strasburger; w praktycznej zaś działalności poglądy te podzielał poznański „Patronat stow. zarobkowych i gospodarczych” wraz ze swą organizacją.

Jako częściowa reakcja przeciw temu kierunkowi, który po śmierci Schulzego doprowadził do wielu zwyrodnień w kierunku czysto kapitalistycznym, powstał w r. 1902 związek spółek rzemieślniczych, kredytowych, handlowych i wytwórczych „Hauptverband deutscher gewerblicher Genossenschaften”, który prócz oparcia się o pomoc państwową wprowadził w swych spółkach ograniczenie co do wysokości dywidend (4%), by choć w części unieszkodliwić wpływ kapitalistycznych ich założeń; w niepieniężnych spółkach propaguje on rozdział zysków według stopnia korzystania z przedsiębiorstwa przez członków. Przedtem jeszcze oderwała się od „Allg. Verband” duża część spółek spożywczych, tworząc osobny związek w Hamburgu („Zentralverband der deutschen Konsumvereine”).

W ten sposób przejrzeliśmy źródła powstania ruchu spółdzielczego w Europie, kierunki ideowe z nim związane. Nie można go ściśle związać z żadną konstrukcją teoretyczną, która mogłaby sobie rościć pretensją do ojcostwa kooperacji. Pobudkę pewną do powstania dał mu socjalizm utopijno-zrzeszeniowy, lecz poza odczuciem braków obecnego ustroju kapitalistycznego i formy asocjacyjnej nic go z nim więcej nie łączy. Powstał on jako ruch reformy obecnej budowy gospodarstwa społecznego, w chwili gdy szkodliwe skutki kapitalizmu najdotkliwiej się warstwom słabym gospodarczo dawały odczuć, w chwili przejścia świata do wielkoprzemysłowej organizacji kapitalistycznej. Powstał on jako objaw samoobrony warstw zagrożonych, w drodze samopomocy społecznej, wyrabiając się i przybierając coraz konkretniejsze formy w długim ciągu doświadczeń, znajdując w praktyce życiowej, w życiu stopniowe rozwiązanie swych problemów, gwarancje swej największej skuteczności i celowości. Toteż odbiegł on od wzorów i idei swych bezpośrednich twórców nawet w tych działach, w których tacy twórcy jednostkowi w ogóle byli. Jest to ruch, jak się pięknie wyraża Gide, wychodzący jakby „des entrailles du peuple”. Teorie kooperacji, o których wyżej mówiliśmy, powstały w przeważnej swej części jako ujęcie i zsyntetyzowanie zdobytych już doświadczeń, uogólnienie kierunków i rezultatów rozwoju ruchu spółdzielczego. Stąd ich rozbieżność i sprzeczność częsta między sobą. Jak bowiem rozróżnić możemy w teorii kooperacji trzy główne kierunki społeczne, kooperatyzm integralny, korporatywny i indywidualistyczny, tak też w działalności kooperatyw trzy główne sposoby, metody pracy i organizacji, za podstawę powyższym kierunkom służące, spostrzec możemy.

Idee gospodarczo-społeczne kooperacji, których przeglądem dotychczas się zajmowaliśmy, rzucają nam bogate światło na istotę spółdzielczości, ułatwiają nam rozpatrzenie i ustalenie teoretyczno-gospodarczego jej pojęcia. Drugim źródłem, które nam powinno kwestię rozpatrywaną rozjaśnić, jest ustawodawstwo spółdzielcze.

Ustawodawstwa określające pojęcie stowarzyszenia spółdzielczego uważają przeważnie za jego znamiona otwarcie dla wszystkich i zmienność wskutek tego kapitału zakładowego. Uważają je za związek osób, nie kapitałów, stąd nieprzenaszalność udziałów (w belgijskiej ustawie już w definicji zaznaczona, w innych ustawach w dalszych przepisach przeprowadzona); wreszcie uważają je za formę przedsiębiorstwa przeznaczoną dla warstw słabych gospodarczo, nie oznaczają zatem wcale lub bardzo nisko minimalnej granicy udziałów, maksymalną zaś ich granicę stanowią pośrednio przez ustanowienie w swych dalszych przepisach zasady równego lub bardzo ograniczonego prawa głosu dla członków bez względu na wysokość ich udziałów.

Jako dopełnienie zaś kapitału udziałowego wprowadzają wszystkie prawie ustawodawstwa rozmaite rodzaje odpowiedzialności członków za zobowiązania stowarzyszenia. Niemiecka i austriacka ustawa starają się, choć bardzo niedokładnie, określić bliżej gospodarczą działalność stowarzyszenia, ograniczając ją do członków w zasadniczych interesach i do czynności związanych z działalnością zawodowo-gospodarczą i osobistą członków, na tym koniec. Poza powierzchownym określeniem zewnętrznych tylko jurydycznych znamion kooperacji nie wyczerpuje prawie żadne ustawodawstwo jej istoty gospodarczej i społecznej, nieraz zaś nawet zupełnie mylnie ją oddaje. O sposobie rozdziału zysków nie ma w nich wcale mowy lub jest on pozostawiony woli stowarzyszonych, aczkolwiek z ducha ustaw wynika, iż rozumieją one stowarzyszenia spółdzielcze jako instytucje nie dążące z zasady do zysku kapitalistycznego. Toteż we wszystkich niemal krajach duża część stowarzyszeń spółdzielczych w znaczeniu prawnym nie jest nim w znaczeniu gospodarczym w rozumieniu teorii kooperacji. W Austrii np. nawet niektóre kartele powstawały w formie ustawowego stowarzyszenia spółdzielczego, tj. „stowarzyszenia zarobkowego i gospodarczego”, kapitalnym zaś przykładem, jak forma ta prawna może być nadużyta, służyły „towarzystwa zaliczkowe” niezwiązkowe w Galicji.

Jeden z niewielu wyjątków stanowi pod tym względem ustawa polska o spółdzielniach z 1920 r., która oddaje poprawnie istotę gospodarczą i społeczną spółdzielni.

Mimo swych zasadniczych braków ustawowe definicje posłużyły części kooperatystów za punkt wyjścia do postawienia na ich podstawie już nie prawnej, lecz rzekomo teoretyczno-gospodarczej definicji kooperacji. Ma to miejsce w niemieckiej nauce, szczególniej wśród kooperatystów kierunku indywidualistycznego. Liefmann, Lindecke, Crueger i Wygodziński identyfikują kooperację (Genossenschaft, Genossenschaftwesen) z ustawowym określeniem formy prawnej „der eingetragenen Genossenschaft”. Zdaniem ich nadaje ona stowarzyszeniom na niej opartym charakter odrębny, stanowiący istotę kooperacji, mianowicie charakter „der Personalgesellschaft” w przeciwieństwie do „Kapitalgesellschaft”, jaką są spółki handlowe, jawna, akcyjna, komandytowa, cicha i spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. „Hier das Kapital dient, dort herrscht” powtarzają za Gierkem, którego prawną konstrukcją „Genossenschaft” są przejęci. Pierwsze są związkiem osób, drugie związkiem kapitałów; ta cecha, zdaniem ich, jest istotą kooperacji i tłumaczy wszystkie dalsze znamiona kooperacji postawione przez ustawę niemiecką, a więc: 1. niezamkniętą liczbę członków, 2. ograniczenie działalności stowarzyszenia do członków, 3. ścisły związek między gospodarczą działalnością stow. a zarobkową i osobistą działalnością członka, 4. demokratyczny charakter stowarzyszenia.

Nietrudno zauważyć, że powyższe prawnicze pojęcie, niezmiernie zresztą ogólnikowe i mgliste, „Personalgesellschaft”, definiuje jedynie sposób ukształtowania się podmiotu gospodarującego, tj. związku osób, bynajmniej natomiast nie określa sposobu prowadzenia gospodarstwa przez ten związek, co jest najważniejsze z punktu widzenia nauki gospodarstwa społecznego; sposób zaś ukształtowania podmiotu nie stoi w żadnym przyczynowym związku ze sposobem gospodarowania tegoż podmiotu; definicja ustawy niemieckiej bynajmniej tego związku nie ustaje. Przeciwnie, jeśli przyjmiemy, że pojęcie „Personalgesellschaft” ma wyrażać niekapitalistyczną i nie obliczoną na zysk budowę i tendencję kooperacji, to musimy stwierdzić, że jest ono, o ile dopuszcza kapitalistyczny rozdział zysku (co właśnie zachodzi), sprzeczne samo w sobie.

Zasada rozdziałów zysków według udziałów wraz z zasadą rozporządzalności rezerwami spółki wprowadza do stowarzyszenia pobudki egoistyczne interesu osobistego, jest momentem nie dopuszczającym do służebnego stanowiska kapitału, jest zasadą czysto kapitalistyczną, ideą zysku kapitalistycznego. Bezpośrednim skutkiem, przyczynowo z niej wypływającym, jest dążenie udziałowców do powiększenia swego zysku, do spekulacji, do wyzysku. Nie może przeciwdziałać temu ograniczenie wysokości udziałów, równe prawo głosu członków. Nie mówiąc już o tym, że są one w sprzeczności z zasadą zysku od kapitału udziałowego i trwać muszą nawzajem w ciągłej walce w stowarzyszeniach je łączących – nie znoszą one samej idei i faktu zysku kapitalistycznego. Wszak wysokość udziału nie stoi w zasadzie w żadnym związku, stosunku z zarobkiem stowarzyszenia na członku, którego ten mu dostarczył przez swój z nim obrót gospodarczy. Nierównomierność tego obrotu jest przyczyną, że dywidenda udziałowa jednego członka będzie pochodzić z zysku stowarzyszenia na obrocie z drugim członkiem. Część członków zatem, zaangażowanych udziałami, a mało lub wcale nie korzystających ze stowarzyszenia, będzie pobierała zysk czysto kapitałowy i znajdować w podstawie samej organizacji stowarzyszenia pobudkę do jego powiększania kosztem innych członków. Jest to możliwe mimo zastrzeżeń ustawy co do związku działalności stowarzyszenia z działalnością gospodarczą członka (gemeinschaftlicher Betrieb), jak również mimo naczelnej zasady kooperacji, zapożyczonej od teorii asocjacji sensu stricto, tj. zasady niezamkniętej liczby członków, z którą przy tym stoi w zasadniczej sprzeczności. Ograniczenie wysokości dywidendy jest tu również paliatywem. Zyski bowiem wtedy idą do funduszu rezerwowego, którym w razie rozwiązania rozporządzają i dzielą się członkowie. Mają więc oni w powiększaniu go, choćby kosztem wyzysku części członków, interes osobisty.

Z chwilą, gdy w stowarzyszeniu dopuszczony jest zysk kapitalistyczny, prędzej czy później ucieka z niego to coś nieuchwytnego, ten duch spółdzielczy, którego istnienie jest warunkiem skuteczności i wartości społecznej pracy kooperacji. W tych warunkach nie może być mowy o bezinteresowności, o przywiązaniu członków do instytucji, o rzeczywistym otwarciu spółki dla wszystkich, co więcej, trudno nawet myśleć o rozwoju i powodzeniu na dłuższą metę. „Gdy kooperacja staje się tylko interesem, jest ona zawsze złym interesem” powiada niezmiernie trafnie Gide. Zdanie to potwierdzą wszyscy doświadczeni praktycy kooperacji.

Toteż kooperatywy indywidualistyczne, dopuszczające zysk kapitalistyczny członków, utrzymują się na poziomie swych dążeń społecznych, a działalność ich odpowiada zasadom kooperacji jedynie w tym razie, jeśli jakaś idea głęboko odczuwana, np. narodowej obrony, podniesienia i emancypacji ludu wiejskiego, miejskiego lub proletariatu, idea polityczna itp., służy im za bodziec i podłoże. Póki ten stan uczuciowy panuje nad pierwiastkiem interesu osobistego, tkwiącego w budowie kooperacji indywidualistycznych, to dopuszcza on do panowania i wywierania swych skutków drugą zasadę kooperacji, uznawaną i przez ten rodzaj kooperatyw, zasadę otwarcia instytucji dla wszystkich. W tym okresie swego istnienia omawiane kooperatywy są z punktu widzenia gospodarczego tworem sztucznym, kombinacją zasady kapitalistycznej (zysk kapitałowy) z zasadą kooperatywną (niezamknięta liczba członków) i dzięki tylko wpływowi elementu zewnętrznego (idea narodowa, polityczna lub tp.) wykazują w działalności znamiona kooperacji. Lecz dwie te zasady stoją z sobą w wewnętrznej ideowej i gospodarczej sprzeczności: jedna reprezentuje egoizm, druga altruizm gospodarczy. I definicja kooperacji, oparta na uznaniu i skombinowaniu tych pierwiastków, określająca zatem kooperację jako środek bogacenia i gospodarczego usamodzielnienia (pierwiastek pierwszy) szerokich warstw, wszystkich (pierwiastek drugi), zawiera w sobie logiczną antytezę, jest teoretycznie niemożliwa. Nie usuwa tej antytezy wprowadzenie i uznanie trzeciej zasady kooperacji, iż jest ona organizacją warstw słabych ekonomicznie. Jeśli tak skonstruowana, że ją tak nazwiemy, „połowiczna kooperatywa” działa w rzeczywistości w duchu nieegoistycznym, kooperatywnym w ogólnym rozumieniu i poczuciu tego słowa i przedstawia nową wartość dla gospodarstwa społecznego, to nie dzięki, lecz mimo swej gospodarczej budowy, pod wpływem idei zewnętrznych, przypadkowych. Charakter i kierunek jej działalności nie noszą cech trwałości. Stoi ona wciąż na rozdrożu. Gdy wpływ zewnętrzny ustaje, napięcie uczuciowe osłabnie, instytucja, nie znajdując w organizacji swej podstawy dla tendencji nieegoistycznych, rychło zmienia się w to, czym z racji swej budowy jest, tj. w spółkę kapitalistyczną.

Że tak jest nie tylko z punktu widzenia teoretycznego, dowodzi codziennie życie praktyczne. Ze względu też na nie rozróżnienie wyżej uczynione jest konieczne i niezmiernie ważne.

Za przykład niech służą spółki kredytowe systemu Schulzego. Póki Schulze żył, wpływem swym zwalczał zwyrodnienia kapitalistyczne swych stowarzyszeń. Później jednak, nie znajdując w podstawach swej organizacji hamulca dla pierwiastka interesu osobistego, weszły one w znacznej części na drogę czysto kapitalistyczną śrubowania dywidend, duch spółdzielczy w nich zaginął, zapanowało traktowanie interesów swych i działalności z punktu widzenia czysto materialnego, w niczym się nie zaczęły różnić od spółek akcyjnych, a nawet zamożniejsze z nich niezmiernie często przeobrażały się na spółki akcyjne. Szereg też praktyków i teoretyków uznaje nie tylko za możliwe, lecz nawet za konieczne wprowadzenie do spółek pieniężnych systemu Schulzego zasady podziału zysków w stosunku do korzystania z przedsiębiorstwa, tj. do odsetek od pożyczek zapłaconych przez członka lub które w danym roku go obciążają. Nie kto inny jak prof. Adolf Wagner zaznaczył, że czysta zasada dywidendowa nie odpowiada charakterowi stowarzyszeń spółdzielczych, jako związków osób (Personalgesellschaft).

Podobnych przykładów można by przytoczyć więcej i z innych dziedzin spółdzielczości, jak handlowo-rolniczej, wytwórczej i in.

Jak omawiane wyżej definicje indywidualistyczne kooperacji przedstawiają jedną skrajność, tak znów w drugą popadają kooperatyści federalistycznego kierunku „kooperacji integralnej”. Na ogół mało się oni zajmują ustaleniem teoretyczno-gospodarczego pojęcia kooperacji, kładąc główny nacisk na idee reformistyczno-społeczne kooperacji, a w określeniach swych mają na oku przede wszystkim kooperację spożywczą. Przyjmują oni za znamiona kooperacji istotne zasady roczdelskiego systemu, tj. otwarcie stowarzyszenia dla wszystkich, równość głosów członków, zasadę rozdziału zysków według korzystania z przedsiębiorstwa.

Tę ostatnią zasadę jeden z przedstawicieli tej szkoły, Lavergne, zajmujący się specjalnie określeniem istoty kooperacji, tak określa („Le régime coopératif”, str. 15-52): „Nazywać będziemy spółkami spółdzielczymi: przedsiębiorstwa dla produkcji i sprzedaży, w których zyski osiągnięte na kupujących, o ile nie są przydzielane do funduszu rezerwowego lub do funduszu dla powiększenia przedsiębiorstwa albo na przedsięwzięcia w interesie zbiorowym, są zwracane samym kupującym pod formą zwrotów towarowych (ristournes), a wymierzanych w stosunku do poczynionych zakupów”. Do kooperatyw zatem zaliczałyby się według tej definicji tylko właściwe spółki spożywcze, spółki produkcyjne, o ile przybiorą formę tzw. kooperatyw solidarności (socjalizujących całe zyski) lub o ile oddają zyski kupującym przedmioty ich produkcji, dalej pod tymi samymi warunkami spółki budowlane, spółki wzajemnych ubezpieczeń, spółki rolnicze dla wspólnych zakupów, wreszcie spółki pieniężne systemu Raiffeisena. Wszelkie inne stowarzyszenia nie byłyby kooperatywami. Lecz i ta tak ciasna definicja jest dla Lavergne’a za szeroka. Wprowadza on zatem dalszą restrykcję, że przedmiotem działalności spółek rozdzielających zysk według zakupów mają być jedynie artykuły stanowiące przedmiot spożycia osobistego lub rodziny członka, co wyklucza z zakresu kooperacji „Raiffeisenki” i spółki rolnicze dla wspólnych zakupów; co się zaś tyczy spółek ubezpieczeniowych, to ryzyko ubezpieczone winno być ryzykiem osobowym lub rodzinnym. Nietrudno spostrzec, że tak ciasna definicja stoi w zbyt rażącej sprzeczności z życiem i jest zbyt jednostronna.

Pośrednie stanowisko, obejmujące możliwie całokształt ruchu kooperatystycznego, zajmują definicje Faya, Kaufmanna, Staudingera i Jacoba („Volkswirtschaftliche Theorie der Genossenschaften” str. 169). Aczkolwiek przeważnie sięgają one w istotę rzeczy, jednak są albo zbyt ogólnikowe, albo też kładą nacisk na znamiona drugorzędne, nie dość uwydatniając najważniejsze.

Nie znajdziemy rozwiązania rozpatrywanej przez nas kwestii i w ogólnych systemach, i w podręcznikach nauki gospodarstwa społecznego. Przeważnie mało miejsca poświęcają one kooperacji, a jeśli się nią szerzej zajmują, to kładą nacisk na znaczenie społeczne kooperacji, jej rezultaty i rodzaje, nie próbując określić jej istoty z punktu widzenia teorii gospodarstwa społecznego (Schmoller, Marshall, Cauwès i in.). Z polskich systemów podaje definicję kooperacji Głąbiński („Wykład ekonomiki społecznej”, str. 598), jednak tylko ogólnikową: „stowarzyszeniami spółdzielczymi nazywamy stałe związki niekapitalistów dla pewnych oznaczonych celów gospodarczych, oparte na samopomocy”.

Ogólny sąd społeczeństwa o kooperatywach streszcza się w zdaniu, że są to instytucje nie dążące do zysku, działające w duchu społecznym. Dla tych swych cech jest kooperacja wśród szerokiego ogółu popularna, w imię ich też faworyzują ją nawet ustawodawstwa skarbowe państw. Tok dotychczasowych naszych rozważań doprowadził nas wyżej do stwierdzenia, iż zasadniczym warunkiem umożliwiającym podobne rozumienie kooperacji, będące najgłówniejszym, a zarazem najistotniejszym ze wszystkich, jest rozdział zysków z przedsiębiorstwa spółkowego między członków według stopnia korzystania z niego. Jest to więc znamię gospodarcze najważniejsze, jakeśmy widzieli, kooperacji. Należy tu uczynić tylko zastrzeżenie, że nie sprzeciwia się tej zasadzie udzielanie z części zysku kapitałowi udziałowemu pewnego ograniczonego wynagrodzenia, uważanego za słuszne i należne mu w danych stosunkach gospodarczych (dywidenda ograniczona np. do stopy procentowej, praktykowanej od wkładów oszczędności). Równoznaczne z tym podziałem zysków jest kolektywizowanie ich w całości (z zastrzeżeniem wyżej wyłuszczonym) w specjalnym funduszu, przeznaczonym z góry na cele powiększenia przedsiębiorstwa lub społeczne, do którego członkowie ani podczas istnienia stowarzyszenia, ani przy jego rozwiązaniu nie mają prawa, a rozporządzać nim mogą tylko w ramach przeznaczenia. Ten sposób bowiem użytkowania zysków eliminuje również moment interesu osobistego, pierwiastek kapitalistyczny z działalności instytucji.

Zasadą poboczną, związaną ściśle z zasadą rozdziału zysków i z nią się uzupełniającą, jest ograniczenie głównych, istotnych czynności przedsiębiorstwa do członków. Teza ta, choć dość jeszcze sporna, jest uznawana w zasadzie przez wszystkie kooperatywy: jeśli między zasadami pionierów z Rochdale figuruje sprzedaż ogółowi, to li tylko dla celów propagandy, przy czym co najmniej połowa zysków ze sprzedaży nie-członkom kolektywizuje się w funduszu rezerwowym. Stanowi ona dalsze ograniczenie momentu kapitalistycznego w kooperacji, jest wewnętrznym wypływem z zasady rozdziału zysków, jednym z jej zastosowań życiowych. Dlatego też nie można jej uważać za zupełnie nowe, samodzielne i istotne znamię. Ze względu jednak na swą wagę i możliwość niestosowania mimo przyjęcia zasady rozdziału zysków należy ją włączyć do definicji kooperacji: kooperatywy nie stosujące jej znajdowałyby w niej pobudkę do wyzysku, do spekulacji, wprawdzie nie dla kapitalistycznych zysków stowarzyszonych, lecz dla powiększania ich udziału w zyskach, nie stojącego w żadnym przyczynowym stosunku do zysku, które ich korzystanie ze spółkowego przedsiębiorstwa instytucji przysporzyło. O ile by zatem stale i z zasady postulatu tego nie stosowały, nie mogłyby być uważane za kooperatywy; co innego, jeśli niestosowanie jest uważane tylko za czasowe, dyktowane jedynie względami oportunistycznymi na propagandę lub nie dość jeszcze silny rozwój instytucji.

Z zasadą tą łączony jest często postulat wykluczający również kapitalistyczny charakter przedsiębiorstwa: mianowicie zasada ścisłego związku między przedmiotem wspólnego przedsiębiorstwa członków a ich własnym, osobistym lub zarobkowym gospodarstwem; zaznacza ona, że przedsiębiorstwo spółkowe nie może stanowić samo przez się nowego, samoistnego źródła zarobku i zysku członków, lecz tylko być wspólnym wykonywaniem, przelaniem na przedsiębiorstwo spółkowe czynności gospodarczych, które by każdy z nich i tak musiał sam pojedynczo wykonywać z racji swego gospodarstwa zarobkowego lub osobistego. Zastrzeżenie to jest potrzebne przy definicji kooperacji według ustawy niemieckiej, z chwilą jednak przyjęcia za istotne znamię kooperacji zasady rozdziału zysków według stopnia korzystania z przedsiębiorstwa jest ono zupełnie zbyteczne. Przyjmując za podstawę przedsiębiorstwo stanowiące samoistne źródło i przedmiot zarobku członków, będące ich odrębną funkcją gospodarczą, nie sposób skonstruować instytucji rzeczywiście spółdzielczej, w której członkowie mogliby z przedsiębiorstwa takiego korzystać nie kapitałem, lecz w zakresie usług jego. Jest to możliwe w instytucjach niespółdzielczych, odpowiadających jednak znamionom niemieckich stowarzyszeń zarobkowych i gospodarczych, jak np. w spółkach kupieckich dla wspólnych hurtowych zakupów lub w spółkach fabryk dla wspólnej sprzedaży swych produktów (kartele), lecz w tych wypadkach omawiane zastrzeżenie nie stawia wcale tamy konieczności zaliczenia tego rodzaju spółek mimo to, wbrew ogólnemu poczuciu, do kategorii kooperatyw. Stowarzyszenia tego typu przyjmują nawet nieraz kooperacyjną zasadę podziału zysków. W tych wypadkach jedyną korektywę i kryterium dla wyodrębnienia stanowić mogą dalsze znamiona kooperacji, przede wszystkim istota kooperacji jako organizacji warstw słabych gospodarczo.

Sposób rozdziału zysku wraz z ograniczeniem działalności do członków w głównych, istotnych czynnościach, dla spełnienia których właśnie przedsiębiorstwo zostało utworzone i powołane do życia, są z punktu widzenia nauki gospodarstwa społecznego zupełnie nową metodą prowadzenia organizacji przedsiębiorstwa, niweczącą w nim zupełnie znaczenie kapitału. Nie można nie zauważyć, że za ukryty punkt wyjścia tych zasad służy leżąca u ich podstawy odrębna teoria wartości i podziału dochodu społecznego, wykluczająca w ogóle pojęcie zysku w jego obecnym rozumieniu. Toteż jeśli mówimy o zysku w kooperatywach, to tylko przez analogię do innych przedsiębiorstw. Same kooperatywy skrzętnie unikają tego słowa: swój rozdział zysków nazywają one „zwrotami nadebranego” (trop perçus, ristournes). Nie tu miejsce na przedstawienie tej teorii. Znajduje ona zresztą swe odbicie w dążeniach kooperacji, o których wyżej mówiliśmy, pragnie ona zrealizować w ustroju gospodarczym zasady zgodne z jej teorią wartości i dochodu społecznego. Wykładnikiem socjalnym tych dążności jest drugie zasadnicze znamię kooperacji, otwarcie jej dla wszystkich. Służy ono za drogę do uczynienia nowego ustroju gospodarczego powszechnym, obejmującym całość społeczeństwa i całokształt jego życia gospodarczego. Zaznaczyć należy, że zasada niezamkniętej liczby członków czyni kooperatywy otwartymi dla wszystkich, lecz tylko dla wszystkich chcących i mogących korzystać z ich usług, nie są bowiem przedsięwzięciem filantropijnym ani przymusowym: kooperatywy są dobrowolnymi zrzeszeniami osób dla osiągnięcia bezpośrednich celów gospodarczych; ponadto zaś kto nie jest w ogóle w stanie prowadzić działalności gospodarczej, korzystać z przedsiębiorstwa spółdzielczego, dla tego nie może stać kooperacja otworem.

Dotykamy tu trzeciego ważnego znamienia kooperacji, stanowiącego korektywę dla dwóch pierwszych, nie wystarczających dla bezwzględnego odgraniczenia kooperatyw od reszty zrzeszeń gospodarczych, mianowicie, iż jest ona organizacją warstw słabych gospodarczo. To jest przyczyną specjalnych ułatwień, które kooperatywy wprowadzają dla zbierania przez siebie kapitału zakładowego. Chcąc być rzeczywiście dostępnymi dla szerokich mas, oznaczają one przeważnie swe udziały członkowskie w niskich bardzo kwotach kapitałowych, dozwalają na ich powolne wpłacanie, używanie na ten cel zwrotów i dywidendy. By zaś mieć jednak niezbędną do wszelkiej działalności gospodarczej podstawę kapitałową, wprowadzają uzupełnienie udziałów kapitałowych przez porękę członków, ograniczoną lub nieograniczoną, za zobowiązania stowarzyszenia. Lecz nie ten sposób zbierania kapitału udziałowego jest znamieniem kooperatyw: mogą się one nieraz bez niego obyć, zależnie od zamożności członków i od rodzaju przedsiębiorstwa prowadzonego; jest on tylko wypływem ogólnej zasady kooperacji wyżej zaznaczonej. Znamię to jest często fałszywie rozumiane, niezgodnie z praktyką życiową i teorią: z faktu, że kooperacja jest organizacją gospodarczą warstw słabych, wyprowadza się wniosek, że jest ona organizacją nie-kapitalistów. Tymczasem w szeregu spółek spółdzielczych bez żadnej szkody dla ich istoty biorą udział i „kapitaliści”, a niektóre nawet nieraz wyłącznie z nich się składają, jak np. rolnicze spółki handlowe w okolicach, gdzie panuje typ średnich i dużych chłopskich gospodarstw. Z tego powodu nieodpowiednim także się wydaje sformowanie powyższego ograniczenia pola działalności kooperatyw w twierdzeniu, że są one przeznaczone dla „warstw słabych gospodarczo”. Chodzi jedynie o to, żeby w zakresie stanowiącym przedmiot przedsiębiorstwa spółkowego członkowie spółki spółdzielczej byli w rozumieniu ogółu w danym ustroju społecznym słabsi od strony przeciwnej, z którą wchodzą w stosunek gospodarczy, np. robotnik wobec przedsiębiorcy i sklepikarza, rolnik wobec kupca itp. W innej dziedzinie może być ten sam członek stroną silniejszą gospodarczo. Chodzi zatem jedynie o słabość gospodarczą relatywną. W znamieniu tym znajduje wyraz względność pojęcia kooperacji, a zarazem jej reformistyczny charakter w stosunku do obecnego ustroju gospodarczego społeczeństwa.

Pozostają nam jeszcze do rozpatrzenia trzy tezy, uważane często za znamiona kooperacji, mianowicie kooperacja jako organizacja samopomocy oraz równouprawnienie i równa odpowiedzialność członków w stowarzyszeniu. Co się tyczy pierwszej, to trudno niesłychanie przeprowadzić teoretycznie granicę, gdzie się kończy samopomoc, a gdzie się zaczyna. W praktyce zaś nieraz kooperatywy, uważane powszechnie za instytucje dobra społecznego, korzystają z pewnej nieraz bardzo wydatnej pomocy państwa lub innych czynników publicznych, a nawet prywatnych. W postulacie tym tkwi jednak pewna słuszna myśl, że przedsiębiorstwo spółkowe musi być instytucją prywatno-gospodarczą. Myśl ta da się sformułować znacznie konkretniej w twierdzeniu, że w kooperatywach członkowie są współwłaścicielami przedsiębiorstwa. Ponieważ jednak istnieją i spółki dzierżawne, przeto dla uniknięcia nieporozumień możemy myśl tę określić stwierdzając, że związek osób stanowiących instytucję spółdzielczą jest podmiotem gospodarującym, a więc samoistnym gospodarzem. Dodajmy przy tym, że członkowie są „równouprawnieni”, a zarazem odpowiemy na drugą i trzecią z postawionych przez nas kwestii. Mianowicie o równej odpowiedzialności członków nie może być mowy; jest ona w stowarzyszeniu z ograniczoną poręką różna, zależnie od udziału członka, i nie ma w tym nic sprzecznego z ogólnym charakterem i ideami kooperacji. Natomiast demokratyczny charakter ustroju kooperatyw, nie stojący w żadnym związku z udziałem kapitałowym członków i ich odpowiedzialnością, jest powszechną zasadą kooperacji od początku jej istnienia, zapożyczoną razem z zasadą otwartości dla wszystkich od teorii asocjacji. Wprawdzie w niektórych państwach, gdzie ustawodawstwo na to pozwala (Austria), dopuszczalne jest posiadanie głosów w stosunku do liczby udziałów, lecz zazwyczaj spółki prawo to ograniczają. Nieograniczone prawo głosu w stosunku do ilości udziałów byłoby zasadniczym naruszeniem niekapitalistycznego charakteru kooperacji.

Doszliśmy do kresu naszych rozważań. Na ich podstawie możemy dać następującą definicję kooperacji: kooperacją, czyli spółdzielczością, (Coopération, co-operation, Genossenschaftswesen) jest sposób prowadzenia przedsiębiorstwa zbiorowego, przy którym podmiotem gospodarującym jest dobrowolny związek osób o niezamkniętej liczbie równouprawnionych członków1, przedsiębiorstwo zaś ogranicza istotną swą działalność w zasadzie tylko do członków i obejmuje dziedzinę, w której ci ostatni są stroną słabszą gospodarczo, przy czym zyski z przedsiębiorstwa rozdziela się między członków w stosunku do stopnia korzystania z niego albo też zbiera w specjalnym funduszu, z góry przeznaczonym na cele powiększania przedsiębiorstwa lub społeczne, do którego członkowie nie mają żadnego prawa2.

Kooperatywą zaś, czyli spółdzielnią (société coopérative, co-operative society, Genossenschaft), nazwiemy dobrowolny związek osób o niezamkniętej liczbie równouprawnionych członków, mających na celu prowadzenie przedsiębiorstwa ograniczającego swą istotną (główną) działalność w zasadzie tylko do członków i obejmującego dziedzinę, w której ci ostatni są stroną słabszą gospodarczo, przy czym zyski z przedsiębiorstwa rozdziela się między członków w stosunku do stopnia korzystania z niego albo też zbiera w specjalnym funduszu na cele powiększenia przedsiębiorstwa lub społeczne, do którego członkowie nie mają żadnego prawa.

Jeżeli instytucja posiada w zupełności wszystkie znamiona kooperacji, nosić może miano „kooperatywy doskonałej” (parfaite, reine). Jeżeli łamie niektóre mniej ważne zasady (prócz zasady podziału zysków), lecz tylko chwilowo, dla pewnych względów oportunistycznych, zasługiwać będzie na nazwę „kooperatywy ze zboczeniami” (mit Entartungserscheinungen, imparfaite). Jeżeliby jednak w instytucji łamana była najistotniejsza zasada kooperacji, zasada rozdziału zysków, to nie może ona rościć sobie wcale prawa do nazwy kooperatywy; jedynie ze względu na to, że niektóre z tych instytucji, mimo swej kapitalistycznej budowy, rozwijają nieraz dodatnią działalność społeczno-gospodarczą, analogiczną do kooperatystycznej, możemy nazwać ten rodzaj stowarzyszeń „kooperatywami połowicznymi”, aczkolwiek z punktu widzenia nauki gospodarstwa społecznego nie są one wcale kooperatywami, lecz zrzeszeniami kapitalistów, kapitalistycznymi. Jeżeli wreszcie kooperatywa ze zboczeniami lub kooperatywa połowiczna w działalności swej dopuszcza trwałe zboczenia, staje się w zupełności instytucją kapitalistyczną, to wtedy przestaje należeć do instytucji spółdzielczych, względnie społecznych, staje się „kooperatywą formalną”, względnie „kooperatywą połowiczną formalną”.

Ponadto istnieje szereg związków, które nie mając w zasadzie na celu bezpośredniej działalności gospodarczej, przedsiębiorą i przeprowadzają nieraz czynności gospodarcze w sposób spółdzielczy. Nie możemy ich zaliczać do kooperatyw, gdyż brak im istotnej ich cechy, tak w stosunku do celu związku, jak w stosunku do momentu stałości i trwałości pracy gospodarczej, charakteryzującego kooperatywy. Tym niemniej znaczenie ich społeczne jest nieraz duże, są one zazwyczaj stadium wstępnym ruchu kooperatystycznego, przygotowują teren dla właściwych kooperatyw. Nazwać je możemy „instytucjami przygotowawczymi dla kooperacji”.

Określenie wyżej wyłożone pojęcia kooperacji doprowadziło nas do stwierdzenia istnienia w łonie asocjacji o celach bezpośrednio gospodarczych dwóch odrębnych kategorii zrzeszeń: jednej o charakterze kapitalistycznym, różniącej się pod względem gospodarczym od właściwych zrzeszeń – asocjacji sensu largo – kapitału jedynie sposobem ukształtowania się zbiorowego podmiotu gospodarującego, oraz drugiej, stanowiącej właściwą kooperację. Z punktu zatem widzenia sposobu prowadzenia gospodarstwa możemy w nauce gospodarstwa społecznego odróżnić tylko dwie grupy zrzeszeń o celach bezpośrednio gospodarczych: asocjacje kapitału (wraz z instytucjami, nazywanymi przez nas „kooperatywami połowicznymi”) i asocjację sensu stricto, tj. osób, czyli kooperację właściwą – oraz stwierdzić istnienie obok nich asocjacji osób dla celów pośrednio gospodarczych. Z punktu jednak widzenia podmiotu gospodarującego musimy rozróżnić: I. gospodarczą asocjację kapitałów, II. gospodarczą asocjację właściwą, sensu stricto, tj. osób, dla celów 1) pośrednio gospodarczych, 2) bezpośrednio gospodarczych o ustroju a) kapitalistycznym (tak nazwane przez nas „kooperatywy połowiczne”) i b) spółdzielczym (właściwe kooperatywy). Dwie pierwsze formy asocjacji gospodarczej osób, rzadko trzecia, występują czasem w formie przymusowej; stanowią one wtedy organizacje gospodarcze specjalne, sui generis.

Dystynkcje przeprowadzone wyżej, określenia pojęć tak często używanych, mają znaczenie nie tylko dla teorii. Jedynie dokładne zdanie sobie sprawy z istoty środka, którego się używa, może zapewnić praktyce powodzenie i osiągnięcie postawionych celów. Ono tylko może wyjaśnić granice stosowalności danej formy gospodarczej, jej znaczenie gospodarcze i społeczne, skutki, których po niej spodziewać się można, metody pracy, których wybrana forma gospodarcza dla skuteczności swej wymaga. Oszczędzić ono może praktyce licznych gorzkich zawodów i ułatwić omijanie błędów czyniących ją bezpłodną i jałową.

Asocjacja gospodarcza we wszystkich swych rodzajach, a szczególnie wśród niej spółdzielczość, okazała się w ciągu ubiegłego stulecia pierwszorzędnym czynnikiem, potężnym narzędziem postępu gospodarczego, szczególniej dla narodów niezasobnych, stojących na niższych stopniach rozwoju ekonomicznego. Jak wszelkie jednak narzędzie dokazuje ona cudów w rękach tych, którzy jej umieją użyć. Jest to zaś niemożliwe bez dokładnego wniknięcia w jej istotę.

Przypisy:

1. Nie kładziemy nacisku na to, że związek ma na celu bezpośrednią działalność gospodarczą, gdyż samo pojęcie przedsiębiorstwa myśl tę zawiera.

2. Wyrazu kooperacja, czyli spółdzielczość, używa się również w innym znaczeniu, dla oznaczenia ogółu instytucji spółdzielczych pewnych narodowości lub pewnego działu, np. kooperacja spożywcza, angielska, polska, rolnicza itp. To znaczenie wyrazu „kooperacja” oddawane jest także nieraz w polskim języku przez słowo „wspólnictwo”.


Powyższy tekst to cała broszura, wydanie II, wydana w serii „Biblioteka Tygodnika Gospodarczego” nr 1, Księgarnia Wł. Wilak, Poznań 1946. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski. Poprawiono pisownię według obecnych reguł. Wersję elektroniczną przygotowali Aleksandra Zarzeczańska i Remigiusz Okraska.