Nasze stowarzyszenia dla kredytu ludowego [1894]

Owym pamiętnym, opisanym powyżej walkom i agitacjom Lassalle’a i Schulzego z Delitzsch przypatrywał się z wielkim zajęciem przebywający wówczas w Niemczech zaszczytnie u nas znany na polu kooperacji Józef Kirszrot-Prawnicki.

Łatwym było do przewidzenia, że Prawnicki stanie w szeregach Schulzego z Delitzsch; po powrocie do kraju przeniósł on idee tegoż na grunt rodzinny.

Szereg swych prac w danym przedmiocie rozpoczął w „Ekonomiście” i ogłosił:

W grudniu 1865 r. pracę „O stowarzyszeniach zaliczkowych”.

W październiku 1866 r.: „Stanowisko stowarzyszeń ludowych w ekonomice”.

W marcu 1876 r.: „O stowarzyszeniach kredytu ludowego we Francji”.

W 1870 r. wyszła obszerniejsza praca: „O stowarzyszeniach zaliczkowych”.

W 1886 r. przybyło dzieło specjalne w przedmiocie kredytu włościańskiego.

Nie wyliczamy tu bynajmniej wszystkich prac Prawnickiego, a przytaczamy jedynie te, które są w związku z kwestią kredytu ludowego.

Niezależnie od tych prac naukowych Prawnicki rozwinął swą działalność na polu praktycznego zastosowania idei samopomocy w naszym kraju. Pierwszym jego dziełem na tej niewdzięcznej niwie była inicjatywa i organizacja potężnej naszej Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich, na wzór której zorganizowały się wszystkie nasze stowarzyszenia kredytowe spółdzielcze na prowincji.

Jego to energicznej pracy zawdzięczamy poparcie wybitnych osobistości i wyjednanie przychylnej decyzji władz.

Było to w r. 1869.

Charakterystyka owej epoki żywo nam jeszcze pozostaje w pamięci.

Była to epoka najżywotniejszej działalności Leopolda Kronenberga, który całe ówczesne społeczeństwo pobudzał do pracy w szerokim stylu.

Wówczas to powstały: Bank Handlowy w Warszawie; Warszawski Bank Dyskontowy, Towarzystwo Wzajemnego Kredytu, Towarzystwo Kredytowe m. Warszawy i Bank Handlowy w Łodzi.

Dzięki usiłowaniom Prawnickiego i pomocy Aleksandra Temlera ustawa Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich w dniu 24 września 1869 r. pozyskała zatwierdzenie władzy. Czynności Kasy rozpoczęto w dniu 1 lutego 1870 r. w mieszkaniu prywatnym głównego protektora Kasy, Aleksandra Temlera.

Pierwotny kapitał wynosił rs. 4156 kop. 50; ale niesłychanie szybki rozwój instytucji wymagał powiększenia kapitału.

Leopold Kronenberg, ówczesny prezes komitetu Kasy, oraz Bank Handlowy w Warszawie udzielili Kasie Przemysłowców kredytu do wysokości 5000 rs., które z następstwem czasu podniesione zostały do 10000 i 15000 rs. Kredyt ten powiększyło w 1874 r. Warszawskie Towarzystwo Wzajemnego Kredytu sumą 30000 rs.

Jak niezbędną była ta instytucja dla naszego organizmu ekonomicznego i jak szybkim wzrost jej potęgi, świadczy okoliczność, że już po trzech latach istnienia wszelkie kredyty okazały się zbytecznymi, a Kasa na silnych podstawach funkcjonowała o własnych siłach.

Wypracowanie ustawy, wyjednywanie zatwierdzenia władzy i rozpoczęcie pierwszych czynności należy bez wątpienia do prac najtrudniejszych; zdawałoby się zatem, że po załatwieniu się z tą najważniejszy częścią pracy reszta sama przez się składać się powinna.

Ale tak nie było.

Oto, co w tym względzie pisze Kirszrot-Prawnicki w swej broszurze wydanej w 1880 r. „in gratiam” pierwszego dziesięciolecia Kasy.

„Założyciele, wyjednawszy zatwierdzenie ustawy, rozesłali około tysiąc odezw do przemysłowców, rzemieślników i kupców warszawskich, zapraszając ich do przyjęcia udziału w nowej instytucji. Zaproszenie to przyjęto z niedowierzaniem, aby zamiar założycieli mógł być urzeczywistnionym.

Ludziom naówczas nie mogło się w głowie pomieścić, jak można się kusić o założenie banku bez kapitału zakładowego”.

Przychylną też odpowiedź na zaproszenie założycieli udzieliło zaledwie 180 osób, i to bynajmniej nie z tych sfer, dla których instytucję założono i przeznaczono, lecz z grona inteligencji i większego przemysłu. Po większej części pierwsi ci uczestnicy nie przystąpili z zamiarem korzystania z kredytu instytucji, ale dla przykładu i zachęty innych do uczestnictwa. Udział też tych sfer niepomiernie przyczynił się do pomyślnego rozwoju Kasy.

Pomimo licznych przeszkód napotykanych na samym wstępie szlachetni prowodyrzy Kasy nie ustawali w pracy, która nazwiska ich trwałymi zgłoskami wyryła na kartach dziejów naszego życia ekonomicznego. Rezultaty ich działalności przewyższyły najśmielsze oczekiwania; oto obraz stopniowego rozwoju działalności Kasy pożyczkowej przemysłowców warszawskich od 1870 do 1892 roku.

Sumy pomieszczone w przytoczonych kolumnach obejmują jedynie salda, czyli pozostałości rachunków na końcu roku; jeżeli zasumujemy obroty dokonane w minionych 22 latach, przekonamy się, że Kasa Pożyczkowa Przemysłowców Warszawskich udzieliła średnich i drobnych pożyczek na sumę około rs. 66 000 000 (sześćdziesiąt sześć milionów), przyjęła zaś na oprocentowanie średnich i drobnych oszczędności na sumę około 17 500 000 rs. (siedemnaście milionów pięćset tysięcy rubli!).

Jakąż potęgę zawierają w sobie te dwie sumy! Komentarzy i wniosków pisać by można bez końca; ograniczymy się jedynie na skoncentrowaniu uwagi czytelnika na okoliczność, o której już nieraz wspominaliśmy i powtarzać będziemy bez końca: „Wieluż rzemieślników, drobnych przemysłowców, handlujących etc. owe sześćdziesiąt sześć milionów wydarło z paszczy lichwy, nędzy i moralnego upadku?”.

„Wieleż nam przysporzyły pracy produkcyjnej?”.

„Wieleż zdrowych myśli zaszczepiły w umysłach, w których odtąd kiełkować pocznie potężna idea samopomocy!”.

A gdy pomyślimy, że owe rs. 66 000 000 są rezultatem działalności zaledwie jednego stowarzyszenia, łatwo dojdziemy do przekonania, do jak świetnych doszlibyśmy rezultatów, gdyby każde miasto handlowe lub fabryczne posiadało przynajmniej po jednym takim stowarzyszeniu. Nie mniej pouczającą jest suma drobnych i średnich kapitałów na lokacji rs. 17 500 000, a więc prawie czwarta część udzielonych pożyczek pochodziła z niewielkich oszczędności klas pracujących. Przy pomocy zatem stowarzyszeń spółdzielczych oszczędności zamożniejszych idą na pożytek współbraci, zamiast spoczywać bezprodukcyjnie na dnie kufra lub szuflady.

Suma kapitałów na lokacji byłaby znakomicie większą, gdyby nie ograniczenia przepisane ustawą, na zasadzie której Kasa Pożyczkowa nie może przyjmować dowolnych sum, lecz tylko do pewnej ograniczonej wysokości.

Czyż potrzeba lepszego świadectwa zaufania, jakim u nas cieszy się nazwa Kasa Przemysłowców?

***

Jakkolwiek w funkcjonowaniu Kasy dostrzegać się dają tu i ówdzie uchybienia pod względem ścisłego zastosowania się do uświęconych tradycją i wypróbowanych w praktyce zasad instytucji opartych na samopomocy, jakkolwiek stowarzyszenie to nieraz mija się z celem, dla którego zostało utworzonym, działalność jednak Kasy Przemysłowców jest tak doniosłą dla naszego społeczeństwa, że dla uchybień tych należy być pobłażliwym.

Jedno tylko ciężkie przewinienie ciąży na przewodnikach naszej Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich, tym cięższe, że zły ten przykład przeniósł się i do naszych stowarzyszeń prowincjonalnych.

Przestępstwem tym społecznym jest bezprzykładny w dziejach europejskich instytucji kooperacyjnych zamach na swobodę ogólnych zebrań stowarzyszenia.

Z bezprzykładnym despotyzmem i ignorancką elementarnych zasad kooperacji podkopano doniosłość ogólnych zebrań uczestników, których prawa i edukacja ekonomiczna w naszej instytucji kończą się przy drzwiach Kasy i brzegach urny wyborczej, i to urny przyjmującej tylko kandydatów z góry narzuconych, wypisanych na liście „ad usum Delphini” przygotowanej.

Ogólne zgromadzenia w naszej Kasie nie są zebraniami wszystkich lub nawet cząstki uczestników tej instytucji, lecz tylko zebraniem tak zwanych reprezentantów. Zastanówmy się nieco nad tym parlamentem bismarckowskim; jest to utwór czysto swojski, tym ciekawszy, że na próżno szukalibyśmy go w reszcie Europy: zawstydza on Metternichów i Bismarcków wszystkich czasów.

Tak zwane Zgromadzenie Reprezentantów składało się pierwotnie z pięćdziesięciu członków dożywotnich, wybranych na pierwszym ogólnym zgromadzeniu wszystkich uczestników Kasy.

Tylko śmierć lub dobrowolne ustąpienie mogło odnowić ten zastęp niezwyciężonych. Z początku uzupełniano owych reprezentantów z grona wszystkich uczestników Kasy, lecz niebawem konstytucję tę spętano iście bismarckowskim wędzidłem!

Na pamiętnym zgromadzeniu Reichstagu z 31 stycznia 1875 r. zadecydowano: „ażeby ci niezwyciężeni reprezentanci wybierani być mogli nie z grona wszystkich uczestników instytucji, lecz tylko z grona osób wymienionych na z góry przygotowanej liście”, rozumie się z grona arystokracji przemysłowo-handlowej, bez owej krzykliwej przymieszki plebsu.

Na tymże zebraniu stał się fakt równie ciekawy: parlament udzielił pewnego rodzaju konstytucji, panowie dożywotni dobrowolnie zrzekli się swych praw dożywotnich i pozwolili odnowić 1/5 część swego grona po pięcioletniej kadencji, „kandydatami z liczby osób wymienionych na wzmiankowanej powyżej liście wybieralnych”.

Wybory te na nie mniej baczną zasługują uwagę. Tylko do roku 1875 wybór reprezentantów odbywał się na zgromadzeniu wszystkich uczestników. Lecz i tej spętanej swobody pozazdroszczono stowarzyszonym, ponieważ niektórzy (ci właściwie, którzy się przyczynili do utworzenia obecnego funduszu rezerwowego około rs. 200 000) – o zgrozo! – śmieli czynić wnioski! Precz z wnioskami! – i jednym zamachem skasowano ogólne zgromadzenia uczestników.

Obecnie w okresie wyborczym stawia się w Kasie tego stowarzyszenia urna wyborcza na dni kilka (zbytek łaski!), do której przypadkiem do Kasy przybyli uczestnicy bezmyślnie i zapewne nie bez ubocznych wpływów składają kartki wyborcze, oczywiście przyzwoicie wypełnione, bez żadnych tam Welfów, Alzatczyków, dzikich etc.

O szlachetny cieniu Schulzego z Delitzsch. Co Warszawa wyprawia z twoimi genialnymi pomysłami! Tyś tak wielkie przywiązywał znaczenie do ogólnych zebrań – pragnąłeś, ażeby one były szkołą ekonomiczną dla niższych warstw społeczeństwa, szkołą samodzielnego życia. Tyś pragnął zapoznać uczestników z ustrojem instytucji dla nich stworzonej, tyś pragnął umożliwić uczestnikom wzięcie udziału w zarządzie ich własnego stowarzyszenia, gdy zaufanie kolegów powoła ich kiedyś do tej godności!

Tak… ale my stoimy powyżej ponad twoimi genialnymi pomysłami. Dla nas to wszystko zbyteczne. Nam nie trzeba szkoły ekonomicznej. Dość mamy knajp, restauracji, kawiarni! Smutne to – ponad wyraz smutne, ale prawdziwe.

Obawy, ażeby Kasą nie kierowały łatwo powodować się dające masy ludowe, były i są płonnymi; owe masy ludowe w stosunku do znakomitej i bezwarunkowej większości uczestników z grona inteligencji i większych przemysłowców i kupców byłyby tak mało ważną przymieszką, że o losy Kasy Pożyczkowej nie ma obawy.

Wzgląd ten bynajmniej nie był obcym Schulzemu z Delitzsch i dlatego postanowił: „że ogólne zgromadzenie uczestników ma prawo do działania w obrębie administracji, wówczas gdy wykonanie i kontrola interesów pozostaje w rękach od czasu do czasu odnawianego komitetu”.

Gdyby instytucja ogólnych zgromadzeń przysporzyła rokrocznie społeczeństwu choćby jednego tylko ekonomicznie wykształconego uczestnika – gdyby choć jednego tylko na rok pracownika przeniosła ze sfery najemników do sfery samodzielnych przedsiębiorców, społecznemu posłannictwu Kasy stałoby się zadość.

Dla zadośćuczynienia tej właśnie idei w wielu stowarzyszeniach niemieckich po cztery razy na rok zwołują ogólne zebrania uczestników, jedynie w celu obeznania ich z biegiem operacji i mechanizmem instytucji; obok bowiem szkoły ekonomicznej częste zebrania rozbudzają interes dla stowarzyszenia, zarówno wpośród stowarzyszonych, jak i w masach ludowych utrwalają i rozpowszechniają potężną i zbawienną dla społeczeństwa ideę samopomocy, uczą myśleć samodzielnie bez potrzeby ślepego polegania na innych, rozwijają inteligencję uczestników, utrwalają sąd o rzeczach, wyradzają inicjatywę osobistą, ścieśniają węzły przyjaźni i przysposabiają do należytego pojęcia różnych kwestii ekonomicznych.

Owe sfery ludowe nie zaszkodziły tylu tysiącom stowarzyszeń w różnych krajach, nie zaszkodziłyby i naszej Kasie!

Despotycznym zniesieniem ogólnych zebrań uczestników Kasy pogwałcono najdonioślejsze dla pomyślnego rozwoju społecznego zasady i cele instytucji opartej na samopomocy.

Znane nam są wasze szablonowe odpowiedzi, mości panowie reprezentanci, na czynione wam w tym przedmiocie zarzuty; że wasze poglądy są stanowczo mylne, dostatecznie świadczy fakt, iż nowo zatwierdzona w ministerstwie Ustawa Normalna orzeka (§74 i następne):

I. „Że zebrania uczestników mają być ogólnymi wszystkich członków (nie zaś reprezentantów); tylko do stowarzyszenia należące korporacje i artele [artel – z rosyjskie; nazwa nieformalnego zrzeszenia gospodarczego, stanowiącej swoistą formę prototypową nowoczesnych spółdzielni – przyp. redakcji Kooperatyzm.pl] delegują swego reprezentanta”.
II. „Że zebrania te odbywać się mają najmniej dwa razy do roku, z możnością zwoływania ich częściej w razie potrzeby”.
III. „Że każdy członek stowarzyszenia posiada jeden głos na ogólnych zebraniach”.

Otóż tak pojmują najwyższe sfery doniosłość ogólnych zebrań, a fakt ten chyba dostateczną jest podstawą do zażądania zmiany ustawy i zniesienia despotycznej organizacji reprezentantów, przynoszącej ujmę stowarzyszeniu i dotkliwe straty moralne społeczeństwu.

Wprawdzie niebacznie okiełzani żałowali swej nierozwagi i zażądali powrotu do ogólnych zebrań, ale tym naiwnym władza Kasy odpowiedziała w „Kurierze Warszawskim” z dnia 4 lipca 1890 r.: „Nic z tego, panie dobrodzieju, o tym mowy być nie może, albowiem zgromadzenia takie nie są zgodne z ustawą, która zna tylko zgromadzenia reprezentantów”.

Opinia publiczna jednakowoż innego jest zdania.

Kto sfabrykował ową ustawę?

Ustawy wszelkie nie są nietykalne! Złe lub ze szkodą dla stowarzyszonych czy społeczeństwa zredagowane ustawy mogą być każdego czasu zmienione!

A jak podobna ustawa w danym punkcie zredagowaną być powinna, wskazała władza najwyższa – ministerstwo finansów.

Korzystanie z nieświadomości i braku ekonomicznego wykształcenia średnich i niższych warstw społeczeństwa, odjęcie im możności emancypacji, obeznania się z potężną ideą samopomocy i mechanizmem ich własnego stowarzyszenia, odjęcie im możności samodzielnego myślenia bez ślepego polegania na drugich, utrudnienie rozwoju ich inteligencji i utrwalenia zdrowego sądu o rzeczach oraz wyradzania się inicjatywy osobistej – wszystko to jest głęboko sięgającym przestępstwem społecznym najwyższego stopnia, wobec którego bledną najświetniejsze nawet rezultaty finansowe Kasy.

Tak jednak zostać nie może! I nie powinno!

Postanowiliśmy apelować do uczuć obywatelskich prowodyrów Warszawskiej Kasy Przemysłowców.

„Il est avec le ciel
des accomodements”…

i korzystając z przysługujących nam praw uczestnika Kasy, wystosowaliśmy w styczniu 1892 r. do komitetu tejże wniosek żądający (na podstawie §67 ustawy, nakładającego na Radę obowiązek roztrząsania wszelkich wniosków uczestników i przedstawienia takowych ogólnemu zebraniu reprezentantów) rozstrzygnięcia na najbliższym zebraniu kwestii następujących:

I. Ażeby ustanowić chociaż jedno ogólne zgromadzenie uczestników (choćby w liczbie ograniczonej, równej liczbie uczestników według nowej ustawy normalnej), a to w celu zapoznania członków z mechanizmem ich własnego stowarzyszenia.

II. Ażeby Kasa Warszawska, która świetny swój rozwój i wielki fundusz rezerwowy zawdzięcza średnim i niższym warstwom społeczeństwa, wywdzięczyła się założeniem drugiej Kasy na podstawie nowej ustawy normalnej, to jest moralnym i materialnym przyczynieniem się do założenia takowej; a wiedzieć należy, że ci, którzy ów fundusz rezerwowy złożyli, nigdy już z niego – jak to w towarzystwach akcyjnych bywa – korzystać nie będą!

III. Ażeby Kasa stale przeznaczyła z corocznych zysków najskromniejszy choćby datek na popularyzowanie idei samopomocy i zakładanie stowarzyszeń na prowincji.

Na wniosek ten otrzymaliśmy odpowiedź żądającą:

„Zebrania na podaniu podpisów dwudziestu uczestników Kasy”.

Zdawałoby się, że nic łatwiejszego – postanowiliśmy nawet zebrać znakomicie więcej podpisów i udaliśmy się do komitetu z prośbą o dostarczenie nam listy uczestników Kasy. Na to otrzymaliśmy odpowiedź:

„Że drukowanej listy uczestników nie ma i że można takową – pisaną – przejrzeć w Kasie”.

Jakkolwiek przy około rs. 200 000 funduszu rezerwowego miałoby się prawo domagania się corocznego wydrukowania listy uczestników – ale mniejsza o to – idziemy tedy do Kasy z prośbą okazania nam owej listy pisanej. I cóż się okazuje?

Przedstawiają nam księgę obejmującą li tylko nazwiska członków bez adresów, nadto nie teraźniejszych członków z 1892 r., ale i wszystkich byłych od 1870 r. bez żadnej adnotacji, który uczestnik jeszcze należy do stowarzyszenia, a który już dawno wystąpił lub umarł. Liczba więc obecnych około 4000 uczestników rozproszoną jest w ogólnej liczbie około l5700 członków obecnych, byłych i zmarłych, począwszy od 1870 do 1892 r., bez żadnego wyróżnienia, bez adresów, bez żadnej adnotacji – tylko same nazwiska! No i szukaj wiatru w polu. Wobec takiego porządku rzeczy nie może być mowy o zebraniu podpisów, gdyż uczestnicy niezespoleni ogólnymi zebraniami nie znają się wcale; że zaś nie istnieją corocznie uporządkowane listy uczestników z ich adresami, przeto o zebraniu podpisów absolutnie mowy być nie może; a że bez 20 podpisów wnioski nie bywają przyjmowane, więc… górą wyższa polityka!

Lecz czyżby istotnie na to nie było lekarstwa?

Jeśli przy około 4000 stowarzyszonych nie ma tak skromnej liczby członków inteligentnych, którzy by utworzyć mogli skuteczną opozycję, jeżeli paragrafy ustawy nie tylko nie bronią, ale przeciwnie, z rozmysłem podkopują najdonioślejsze interesy moralne stowarzyszonych, wówczas każdy uczestnik ma prawo apelować do władzy prawodawczej.

Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że pomimo naszej powszechnie znanej obojętności i niczym nie wytłumaczonej apatii dla spraw wymagających nieco więcej trudu, pomimo braku ekonomicznego wykształcenia ogółu uczestników Kasy kwestia ogólnych zebrań chociaż późno, ale ostatecznie w sposób sprawiedliwy, zgodny z zasadami kooperacji i najwyższymi interesami społecznymi, pomimo wszelkich stawianych trudności, załatwioną zostanie.

Do jakiego stopnia despotyczne zniesienie ogólnych zebrań zdepopularyzowało Kasę Pożyczkową pośród tych właśnie, dla których wyłącznie została utworzoną, dowodzi bezustannie malejąca liczba uczestników oraz fakt, że obecnie zarząd Kasy specjalnymi okólnikami zmuszony jest objaśniać „mniej zamożnych, ażeby ich wyprowadzić z błędnego mniemania, jakoby Kasa Pożyczkowa pierwiastkowo dla mniejszego przemysłu do życia powołana, wzrósłszy w kapitały, niechętnie dziś wchodziła z nimi w stosunki etc”.

Do tegoż więc niestety doszło, że stowarzyszenie spółdzielcze osobnymi okólnikami poucza swych uczestników o celach istnienia Kasy.

Jakież to szczytne i budujące1!

Lecz dajmy pokój tym okólnikom.

Postawmy kwestię jasno; przyznajmy szczerze, że niewygodnie nam już teraz w towarzystwie szewców, krawców etc., zachciało nam się Rady i godności Towarzystw Akcyjnych. Bardzo pięknie! To nas bynajmniej nie zadziwia; zjawisko to bynajmniej nie odosobnione.

Nasza Kasa Pożyczkowa Przemysłowców Warszawskich stanowi obecnie instytucję równą innym bankom akcyjnym, która niewiele ma wspólnego z ową doniosłą misją cywilizacyjną, o której marzył nieśmiertelny twórca tych instytucji. Skromnemu zakresowi kooperacyjnej działalności Kasy coraz bardziej ubywa pola, a rozwój jej i napływ kapitałów z konieczności rzeczy popychają Kasę do większych operacji bankierskich.

Niewygodnie i ciasno jest tej już teraz wielkiej instytucji finansowej poruszać się w skromnych granicach ustawy stowarzyszenia kooperacyjnego; niewygodnie też jest uczestnikom Kasy, a zwłaszcza też doniosłym interesom społecznym z obecnym jej prądem i dziwaczną anomalią reprezentantów. Powtarzamy: że zjawisko to bynajmniej nie jest odosobnionym; fakty podobne przejścia instytucji kooperacyjnej z pola skromnej działalności stowarzyszenia spółdzielczego na tory wielkiej instytucji finansowej ujawniały się w Niemczech bardzo często.

Jednym stowarzyszeniom prowadzenie większych operacji udało się szczęśliwie i te przyjęły z czasem formę towarzystw akcyjnych; ale ustępując z pola kooperacji, tworzyły z własnej inicjatywy i własnych funduszów nowe stowarzyszenia spółdzielcze bez pogwałcenia elementarnych zasad instytucji opartych na samopomocy herezjami podobnymi do organizacji naszych „zgromadzeń reprezentantów”.

Wiele stowarzyszeń niemieckich podobne odstąpienie od właściwych zasad doprowadziło do zguby. Wypadków takich było w Niemczech w r. 1875 cztery; w r. 1876 cztery; w r. 1877 pięć; w r. 1878 siedem; w r. 1879 pięć; w r. 1880 dwa; w r. 1881 trzy.

Cyfry te byłyby daleko większe, gdyby katastrofy nie uprzedzano we właściwym czasie likwidacją; likwidacji takich było w r. 1875 jedenaście; w r. 1876 trzynaście; w r. 1877 czternaście; w r. 1878 dwadzieścia trzy; w r. 1879 dwadzieścia cztery; w r. 1880 trzynaście; w r. 1881 dwadzieścia jeden; w r. 1882 – osiem. Liczby zarówno upadłości, jak i likwidacji poprzednio podane dotyczą tych tylko stowarzyszeń, które zarządowi centralnemu nadesłały swe sprawozdania; w rzeczywistości były one znakomicie większe. Pomijając olbrzymie straty poniesione przez upadłości i likwidacje, straty tych instytucji, które się pozostały i szczęśliwie wybrnęły z zachwianego położenia, wynosiły 12 500 000 marek. Suma ta odnosi się do tych tylko stowarzyszeń, które zarządowi centralnemu nadesłały swe sprawozdania; w rzeczywistości suma ta była o wiele większą i przez biuro centralne na 20 000 000 marek oznaczoną.

W tym miejscu na sławę nieśmiertelnego Schulzego z Delitzsch wzmiankować należy, że przepowiadał owe katastrofy i przy każdej sposobności energicznie walczył przeciwko naruszeniom zasad instytucji opartych na samopomocy.

Reorganizacja stowarzyszenia spółdzielczego na towarzystwo akcyjne odbywała się za granicą w następującym porządku:

I. Dowolna liczba uczestników stowarzyszenia, w których łonie powstała myśl reorganizacji, zbiera od wszystkich uczestników podpisy na trzech listach: a) pierwsza obejmuje podpisy uczestników, którzy cały swój w stowarzyszeniu posiadany kapitał przeznaczają na subskrypcję akcji nowej instytucji (do tej grupy garną się zwykle wielcy panowie, zbyteczni w stowarzyszeniach spółdzielczych); b) druga obejmuje podpisy stowarzyszonych, którzy wszystkie swe fundusze przelewają do nowo powstać mającego stowarzyszenia spółdzielczego (do tej grupy przystępują te sfery, dla których instytucje te właściwie istnieją); c) trzeci odłam obejmuje tych, którzy w części pragną należeć do I, a w części do II grupy (są to owe warstwy średnie, skłaniające się wprawdzie ku możniejszym, bez uszczerbku jednak dla rozwoju idei samopomocy i wyższych interesów społecznych2.

II. Uczestnicy dawnego stowarzyszenia mają prawo pierwszeństwa przy subskrypcji akcji; dopiero reszta nierozebranych przez nich akcji oddaje się publiczności po znacznie nieraz wyższym kursie niżeli wartość nominalna: przewyżkę przeznacza się na utworzenie związków funduszów rezerwowych dla nowych instytucji (akcyjnej i spółdzielczej w połowie).

III. Nowa instytucja akcyjna przyjmuje na siebie obowiązek zrealizowania aktywów i pasywów dawnego stowarzyszenia spółdzielczego, o czym wzmiankuje w odpowiednim okólniku.

IV. Ustanawia się dzień i miejsce zebrania wszystkich uczestników stowarzyszenia spółdzielczego w celu powzięcia decyzji w przedmiocie podziału funduszu rezerwowego (kwestia to bardzo ważna; kapitał ten bowiem – wynoszący obecnie w naszej Kasie około rs. 200 000 – nie ma faktycznego właściciela, ponieważ uczestnicy Kasy nie przelewają, tak jak akcjonariusze, swych praw na następców)3.

V. Ustanawia się dzień i miejsce I zebrania i grupy uczestników w celu wyboru komitetu wykonawczego i zredagowania ustawy; najczęściej jednak ustawa ta bywa już gotową, a tylko niektóre paragrafy ulegają dyskusji.

VI. Ustanawia się dzień i miejsce zebrania II grupy uczestników w celu podpisania, jak u nas, gotowej już, przez rząd zatwierdzonej ustawy normalnej dla instytucji spółdzielczych.

VII. Ustanawiają się terminy najbliższych zebrań czy to organizacyjnych, czy też normalnych, w celu ukonstytuowania władz obydwu instytucji.

VIII. Nowa instytucja akcyjna dostarcza nowemu stowarzyszeniu spółdzielczemu fundusze potrzebne na organizację i rozpoczęcie działań (pomoc ta i opieka zresztą nigdy nie ustaje).

Rozpisaliśmy się nieco obszernie o naszej Kasie Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich dlatego, że stowarzyszenie to stanowi typowy przykład dla naszych stowarzyszeń spółdzielczych prowincjonalnych.

Wszystkie też dodatnie i ujemne cechy żywcem przejęte zostały przez stowarzyszenia prowincjonalne; tylko stowarzyszenia w Grójcu i Wiskitkach zdobyły się na postanowienie samodzielne i pogardziły słusznie dziwaczną i szkodliwą organizacją reprezentantów; tylko w tych dwóch stowarzyszeniach ogólne zebrania uczestników są tym, czym istotnie być powinny.

Po spełnieniu tego obowiązku przejdziemy teraz do sprawozdania z działalności stowarzyszeń prowincjonalnych.

Przypisy:

1. Jak dalece obcą jest Kasa Warszawska sferom, dla których została utworzoną, dowodzi fakt, że w marcu 1893 r. rzemieślnicy podali zbiorową prośbę do Kantoru Banku Państwa o przyznanie im kredytu, wówczas gdy nadmiar kapitałów zmusza Kasę Warszawską do przedsięwzięcia większych interesów bankierskich.

2. Zbytecznym chyba byłoby dowodzenie, jak wielkie wynikają korzyści z podobnej analizy sprzecznych sobie sfer i interesów.

3. Byłoby do życzenia, ażeby panowie reprezentanci choćby cząsteczkę procentów od owego kapitału bez właściciela obracali na tworzenie kas prowincjonalnych i krzewienie potężnej idei samopomocy.


Powyższy tekst to cały rozdział (pierwszy z II części) książki Nikodema Krakowskiego pt. „Kredyt ludowy i nasze stowarzyszenia współdzielcze. Podręcznik niezbędny dla organizatorów i uczestników stowarzyszeń opartych na samopomocy”, Nakadem autora, w drukarni Franciszka Czerwińskiego, Warszawa 1894. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Wersję elektroniczną przygotowali Aleksandra Zarzeczańska i Remigiusz Okraska.