Dwie siły [1939]

My, spółdzielcy, chcemy budować swój nowy świat oparty na sprawiedliwości i miłości człowieka. Nienawidzimy wyzysku, brzydzimy się gwałtem. Od początków swego istnienia byli też spółdzielcy zwolennikami pokoju i dawali temu wyraz przy każdej sposobności.

Nie znaczy to bynajmniej, byśmy byli naiwnymi ludźmi, którzy nie zdają sobie sprawy, że do zwycięstwa naszych ideałów jest jeszcze daleko, a dziś jak nigdy może świat pełen jest rozpasanych pożądliwości, przemocy niszczącej słabszych, kłamstwa, które stosunki między narodami czyni niepewnymi jak grząskie błoto. Pożera się słabszych w imię ich dobra albo dlatego, że gdzie indziej inny napastnik czyni to samo. W tych warunkach ostateczna rozprawa, wojna, która by zniszczyła pół Europy, jeśli nawet nie zagraża nam jutro, jest jedynym naturalnym zakończeniem, a ludzie miłujący pokój muszą sobie powiedzieć, że najszczytniejsze hasła i najpiękniejsze słowa nie zmienią tu stanu rzeczy ani nie zapewniają nikomu obrony.

Dlatego też dzisiaj najspokojniejsze, najmniej zaborcze narody szukają tej obrony w czym innym – szukają jej w zbrojeniach. Dlatego i my, spółdzielcy, wespół z całym narodem nie szczędzimy ciężkiej nieraz ofiary, żeby być gotowymi do obrony swojego narodu.

I nie ma w tym żadnego wyparcia się wczorajszych ideałów. Nie przestajemy przez to być ludźmi miłującymi nade wszystko pokój, nade wszystko z wyjątkiem wolności naszego narodu. To jest rzecz, przy której ustają wszelkie rozumowania, kończą się wszelkie interesy i upodobania. W sprawie wolności narodu musimy czuć i myśleć jako jego cząstka.

Człowiek jest istotą umiejącą żyć tylko w gromadzie, a najbliższą gromadą, którą zna i którą kocha, jest naród jego własny. Kocha jego język, którym od najmłodszych lat uczył się porozumiewać ze swoim otoczeniem. Kocha jego przeszłość, z którą jest poprzez przodków swoich związany, jego twórczość, której sam jest cząstką. I choćby to były rzeczy niewytłumaczalne dla ludzi, którzy zmieniają swoją narodowość dlatego, że gdzie indziej mogą lepiej zarabiać albo żyć wygodniej – czujemy zwykle coś na kształt pogardy. Bo stosunek z własnym narodem jest tym stosunkiem, przy którym nie prowadzi się obrachunku wykazującego konieczne zyski; wręcz przeciwnie, oddaje mu się w razie potrzeby swe życie, gdyż lepiej umrzeć szlachetnie aniżeli żyć podle.

Kto zresztą tych wszystkich rzeczy nie czuje i nie rozumie, ten niech zważy, że lepiej jest dla swojego narodu cierpieć lub oddać życie w ofierze niż żyć po utracie wolności w cudzym jako obywatel niższej kategorii czy może wprost jako niewolnik.

Przykład Czech, które stanowią teraz część Rzeszy Niemieckiej, ale w których tylko Niemcom przysługują prawa polityczne na terenie tej Rzeszy, jest bardzo znamienny.

To związanie się człowieka-obywatela ze swoim narodem jest jego siłą. O sile jako warunku zyskiwania przez naród szacunku innych narodów mówi się teraz dużo, głupio i ordynarnie. Różnego kalibru dyktatorzy opowiadają publicznie, że muszą poświęcać wszystko, nie wyłączając praw moralnych, dla powiększenia siły swojego państwa, która im nakaże posłuch i szacunek innych państw. Mówiąc to, myślą oczywiście wyłącznie o sile fizycznej, sile bagnetów, armat i tanków. Mówią też dużo o zwartości swoich narodów, ale dla wszelkiej pewności tej jednomyślności pilnują potężne oddziały ich partyjnej policji oraz obozy koncentracyjne.

Jest i działa na szczęście w świecie inna jeszcze siła – siła moralna, miłość niewymuszona swojego narodu, poczucie obowiązku, choćby ono wiodło na oczywistą śmierć. Przez nią to w obliczu grożącego niebezpieczeństwa naród [się] zwiera jak oddział w szyku bojowym.

Zapisujemy się teraz na Pożyczkę Przeciwlotniczą. To słusznie, jesteśmy bowiem pod tym względem ciągle jeszcze słabsi od swoich potężnych sąsiadów. Ale choć samolot i przeciwlotnicza armata to straszne bronie, większą jeszcze siłę reprezentuje ten zapał, z jakim naród nasz przystąpił do spełnienia obowiązku, choć nie zawsze bywa to łatwe. Karabin to rzecz ważna, ale jeszcze ważniejsze jest serce człowieka, który go trzyma. O tym wiedzą także i ci, którym ślina do ust idzie na nasze dobro. I dlatego gotowość do obrony swojego kraju to jego najmocniejszy mur ochronny.


Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w spółdzielczym piśmie „Spólnota” nr 15/1939 z 9 kwietnia 1939 r. Następnie został wznowiony w książce Stanisława Thugutta pt. „Wyznania demokraty. Publicystyka z lat 1917-1939”, wybór i opracowanie Jan Sałkowski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1986. Przedruk za tym ostatnim źródłem.